Jacek Dreczka: Brązowy smutek w Zielonej?

Dzisiaj imprezy organizowane z okazji prezentacji drużyny czy podpisania kontraktu z zawodnikiem nikogo już nie dziwią. Przez tego typu spotkania sezon ?ogórkowy? w żużlu trwa krócej, a z drugiej strony pozytywnie podsyca apetyty przed kolejnym rokiem.
Bardzo ważna w tym kontekście jest pomysłowość i jakość zorganizowania widowiska tak, żeby każdy kibic czuł, że ogląda prawdziwe show dla niego właśnie przygotowane. Jeszcze przed laty jedyną prezentacją zawodników był moment dzielący próbę toru i wyjazd do pierwszego wyścigu. Pamiętam jak w Gorzowie raz do roku, zawsze po memoriałach, organizowana była jakaś "popijawa" w nieistniejącym już Celtic Pubie, ale impreza była raczej dla wtajemniczonych. Zmierzam do przypomnienia i podziękowania Wam, że zgotowaliście piękny, żółto-niebieski klimat w Askanie 12 października. Chodziło przede wszystkim o podpisanie umów z Tomaszem Gollobem i Peterem Karlssonem, ale to nie musi jak przed laty dziać się w szczelnie zamkniętym gabinecie.

Nie pojechałem całe szczęście do Gelsenkirchen, bo uważam, że Grand Prix lepiej ogląda się w telewizji. Tym bardziej jesienią. O największym skandalu w historii cyrku GP pisać nie będę, ale nie chciałbym być jednym z polskich kibiców, który zjadł niemiecką kiełbasę pod Veltins Areną i wrócił do kraju. Ponoć niezłe piosenki nasi poirytowani rodacy śpiewali.

Impreza o siedem dni przełożona odbędzie się więc w Bydgoszczy i jest to rozsądne z perspektywy możliwości zorganizowania całego przedsięwzięcia. Nie mam na myśli tu wyniku sportowego Golloba, a raczej zrobienie w tydzień czegoś, co normalnie dzieje się miesiącami. Ale stratni nad Brdą nie będą na pewno. Hancock niezadowolony, Andersen też, Crump kręci nosem. Odmienne zdanie mają Gollob i Nicki Pedersen. Każdy patrzy jednak przez własne okulary i nie ma się czemu dziwić. Mnie do Bydgoszczy nie ciągnie z prostego powodu. Organizacja ostatniego turnieju była słaba (irytujący mnie i sąsiadów na trybunach duet prowadzący zawody), ponadto pas bezpieczeństwa dzielący bandę i trybuny jest tak szeroki, że mógłby spokojnie pomieścić wielkie stado pasących się owiec. Ponad dwumetrowe kraty przed trybunami też do atrakcji nie należą, a wszystko to w zimnym, jesiennym klimacie. Bilety co prawda tańsze niż na GP Challenge w Zielonej Górze, ale jednak się nie skuszę. Po ostatnim tegorocznym turnieju Final Grand Prix na dobre ruszy transferowy bazar, ale o tym pisałem tydzień temu. Będą więc biegali po bydgoskim parkingu nasi krajowi działacze, czyli na pewno się nie pogubią, co mogło mieć miejsce w Niemczech.

A propos Zielonej Góry. Po mega sukcesie w postaci trzeciego miejsca w lidze pojawiają się sygnały, że towarzystwo się rozchodzi. Choć część tych sytuacji miała swój początek dużo wcześniej, to teraz jakby w jednym momencie medialnie jest to kojarzone. Fakt, że firma Kronopol odchodzi w ogóle nie jest sensacyjny (wygasa umowa). Zresztą nie odchodzi, tylko wsparcie będzie mniejsze. Trener Aleksander Janas, niemal wyklęty w połowie sezonu, ustępuje z funkcji i też nie ma się czemu dziwić. Zastanawia mnie natomiast zapowiedź dymisji zielonogórskiego prezesa. Czyżby chciał prosić, żeby go prosili? Taka zasłona dymna, czy po prostu potrzeba samodowartościowania. Kibice z Zielonej, których bardzo szanuję, będą ponad wątpliwość oczekiwali lepszego wyniku w sezonie 2009 i presja rośnie, a przecież żużel to tam jedyna na wysokim poziomie dyscyplina. Życzę falubazom jak najlepiej, bo derby to jednak piękna sprawa. Gratuluję raz jeszcze wygrania w kończącym się sezonie obu naszych spotkań. Pytanie tylko czy nie za drogo te zwycięstwa kosztowały w powyższym kontekście?

*Jacek Dreczka - jest rzecznikiem Stali Gorzów oraz prowadzi spikerkę na stadionach w Gorzowie i Poznaniu