Sport.pl

Koszykówka: W Poznaniu super bilansu psuć nie warto

To nie będzie łatwy mecz, ale byłoby głupio, gdyby KSSSE AZS PWSZ, po zwycięstwach nad mistrzem i wicemistrzem Polski, bilans otwarcia prosto z marzeń popsuł właśnie w Poznaniu. Czekamy na piąty sukces z rzędu!
MUKS, w poprzednim sezonie jako beniaminek, był skazywany na pożarcie, a na przekór wszystkim bez problemów utrzymał się w ekstraklasie. Latem stracił jeden z największych talentów w polskiej koszykówce. Agnieszka Skobel została w Poznaniu, ale teraz gra dla Inei AZS. Nasze najbliższe rywalki dokonały jednak bardzo trafnych zakupów i wygląda na to, że w tej chwili są znacznie mocniejsze niż przed rokiem.

22-letnia rozgrywająca z USA Jennifer Rushing, ze średnią 19,5 pkt jest druga w klasyfikacji najlepszych strzelczyń Ford Germaz Ekstraklasy. 29-letnia reprezentantka Mali Djenebou Sissoko na treningi z MUKS przyleciała prosto z igrzysk olimpijskich w Pekinie. Jej znak firmowy to kilkanaście zbiórek w każdym spotkaniu. I wreszcie trzecia nowa, poznańska siła - Amerykanka Keila Beachem, w przeszłości robiąca furorę w barwach Jeleniej Góry. Problem MUKS to brak doświadczonych zawodniczek krajowych. Mimo to podopieczne trenerki Iwony Jabłońskiej zdążyły już wygrać w Polkowicach i napsuć krwi Lotosowi Gdynia (przegrały u siebie 57:60). - Przy każdej okazji powtarzam zespołowi, że w tej lidze nie ma co marzyć o łatwych meczach i luzie na boisku - przestrzega trener KSSSE AZS PWSZ Dariusz Maciejewski. - Zmodyfikowana pierwsza runda play-off, do której są zaliczane wyniki z sezonu zasadniczego, na początku rozgrywek wymusiła straszną walkę o każdy punkt. Do tego poziom podniosły i wyrównały nowe klasowe koszykarki zagraniczne właściwie w każdej drużynie.

Nasz szkoleniowiec obiecał, że Gorzów na pewno MUKS nie zlekceważy (początek spotkania w Poznaniu w sobotę o godz. 17). To my jesteśmy faworytem i gdzie jak gdzie, ale właśnie w tym spotkaniu nie warto psuć sobie świetnego bilansu otwarcia. Wykorzystując wszystkie swoje atuty na pewno sięgniemy po piąte zwycięstwo z rzędu. Po środowym, ciężkim spotkaniu z Energą Toruń (wygraliśmy 80:69), ciągle jesteśmy pod wrażeniem niesamowitej gry Australijki Samanthy Richards. 22 pkt, 7 zbiórek, 6 asyst, 2 przechwyty i 2 bloki (Sam ma tylko 168 cm wzrostu!) - te liczby dały jej tytuł MVP czwartej kolejki. - Jeszcze parę razy spudłowałam [nasza rozgrywająca trafiła 8 na 14 rzutów], a więc mogę zagrać jeszcze lepiej - powiedziała skromnie Richards. - Ważne, że po początkowym niepowodzeniu znalazłyśmy sposób na rywalki. To wygrywanie na pewno nam się nie znudzi.

Gdy troszkę słabiej w ataku były dysponowane Katerina Zohnova i Anna Breitreiner (razem 7 pkt), klasę pokazały inne nasze akademiczki. Obok wielkiej Richards mocno zabiło polskie serce KSSSE AZS PWSZ - najlepsze mecze w tym sezonie zagrały Justyna Żurowska i Agnieszka Kaczmarczyk. To świetna wiadomość, bo przecież, zgodnie z przepisami, dwie krajowe koszykarki cały czas musimy mieć na parkiecie. Gorzowski zespół to już nie jedna, czy druga zawodniczka, na którą są zwrócone wszystkie oczy w decydujących fragmentach spotkania. Dzięki mocnemu, szerokiemu składowi świetnie zaczęliśmy rozgrywki i nadal mamy pełne prawo być strasznie groźnym dla wszystkich. W sobotę czekamy na sukces numer pięć. Tym razem kolejny koszykarski skalp trzeba z klasą zdjąć w Poznaniu.