Jerzy Synowiec Czekam na pomysł na gorzowskość

Żużlowy sezon jeszcze trwa, ale trwa on tylko dla najlepszych na świecie (cykl Grand Prix) i najlepszych w Polsce (Unibax Toruń, Unia Leszno i Złomrex Częstochowa).
Wprawdzie jeździ jeszcze nasza pierwsza liga, ale co to za jeżdżenie. Ostrów odpuszcza sobie końcówkę sezonu, który dla nich zakończył się generalną klapą (kara za grzechy), odpuszcza Poznań, którego kara za takie zachowanie spotka w przyszłości. Zaś postawa Rybnika jest uwarunkowana sytuacją finansową (dobra okazja dla innych klubów, aby zabrać stamtąd rewelacyjnego Piotra Świderskiego i Antonio Lindbaecka). O Rawiczu nie wspominam, bo to od lat jest problem polskiego żużla. Czy funkcjonowanie takich zespołów ma jakikolwiek sens? Mijający sezon daje odpowiedź - nie ma.

Tak więc w kraju zaczęło się wielkie polowanie. Jak już kiedyś słusznie zauważył redaktor Robert Gorbat - w żużlu nie jest najważniejsze to, co dzieje się na torze, ale to, co się dzieje poza nim, zwłaszcza w przerwie jesienno - zimowej. To oczywiście celowe przerysowanie, ale budowanie składów na przyszły sezon ma z reguły niezwykle ekscytujący charakter.

Ale mniejsza o innych. Ważne jest to, co się będzie działo w Stali Gorzów - w przyszłym roku już chyba nie Caelum. Są dwa sposoby budowania składów - szkolenie i kupowanie. W ostatnich latach Stal wybrała kupowanie. Czy warto to zmienić? Warto, a na początek dobrze byłoby połączyć kupowanie ze szkoleniem. Przykład Atlasa Wrocław, który niemal w rok wyszkolił prawdziwą gwiazdę - Macieja Janowskiego - jest fascynujący, że o Przemysławie Pawlickim nie wspomnę.

Czy taki wariant jest u nas możliwy? Moim zdaniem nie! Niektórzy pytają mnie, czy muszę krytykować działaczy Stali? Tak muszę, bo ich niekompetencja i często zła wola mnie bolą. W szczególności boli mnie konsekwentna polityka usuwania z klubu jakichkolwiek śladów gorzowskości.

Nie mam nadziei, że to się zmieni na lepsze, bo mam na ten temat dokładną wiedzę. Popatrzmy więc jeszcze raz na skutki takiej polityki. A więc dwa lata temu pozbyto się z klubu zdolnego juniora Andrzeja Głuchego, który próbował ratować swoją karierę w Tarnowie, ale szybko dał sobie spokój (logistyka). Dzisiaj Głuchy nie tylko, że nie chodzi na żużel, ale słyszeć o nim nie chce, bo ma alergię na działaczy. Piotra Palucha, który odszedł "dobrowolnie" (biedak nie przewidział, że Monberg i Ferjan będą gorsi od niego) kibice nadal żałują, bo on żył dla klubu, nie tak jak wspomniana dwójka.

Kamil Brzozowski definitywnie opuścił Gorzów w tym roku. Otarł się o finał mistrzostw świata juniorów, którego pozbawił go błąd sędziego (wykluczenie w biegu barażowym) i na nic zawodnikowi przeprosiny po zawodach ze strony arbitra, kiedy uciekła niepowtarzalna okazja. On też nie chce już słyszeć o Gorzowie. Za chwilę pewno wyniesie się z naszego miasta Paweł Hlib. Ja na jego miejscu tak bym zrobił, bo wysłuchiwanie ciągłych połajanek i "grzanie ławy" muszą źle się skończyć i to niezależnie od własnych wad. Daniel Pytel, też młody talent rodem ze szkółki Bogusława Nowaka, nie czekał na angaż ze Stali i licencję zdawał gdzie indziej. W tym roku po raz drugi stanął na podium mistrzostw Polski juniorów.

Czy to koniec? Ano nie. Jest jeszcze w klubie kilku juniorów: bracia Zmarzlikowie, Mikorski i Łukasz Cyran - największy talent z całej grupy. Zadebiutował w meczu ligowym w Toruniu, podobnie jak kiedyś Krzysztof Cegielski. Też jak on był ostatni, ale trzymał się w stawce w biegu nominowanym. Co się z nimi stanie? Nie łudźmy się. Pomimo niewolniczych kontraktów, w których są same obowiązki z ich strony, a żadnych ze strony klubu, będą drzwiami i oknami wyrywać ze Stali, gdzie pieprz rośnie i to już w najbliższym czasie, jeżeli nadal będą traktowani jak grupka intruzów. Bez dobrego sprzętu i bez dobrego mechanika niewiele zwojują i za rok, dwa dadzą sobie spokój z uprawianiem żużla. Wydaje się oczywiste, że pieniądze tak hojnie łożone na Jonassona powinny pójść na ich szkolenie, ale do klubowych działaczy to nie dociera. Oni wolą zaangażować kolejnego Pudela, czy Makinena, a Cyran niech radzi sobie sam.

Czarno widzę? Przekonamy się za dwa lata. To nie są jednak jałowe dywagacje. To wiedza prosto z klubowego parkingu. W klubie nie ma pomysłu na gorzowskość, a co za tym idzie na taki żużel, jaki kochają kibice Stali. Żużel to nie jest piłka nożna, koszykówka, czy siatkówka. Żużel to sport dla swoich chłopaków i o tym przekonują nas wyniki Torunia i Leszna. Chcę na torze Cyrana, Palucha i Hliba, a nie facetów, dla których Gorzów nie znaczy dosłownie nic. Holta w zeszłorocznym Grand Prix był ósmy, w tym roku pewnie też będzie ósmy, a w lidze jest 19. I to by było na tyle...

*Jerzy Synowiec - znany gorzowski adwokat, niegdyś prezes Stali Gorzów

Żużel w Gorzowie. Polecamy: Gollob potwierdza: Zostaję w Gorzowie na dwa lata