Sport.pl

Jacek Dreczka: I balon pękł

Dostali już za swoje zielonogórscy aktywiści. Mam na myśli organizację i echa niedzielnego Grand Prix Challenge, ?największej żużlowej imprezy w historii naszego regionu? jak na oficjalnej stronie internetowej zawodów napisali zielonogórzanie. Im balon mocniej napompowany, z tym większym hukiem wybucha.
Napisałem przed dwoma tygodniami, że to ceny zajmą miejsca na stadionie i się nie myliłem. Niestety sławetne ceny wejściówek to nie koniec. Fatalnie przygotowany tor, za bardzo przyczepny, z jedną praktycznie ścieżką, do tego zupełnie mdłe prowadzenie zawodów z muzyką włącznie. No i zero oprawy. Nie neguję oczywiście wszystkiego, ale widząc na trybunach nieco ponad 2 tysiące zmarzniętych i niezadowolonych kibiców oglądających co drugi wyścig zakończony w trzyosobowej obsadzie, nie sposób tego pominąć.

Jeszcze jedna rzecz. Ta największa żużlowa "impra" południowej części regionu tak naprawdę miała odbyć się w Ostrowie. Odebranie wcześniej przyznanego Challeng'u Ostrowowi było pokłosiem tak zwanej próby wręczenia korzyści majątkowej Ferjanowi. Zatem w ogóle ten eksplodujący balon dmuchany był nadmiarem dziwnego powietrza. Niech będzie to nauczka dla zielonogórzan, bo nie chodzi o to, żeby krytykować "kronopolan" dla idei. Robić swoje i myśleć, a nie szukać czarowników. Bo ZKŻ to klub żużlowy w ekstralidze. Podobnie jak siedem pozostałych. "Falubaz to magia"- tak twierdzą zielonogórscy kibice i bardzo ładnie. Sternicy powinni jednak bardziej pragmatycznie podchodzić do sprawy i okazać szacunek swoim kibicom.

Dzień wcześniej, w sobotę, odbyła się dziewiąta eliminacja Grand Prix. Też było zimno, ale to niczyja wina. Bydgoski wieczór długo będą wspominać obecni na stadionie i przed telewizorami. Może nawet bardziej ci drudzy, bo widoczność z trybun stadionu przy Sportowej do najciekawszych nie należy. Przydałaby im się tam taka zgrabna trybunka jak przy Śląskiej. Momentami widać było tylko przejeżdżające kaski. Same zawody natomiast były ciekawe przede wszystkim za sprawą "cudów nad Brdą", które czynił kapitan Caelum Stali Tomasz Gollob. Wiadomo, że do pełni szczęścia brakowało triumfu w finale, jednak zgodna opinia kibiców polskich nacechowana była dumą i uznaniem. Tomasz zachował realne szanse na medal w cyklu, jednak bez względu na końcowy rezultat, pokazał prawdziwie mistrzowski speedway jeżdżąc po bandach Briggsa i mijając z dziecinną lekkością rywali.

Przy okazji tak wyjątkowych zawodów, które docenili kibice z całej Polski miałem nadzieję, że piszący mrożące krew w żyłach historie Pan Jerzy napisze chociaż słowo o bydgoskim występie Golloba. Ale niestety, Tomasz się ani nie skompromitował, ani nie przewrócił, ani nie zdefektował, więc przeczytaliśmy błyskotliwy wywód o Rune Holcie, który pojechał słabo. Gdyby ten z kolei znalazł się w finale pewnie tym razem umknąłby uwadze.

Mam świadomość, że wielu jest czytelników "Gazety", którzy niechętnie czytają polemikę o stanie gorzowskiego żużla, przekoloryzowanej w czarne barwy. Mnie razi jednak przekręcanie faktów i odwracanie uwagi. Tak powstała historia o lekarzu, który twierdzi, że operacja się udała i wszystko przebiegło w najlepszym porządku. A, że pacjent później był jedną nogą na tamtym świecie? Co złego to nie ja!

No i jeszcze jedno. Ostatnio pan szanowny mecenas pisze o imprezie, na której go w ogóle nie było. A może stał za płotem i podglądał? Oj amatorszczyzna. Ja byłem, uczestniczyłem i powiem szczerze, że zawiść i zazdrość znowu flanką wychodzi. A że zimno było? Kapryśna aura, mamy prawie jesień. Mowa mili Państwo o spotkaniu w charakterze sportowo - rekreacyjnym dla rodziny gorzowskich sponsorów, podczas którego prezes Komarnicki podziękował i symbolicznie uhonorował tych, którzy wydają na żużel więcej pieniędzy niż na kupno biletu czy wejściówki, a dzięki którym mamy w Gorzowie żużel i perspektywy. Cóż, skoro wcześniej pieniądze i długi z tytułu sponsoringu były rzekomo wirtualne to tego typu spotkania były abstrakcją.

Na koniec, w ramach merytorycznego dialogu, chciałbym zaproponować Panu Jerzemu, aby przedstawił siedem nazwisk gospodarzy, które według Niego wpisywać powinniśmy do programów przyszłorocznych meczów ligowych w Gorzowie. Podyskutujmy o żużlu, a nie niespełnionych ambicjach i osobistej niechęci. Powoli zbliża się gorący okres transferowy. Dlatego zupełnie teoretycznie proszę Pana, aby pokazał, że potrafi więcej niż niezmordowana krytyka i walenie kulą w płot, bo źle odbierają to chociażby internetowi czytelnicy.

*Jacek Dreczka - jest rzecznikiem Stali Gorzów oraz prowadzi spikerkę na stadionach w Gorzowie i Poznaniu