Sport.pl

Jacek Dreczka: Podpisujemy kontrakty

Studenci wrócili na uczelnie. Byłem na uroczystej inauguracji roku akademickiego w auli Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, gdzie Magnificencja Rektor mówił do nas, że młodość ma swoje prawa i jednym z nich jest prawo do mądrych, przemyślanych kroków.
"Starsze pokolenie coraz trudniej rozumie poczynania współczesnej młodzieży. Starajcie się być pomostem pomiędzy współczesnością, a historią, wprowadzając nowe pomysły". Słowa szeroko powiedziane znajdują też zastosowanie w sporcie. W żużlu, a jakże. Warunkiem jednak bezkolizyjnej zmiany pokoleń musi być obopólne zrozumienie. To taka moja refleksja na początek.

Mamy październik, miesiąc który zamyka żużlowy sezon, choć jeszcze nie wszystkie karty w tegorocznym sezonie zostały rozdzielone. Szczególnie ciekawie będzie w Pardubicach, gdzie może dojść do pewnego przełomu. Emil Damirowicz Sajfutdinow, rosyjska torpeda, może po raz pierwszy w historii indywidualnych mistrzostw świata juniorów zostać podwójnym złotym medalistą.

Rozgrywki, które zapoczątkowano w 1977 roku nie mają w swojej historii zawodnika, który więcej niż raz oglądał dekorację finału z samego szczytu podium. Najwyżej w klasyfikacji medalowej stoją żużlowcy, którzy zdobywali złoty i srebrny medal, czyli Chris Louis, Mikael Max (wówczas jeszcze Karlsson) oraz Lukas Dryml. Dla mnie absolutnym faworytem czeskiego finału jest właśnie Sajfutdinow. Przed tygodniem prowadziłem pierwszoligowy mecz w Poznaniu, w którym Emil z dziecinnym polotem wywalczył 17 punktów. Po zawodach chwilę sobie porozmawialiśmy. Powiedziałem filigranowemu chłopaczkowi, żeby tylko tak zwana sodówka mu w głowie nie zamąciła. On podniósł wzrok i rzucił łamaną polszczyzną, że jeżeli coś takiego nastąpi, zrezygnuje z uprawiania żużla. Powiedział też, że zostaje w Bydgoszczy na przyszły sezon. Nie dziwię się, w końcu bydgoszczanie mają wprawę w zaszczepianiu lokalnego patriotyzmu nawet w obcokrajowcach. Andreas Jonsson ma tam pełną bazę sprzętową i jeździ z napisem "I love Bydgoszcz" umieszczoną na kevlarze. Mechanik oraz menager Safutdinowa to z kolei ludzie mocno z bydgoskim klubem związani. Jest to jakiś pomysł na tworzenie cudzoziemskiego patriotyzmu.

Wracając jednak do finału IMŚJ. Nie podoba mi się, w odróżnieniu od cyklu Grand Prix, że finał jest jednodniowy. Jasne, że walka idzie o każdy metr toru i zębatki fruwają po parkingu, ale patrząc na zwycięzców poprzednich finałów, rodzi się pytanie: gdzie oni są? Miśkowiak, Jensen (Monberg), Max (Karlsson) i największa sensacja czyli Dawid "Pozioma" Kujawa. Oczywistym jest, że gdyby mistrza wyłaniało kilka turniejów na różnych torach, mielibyśmy lepszych, bardziej stabilnie jeżdżących chłopaków, którzy przez lata będą trzymali wysoki, światowy poziom.

O tym, że Tomasz Gollob i Rune Holta zostają w Caelum Stali Gorzów na sezon 2009 przekonamy się już w następną niedzielę, jednak wcześniej, bo już w najbliższy poniedziałek umowę przedłuży Peter Karlsson. 12 października natomiast Galeria Askana kolejny raz będzie miejscem, w którym podpisy pod kontraktami złożą liderzy Stali. Gollob założył sobie, że przedłuża umowę wyłącznie o kolejny rok, o czym mówił parafując ubiegłoroczny dokument. Coś się jednak wydarzyło, że najlepszy Polski żużlowiec zdecydował związać się z naszym miastem na kolejne dwa lata. Myślę, że sukces w postaci zatrzymania Tomasza, na którego chrapkę mają wszyscy nad Wisłą, jest więc bezsprzeczny, czy się to komuś podoba, czy nie. Zmiana pokoleń, o czym na wstępie pisałem polega właśnie na zrozumieniu współcześnie funkcjonującego speedway'a. Nie zapominając o szkoleniu i wychowywaniu, każdy jednak oczekuje wyniku. Nie można też w nieskończoność głaskać i chuchać na lokalnych jeźdźców, którzy sami nie wiedzą, czego chcą. Mam tu na myśli Pawła Hliba, którego bardzo cenię za odwagę i ekspresyjną, dynamiczną jazdę. W mijającym sezonie niewiele jednak pokazał. Na wyniku świat się nie kończy, najgorsze, że kompletnie zabrakło jego chęci. Myślę, że Paweł może w Gorzowie pozostać i odzyskać dawny blask. Mało tego, sporo kibiców dopytuje się, czy Hlipek u nas pozostanie? Dla chcącego nic trudnego.

Nie zasypiają gruszek w popiele gorzowscy negocjatorzy, choć o kolejnych, rozsądnych i topowych jeźdźców jest szalenie trudno. Po pierwsze limit zawodników z cyklu Grand Prix. Nie wiemy jeszcze, którzy spośród tegorocznych "cyklistów" załapią się do czołowej ósemki w generalnej klasyfikacji. Po drugie wzmocnić się muszą drużyny z Rzeszowa, Bydgoszczy, Wrocławia i pewnie też Zielonej Góry, odkąd Walasek wjechał do przyszłorocznego cyklu. Popyt przerasta więc podaż. Kłopot bogactwa mają w Częstochowie, a zgrzyty i ewentualna stała "dzika karta" dla Hampela może pokrzyżować szyki w Lesznie.

*Jacek Dreczka - jest rzecznikiem Stali Gorzów oraz prowadzi spikerkę na stadionach w Gorzowie i Poznaniu