Sport.pl

Czesław Jakołcewicz - trener na krawędzi

- GKP to ciężki przypadek. Staram się być psychologiem, rozmawiam z zawodnikami. Coś się jednak zablokowało. Nie zdobędę jesienią 15 punktów, na które się z prezesem umówiliśmy. Może mnie zwolnić - mówi szkoleniowiec GKP.
Gorzowska drużyna wygląda dramatycznie. Wyprzedzamy w tej chwili w pierwszej lidze tylko zupełnie dołujący GKS Katowice. Od dna odbili się już nawet ligowi słabeusze - Dolcan Ząbki i Tur Turek. A my podążamy w odwrotną stronę - cztery porażki z rzędu, cztery mecze bez gola. A na dokładkę 12 straconych bramek, których znaczna część padła po naszych błędach.

Kamil Siałkowski: Coś fatalnego stało się z GKP. Nie ma pomysłu na grę, nie ma w zespole chemii, nie ma wiary. Co się dzieje?

Czesław Jakołcewicz: Z Wartą przegraliśmy przez nieodpowiedzialność. Robert Gaca złapał piłkę w ręce, a miał już wcześniej żółtą kartkę. Osłabił zespół. To niedopuszczalne. Znów straciliśmy kuriozalne bramki. To jest nie do przyjęcia na tym poziomie. Nie możesz strzelić, to chociaż zagraj na 0:0. A przecież okazję do zdobycia gola mieliśmy wyborną, z rzutu karnego. Na dodatek w tym spotkaniu miał bronić Dariusz Brzostowski, ale na rozgrzewce doznał kontuzji, wszedł za niego Dawid Dłoniak. Nie chcę się tłumaczyć. Ale tak dalej oddawać punktów nie mamy prawa. To, co się teraz dzieje, bardzo mnie boli. Muszę się nad tym zastanowić. Było zupełnie inaczej, gdy przychodziłem do Gorzowa. Była atmosfera, każdy chciał pracować. A teraz mamy taki dół, że jedna bramka wystarczy, aby z nami wygrać. Od razu zawodnicy zwieszają głowy. I nie możemy się już podnieść, odwrócić spotkania.

Problem siedzi w głowie czy może w przygotowaniu kondycyjnym?

- Nie sądzę, aby były to problemy z kondycją. W tym tygodniu chciałem trochę chłopaków podkręcić. Mieliśmy mocniejsze, dłuższe treningi. Wcześniej robiliśmy krótkie, ale intensywne zajęcia. Trudno znaleźć jednoznaczną odpowiedź. Nie można nagle zapomnieć, jak się gra. My przestaliśmy grać, boimy się kontaktu, boimy się gry jeden na jeden, nie podejmujemy ryzyka. Jak ręką odjął. To się rozgrywa w głowach, a nie w nogach moich piłkarzy.

Może gorzowskiej drużynie potrzeba psychologa? Myśleliście o tym?

- Staram się być takim psychologiem. Nie wiem czy specjalista by tu coś pomógł. Wszyscy fajnie mówią, wierzą, zapowiadają, że dadzą z siebie wszystko. A wychodzą na boisko inni ludzie. Zagubieni. Będę nadal rozmawiał z zawodnikami, indywidualnie, w grupie. Pamiętam, że gdy grałem w Lechu Poznań też mieliśmy trudne chwile. Wracam do tamtych czasów, staram się coś z tych doświadczeń przelać na pracę z tymi chłopakami. GKP to jest jednak ciężki przypadek. Nie działają przeróżne sztuczki. Tu jest też jeden poważny problem, o którym powiedzieć trzeba. Dla niektórych piłkarzy zaplecze elity to zdecydowanie za wysokie progi. Nie ja ściągałem tych zawodników. Muszę pracować z taką kadrą, jaką mam do dyspozycji. Zmiany są konieczne. Nie mówimy o wielkim zaciągu, ale potrzebnych jest przynajmniej pięciu piłkarzy z doświadczeniem co najmniej pierwszoligowym. Inna sprawa - niektórym piłkarzom zalecam trochę pokory. Tu potrzebna jest praca, praca i jeszcze raz praca. Jeśli nie zrozumieją tego, to nie przystosują się do warunków panujących w tej lidze.

Prezes Sylwester Komisarek głośno mówi o rewolucji. Nie tylko o wymianie zawodników. Twierdzi, że pan też nie może być pewny swojej przyszłości w GKP. Jak pan to odbiera?

- Wybrałem taką pracę, wybrałem takie życie na krawędzi, to się z tym godzę. Takie prawo prezesa. Podpisaliśmy umowę, że mam zdobyć 15 punktów do końca rundy jesiennej. Mam 11 i już wiem, że nie zdobędę, bo został w tej rundzie tylko jeden mecz w Lublinie [jesienią liga zagra jeszcze dwie kolejki rundy wiosennej, GKP ma w rozkładzie mecze u siebie z samą czołówką - Koroną Kielce i Zagłębiem Lubin - przyp. red.]. Nie jest powiedziane, że po spotkaniu z Motorem sam nie odejdę. Nikt mnie nie musi wyrzucać. Mamy kontrakt do czerwca, ale ustaliliśmy punktową poprzeczkę po rundzie jesiennej. Nie przeskoczę jej. Dlaczego się na taki zapis zgodziłem? Bo byłem pewien, że zdobędziemy 15 punktów, minimum. Nie boję się, że stracę pracę. Podstawy są ku temu, aby umowę rozwiązać. Ale należy też pamiętać, że nie trener gra, tylko zawodnicy. Dzisiaj nawet Fabio Capello by nie pomógł. Nie lubię przegrywać. Ale żeby wygrywać, to trzeba mieć wykonawców. My takich nie mamy.

Krążyły po głowie myśli, aby zrezygnować po meczu z Wartą? Piłkarze GKP podczas sobotniego spotkania zupełnie nie reagowali na pana podpowiedzi. To było takie trenera Jakołcewicza wołanie na puszczy.

- Nie odniosłem wrażenia, aby ktoś mi robił na złość. Walczę do końca, nie poddaję się. Jeszcze nikt mnie stąd nie zwolnił. Z drugiej strony, jestem tu tylko siedem tygodni, to nawet nie są dwa miesiące. Budowanie drużyny to długotrwały proces. Nie znam dobrze wszystkich zawodników, nie mamy rezerw i nie ma gdzie ich sprawdzić. Oczywiście powstają całkiem osobiste pomysły. Powiem o nich w odpowiednim momencie. Powiem, co myślę o przygotowaniu zespołu. Powiem prezesowi, kogo trzeba wymienić. Na wszystko przyjdzie czas. Gdybym dziś powiedział to wszystko, to na pewno byśmy już nie wygrali meczu w tym roku. Bo ludzie z listy zwyczajnie przestaliby grać.

*Czesław Jakołcewicz - prowadzi drużynę GKP od 10 spotkań. Jego bilans to 3 zwycięstwa, 2 remisy i 5 porażek, w bramkach jest 8:17. Gorzowianie zdobyli w tym czasie 11 pkt.