Koszykówka: Tajemnica naszego sukcesu

Nie będziemy ściemniać. Czeka nas sobota bez wielkich emocji, bo lider z Gorzowa gra z ostatnimi Pabianicami. Taki mecz to dobry moment, aby poszukać podstaw serii naszych sukcesów w tym sezonie. Patrząc na liczby KSSSE AZS PWSZ widać, że do szlifowanego przez wiele lat systemu pierwszy raz dobraliśmy aż tylu świetnych wykonawców.
Gorzowianki wygrały już w tym sezonie sześć razy i za chwilę na pewno zwyciężą po raz siódmy, a jeden z kolegów - radiowców upiera się, że do tej wyjątkowej serii KSSSE AZS PWSZ trzeba dopisać jeszcze jeden triumf, na zakończenie poprzednich rozgrywek w Lesznie. Trener Dariusz Maciejewski na każdym kroku studzi jakikolwiek optymizm i ma rację, bo medale w drużynowym sporcie zawodowym zdobywa się na końcu, a nie na początku rozgrywek. Znamy zespoły - meteory, które po fantastycznych seriach, potem - w play-off - odpadały już w pierwszej rundzie. Mamy jednak prawo zaprotestować przeciwko głosom dochodzącym z Polski: ta seria naszej drużyny to nie jest przypadek! Rywalki mogą przestać się łudzić. KSSSE AZS PWSZ bez problemów zdrowotnych (natychmiast odpukujemy w niemalowane drewno) będzie grał w tym sezonie jeszcze lepiej.

Trenerzy, zawodnicy, dociekliwi kibice gier zespołowych, uwielbiają przebierać we wszelkiego rodzaju statystykach. Właśnie liczby mówią wszystko o gorzowskim liderze Ford Germaz Ekstraklasy. Budowanie naszej ekipy w tym składzie to nie była kwestia trzech letnich miesięcy. Zespół w takim kształcie powstawał w głowach trenerów od momentu awansu KSSSE AZS PWSZ do elity. Najpierw postawiono na bazę (takiej szatni i zaplecza medycznego jak nasz zespół nie ma chyba nikt w kraju) i filozofię. To nie przypadek, że w ten sam sposób grają również nasze drużyny młodzieżowe. Gdy pojawili się w klubie możni, zakochani w koszykówce sponsorzy, sztuką było skorzystać z kilkuletnich doświadczeń w elicie. Dobrej drużyny nie da się kupić. Trzeba ją umiejętnie, cegiełkę po cegiełce poskładać.

W taki sposób trafił do KSSSE AZS PWSZ cały obecny zagraniczny zaciąg. Na rozegraniu, w miejsce strasznie nierównej Katariny Ristić pojawiła się królowa asyst zupełnie innego formatu - Australijka Sam Richards. Po brąz sięgnęliśmy z "dziurą" na pozycji numer dwa. Teraz wielkie rzeczy potrafi tam zdziałać Katerina Zohnova. Dalej też same indywidualności: Anna Breitreiner, Justyna Żurowska, czy Lindsay Taylor. Do tego zmienniczki z nieograniczonymi możliwościami - Katarzyna Czubak, Agnieszka Kaczmarczyk i Shala Crawford. Już przecież trzeciemu zespołowi w Polsce dołożyliśmy nigdy wcześniej niespotykaną skuteczność z obwodu i dodatkowe, bardzo ważne centymetry oraz jeszcze większą agresję pod koszami.

Słabości? Tym razem przeciwko sobie mamy przepisy. Pobyt dwóch Polek na boisku, choć przed sezonem wydawało się, że będzie inaczej, to mimo wszystko nie jest nasz sprzymierzeniec, ale z drugiej strony KSSSE AZS PWSZ zawsze chwalił się krajowymi zawodniczkami i przyznajmy, że lepiej smakują sukcesy dziewczyn stąd, a nie wyłącznie "armii zaciężnej". Z jeszcze jedną klasową Polką w składzie wymarzony finał ligi dla Gorzowa na pewno byłby jeszcze bardziej realny. Może wreszcie swoje najlepsze koszykarskie dni przypomni sobie Joanna Zalesiak? A może w dalszej części sezonu objawieniem roku nazwiemy, którąś z naszych najmłodszych zawodniczek?

Sztuką będzie tyle indywidualności do końca rozgrywek utrzymać razem pod sztandarem: dobro drużyny. W Gorzowie nikt nie gra po 40 min. Dla niektórych koszykarek to jest zaskoczenie. Tutaj indywidualne statystyki nigdy nie zostaną postawione nad los zespołu. Dlatego (wyjątkiem jest Zohnova, trzecia w klasyfikacji najlepszych strzelców) naszych nie znajdziemy w czołówkach najlepiej zbierających, asystujących, czy przechwytujących polskiej ligi. Lekarstwo na ambicje poszczególnych graczy jest proste - dalsze sukcesy całej grupy. Znamienne jest zachowanie obecnego składu KSSSE AZS PWSZ tuż po meczu. Tutaj nie ma jakiejś wyjątkowej radości, a pewność siebie i zadowolenie profesjonalistek po dobrze wykonanej pracy. Ten skład ewidentnie ma wielką ochotę dokonać czego wyjątkowego w marcu i kwietniu przyszłego roku. Na razie regularnie kreujemy gwiazdy poszczególnych spotkań, dzięki temu od początku sezonu jeszcze nie przegraliśmy. Mamy już pewność, że gorzowianki w tym składzie nikogo w Polsce się nie przestraszą. A czy przez lata będziemy o nich mówić jako o najlepszej drużynie koszykarskiej w historii naszego miasta? Na starcie na pewno nasze dziewczyny zasłużyły sobie na takie pochwały, ale powtarzamy: tutaj liczy się przede wszystkim koniec, a nie początek.

Spotkanie KSSSE AZS PWSZ z beniaminkiem PTK Pabianice (jedno zwycięstwo w siedmiu spotkaniach) rozpocznie się w sobotę o godz. 18.10. Nietypową porę wyznaczyła telewizja, bo pojedynek będzie transmitowany w TVP Sport. Tak na marginesie - temu, kto akurat to spotkanie wyznaczył na mecz telewizyjny, należy się jakaś specjalna nagroda...



Mamy dla Was bilety na ligę i puchar

Dla naszych Czytelników mamy po pięć biletów na najbliższe dwa spotkania koszykarek KSSSE AZS PWSZ Gorzów. W piątkowym konkursie można wygrać wejściówki na sobotni ligowy pojedynek z PTK Aflofarm Vicard Pabianice (początek w hali przy ul. Chopina o godz. 18.10) oraz na środowy mecz Pucharu Europy FIBA ze słowackim MBK Rużomberok (początek o godz. 18.30). Szczegóły konkursu w "Co jest grane" na str. 9 piątkowej "Gazety".