Sport.pl

Jacek Dreczka: Gorzowskie bagienko

Nieustannie trwa dyskusja jak to jest, że żużel, który elektryzuje i porusza tłumy kibiców na trybunach, nie może urosnąć do miana sportu narodowego. Ramy średnich miast są już dawno za ciasne i hamują ekspansję żużla. Dzisiaj napiszę tylko o jednej drobnej na pozór sprawie, która oddaje cień problemu.
Speedway Ekstraliga, pomimo błędów wynikających z odcięcia od starej, betonowej mentalności, wykonuje dobrą robotę. A to mecze Ekstraligi w TVP miały być nieprofesjonalnie pokazywane i trochę są, ale widać postępy i systematyczny wzrost oglądalności (nieco sztuczny, ale zawsze jest). Za rok powiemy, że "wyszarpana" umowa z TVP wyciąga żużel z zaścianka. Niestety jednak muszę stanowczo "pojechać" patrona internetowego rozgrywek Ekstraligi. Pomyłki, jasne, zdarzają się każdemu, kto chce stworzyć coś nowego, ale próba utworzenia żużlowego "tabloidu" to już widoczna przesada. Między innymi tytuł: "Makabryczny upadek Golloba" (po którym w rzeczywistości wyjeżdżał jeszcze na tor), rozdmuchiwanie gwiazdy Przemka Pawlickiego i raz po raz szukanie sensacji to jednak jeszcze nic. Z serwisu sportowego "Wirtualnej Polski" dowiedziałem się dwa tygodnie temu, że mamy nowego mistrza świata juniorów. Mało tego, jest i wicemistrz z Polski. Artur Mroczka i Maciej Janowski zostali najlepszymi młodzieżowcami globu. Grad komentarzy internautów znających choć trochę żużel za chwilę pojawiły się pod artykułem, ale do dziś (13 września) dalej Mroczka jest mistrzem świata. Może i "Wirtualnej" leży to martwym bykiem, czy chodzi o mistrza świata czy Europy. Kompletny brak profesjonalizmu i wstyd! Ciekawe, czy gdyby napisali, że Hiszpania została mistrzem świata w piłce nożnej sytuacja byłaby analogiczna? Tak się dobrej marki nigdy nie zbuduje.

Wspomniałem wcześniej o Przemku Pawlickim. Jasne, że powinno się mówić o jego talencie, tylko po co zaraz robić z niego mistrza świata? Sam pod koniec lipca poświęciłem temu zawodnikowi połowę felietonu, ale bez sztucznej euforii. Ma talent i dar, lecz doświadczenia w dorosłym speedwayu żadnego (ojciec nie wsiądzie za niego na motocykl). Poza tym właśnie skończył dopiero 17 lat i jest bardziej filigranowy niż Wiesiu od Jagusiów. Zje więcej węglowodanów, urośnie i okaże się, że tak łatwo może już nie jechać. Pod takie "piórko" bez problemu można dopasować "motór", a jak "dostanie ciała" okaże się nagle: "majster, nie idzie". Tego mu oczywiście nie życzę, tylko zachęcam do jeszcze bardziej wytężonej pracy na torze i w szkole. A życzę powrotu do zdrowia, bo już w półfinale Brązowego Kasku w Gnieźnie zdrowo przydzwonił (właściwie "przydmuchał") w pneumatyczną bandę. Eliminacje się przechodzi, a finały się wygrywa, tymczasem Pawlicki junior chciał "ogolić" wszystkich już w półfinale.

Tradycyjnie niestety kolejny odcinek "gorzowskiego bagienka" czas zaprezentować. Po ostatnim felietonie, który pozwoliłem sobie wytworzyć, nastąpiła reakcja z gatunku "uderz w stół, a nożyce się odezwą". Tym sposobem dowiedzieliśmy się, że Pan Jerzy przypomniał sobie czasy, kiedy będąc skromnym członkiem zarządu u boku równie skromnego filantropa pana Gondora, oddali Stal Gorzów (Pergo Gorzów) w ręce nieodpowiedzialnych ludzi. Czwartkowe rewelacje to precyzyjny strzał we własną nogę i jako ówczesny kibic siedzący pod topolą na szczycie pierwszego łuku czuję się okłamany! Na konkretne kwoty przyjdzie jeszcze czas, a cały pic polegał na dobrej zabawie kosztem tych, którzy przejmą klub jako następcy. Mam przed oczyma właśnie program zawodów z 2002 roku (Stal Pergo Gorzów - Polonia Piła, 01.04.2002). Są tu relacje z zimowych, dramatycznych akcji gorzowskich kibiców, którzy robili wszystko, aby drużyna przystąpiła do sezonu 2002 (zbierając podpisy na Placu Katedralnym, czy organizując pikietę pod Urzędem Miasta). Gorzowskie media pomagając ratować żużel w naszym mieście organizowały publiczne debaty. Właśnie z szacunku do pięknej historii Stal powróciła do nazwy zespołu, a nowy wówczas zarząd spotykał się z kibicami w hotelu "Mieszko", aby wspólnymi siłami nie dopuścić do wycofania drużyny z ligi. Taki był stan gorzowskiego żużla po sezonie 2001. Odcięte telefony, komornicy, ocean długów (w tym ze środków publiczno-prawnych) i brak jakichkolwiek perspektyw. Sponsoring klubu zasadzał się na pożyczkach od sponsorów i po odejściu skromnych, zaczęła się powódź. Nie byłbym z tego dumny.

Dzisiaj Pan Jerzy pisze o gorzowskim ZBOWiDzie, określając tak drużynę bez wychowanków, złożoną z emerytów (w tym najlepszego Polskiego żużlowca). Proszę bardzo. Kto pogonił najlepszego gorzowskiego wychowanka ostatnich lat Krzyśka Cegielskiego? Kto do Gorzowa sprowadził młodzieniaszków Darka Stenkę i Waldka Walczaka, kiedy śmiała się z nas cała Polska? A pamiętacie Damiana Dondera, który miał w Stali, przepraszam Pergo, śmigać? A w ogóle to gorzowski żużel miał jeździć w Lipianach. To były cyrki, panie skromny, członku zarządu. Kolejny odcinek już za tydzień.

Żużel w Gorzowie. Polecamy: Jerzy Synowiec: We trzech po wielką sensację



*Jacek Dreczka - jest rzecznikiem Stali Gorzów oraz prowadzi spikerkę na stadionach w Gorzowie i Poznaniu