Jerzy Synowiec: Nadal brak cukru w cukrze

W ostatnich latach lubuskie zespoły nie odnosiły sukcesów ligowych, wszak ostatni medal Stal zdobyła w 2000 r., czyli za czasów byłego ?niesłusznego? zarządu, a Falubaz jeszcze dawniej, za czasów zapomnianego już dzisiaj, choć niesłusznie, Zbigniewa Morawskiego - pierwszego kolorowego prezesa w polskiej ekstralidze.
W tym roku na medale bardziej zasadzili się działacze Stali, choć dzisiaj nikt się do tego przyznać nie chce. A tu ci niespodzianka. Brązowy medal zdobywa Falubaz. Wprawdzie jest jeszcze mecz rewanżowy, ale to czysta formalność, gdyż nawet w Częstochowie nikt nie wierzy w odrobienie 34 punktów. Za tegoroczne wyczyny zielonogórzan należą się brawa na stojąco przy podniesionej kurtynie. Można oczywiście narzekać, że częstochowskie Lwy były osłabione brakiem Gapińskiego i Richardsona, ale przecież i Falubaz był bez Dobruckiego. To, że Sebastian Ułamek jeździł jak bojaźliwy kotek, to nie wina zielonogórzan, tylko strachliwego Ułamka. Przy okazji - przyszłoroczny cykl Grand Prix będzie miał kolejnego "łowcę" dwóch, trzech punktów.

Mistrzostwa świata juniorów potwierdziły prawdę, o której już pisałem wielokrotnie. Czołowa trójka zawodów - Sajfutdinow, Holder i Pavlić - powinna bezwzględnie pojawić się w cyklu Grand Prix ze stałymi "dzikimi kartami", jeśli cały ten cykl ma mieć jakikolwiek sens sportowy. W przeciwnym wypadku w przyszłym roku znowu będą to rozgrywki kilku poważnych wiekowo panów, którzy śmiertelnie zanudzą nas swoimi znanymi numerami.

Zakończyły się rozgrywki I i II ligi. Zostały wprawdzie baraże, ale one niczego już nie zmienią. Lotos Gdańsk ma niewielkie szanse na pokonanie w dwumeczu rzeszowskiej Stali, a Miszkolc już dwa tygodnie temu odpuścił sobie ewentualny awans do polskiej I ligi. I dobrze, bo ta liga zamieniłaby się niedługo w jakiś niezrozumiały dziwoląg dla zbieraniny drużyn z różnych zaścianków żużlowej Europy. Jeden Daugavpils wystarczy. Świetnie w końcówce tych rozgrywek prezentują się gorzowianie - jeżdżący w Poznaniu Pytel (drugi zawodnik po Skórnickim) i startujący w Grudziądzu Brzozowski (w końcówce najlepszy zawodnik klubu). Sama końcówka tych rozgrywek była beznadziejna - mecze do jednej bramki, składy często ledwie czteroosobowe (np. w ostatnim spotkaniu w RKM Rybnik startowali Chromik, Kuciapa, Pyszny i Mitko oraz jeden zz i dwóch kolarzy wypożyczonych z okolicznej sekcji). Co jest interesującego w I lidze? Ano to, że jest z niej do wzięcia kilku bardzo, ale to bardzo interesujących zawodników: Piotr Świderski (absolutna rewelacja rozgrywek ze średnią meczową ok. 15 pkt) i Antonio Lindbaeck (obaj z Rybnika), a następnie Chris Harris i Adrian Gomólski z Ostrowa. Ten ostatni to przyszłość polskiego żużla, na równi z Pawlickim i Janowskim. Można też przyjrzeć się uważnie Adamowi Skórnickiemu (Poznań) oraz braciom Łagutom i Bogdanowsowi z Lokomotywy Daugavpils. Po odpadnięciu Lotosu Gdańsk z walki o ekstraligę wartościowym nabytkiem może być Bjarne Pedersen. No i z Grudziądza czym prędzej powinien czmychnąć Artur Mroczka (mistrz Europy juniorów), jeśli oczywiście chce się rozwijać na miarę swoich możliwości. W II lidze nie ma nikogo, kto zasługiwałby na jakąkolwiek uwagę, poza oczywiście "Bolem", który jednak przechodzi z Gnieznem do klasy wyżej.

Czy z tej wymienionej wyżej listy życzeń Stal zakontraktuje jakieś nazwiska? Byłoby pięknie, ale raczej należy się spodziewać jakiegoś żużlowego wyjadacza, który akurat "drze koty" z własnym klubem i chwilowo zasili kogoś, kto mu lepiej zapłaci. A w cukrze (Gorzów) nadal brak cukru (gorzowian). Już dzisiaj dostaję zajadów ze śmiechu czytając informację o zakontraktowaniu "solidnego" Petera Karlssona i takiegoż Rune Holty. Oni nas mogą poprowadzić, ale do spadku. Ciekawe kto w okresie zimowego polowania okaże się lepszym myśliwym? Nasz prezes czy prezes Dowhan?