Jacek Dreczka: Buble do poprawki

Na początek sprawa, która lekko mnie zniesmaczyła, jeszcze zanim żużlowcy wyjechali do play-offów. Otóż okazuje się, że reprezentanci Polski jeżdżą z orłem na plastronie za karę. I nieważne w tym momencie, czy patrzymy na to z punktu widzenia żużlowców z Torunia, Gorzowa, czy Zielonej Góry. Idzie o Adriana Miedzińskiego.
Chłopak reprezentuje Polskę w wątpliwej renomy Indywidualnych Mistrzostwach Europy w słoweńskiej Lendavie i kiedy okazało się, że zawody przeniesione zostały na niedzielę, "Miedziany Adrian" nie wziął udziału w bardzo ważnym meczu ligowym swojego Unibaxu. To, że macierzysty klub Adriana nie dopełnił sprawunku, bo wysłał jednego emaila za mało, nie ma w tym momencie znaczenia. Fakt jest faktem. Albo musowo przekładamy ligę, albo mistrzostwa starego kontynentu jedziemy po sezonie. Nie odmawiam ludziom w żużlowej "centralce" chęci i zapału, wiem też jak wygląda ustalanie kalendarza rozgrywek, ale tak dalej być nie może. Następstwa się liczą, a nie dobre chęci.

Drugi motyw, który powrócił jak bumerang, to faza finałowa rozgrywek. Pisałem już dwa tygodnie temu, ale wtedy jeszcze hipotetycznie. I zastrzegłem wówczas, że niezależnie od miejsca, w którym Caelum Stal Gorzów się znajdzie. Żeby nie krytykować i negować przedstawiam konkrety. Uważam, że obecny podział jest dobry, czyli osobno pierwszych sześć zespołów i dwa z ogona tabeli. Inaczej jednak rozegrałbym mecze. Czołowa "szóstka" powinna pojechać między sobą na zasadzie "każdy z każdym" przy uwzględnieniu punktów z fazy zasadniczej. Przynajmniej zespół, który wygra ligę, zapracuje na to jazdą w całym sezonie. Trochę rewolucyjnym, ale ciekawym pomysłem byłoby też utworzenie w fazie finałowej grupy o awans i utrzymanie składającej się z dwóch ostatnich drużyn ekstraligi i dwóch pierwszych z niższej klasy. Rozgrywki toczą się równolegle, więc problemu nie ma. W tej sytuacji mamy: Rzeszów, Tarnów, Bydgoszcz i Gdańsk. I jazda, dwie pierwsze do ekstraligi, pozostałe na zaplecze. To moje przemyślenia, bo obecny system jest jeszcze niedopracowany.

Drugi feler to oczywiście zakończenie sezonu w ostatni dzień wakacji, czyli 31 sierpnia. Podkreślam raz jeszcze, niezależnie od tego, czy będzie to Gorzów, czy nie.

Wracam zatem do ostatniej niedzieli i porażki Caelum Stali z Toruniem. Okazuje się, że porażki bardzo pożytecznej, bowiem znany gorzowski adwokat Pan Jerzy nie wiedział już o czym ma pisać i nie wiedzieć czemu ostrzył już zęby na młody klub z Poznania. A tak Stalowcy przegrali i - całe szczęście - jest natchnienie. Gorzowscy żużlowcy przegrali po ładnym widowisku, które większość kibiców doceniła. Rozmawiałem po zawodach z moim "waflem" Pawłem Owczarskim, z którym wspólnie prowadzimy mecze i byliśmy pod wrażeniem zachowania publiczności, wyłączając akcję rzucania butelek wymierzonych w Kościechę. Jasne, że ten przesadził "ładując" raz po raz Ferjana w bandę, ale flaszki i gwizdy sprawy nie załatwią. Z drugiej strony sędzia był chyba trochę olśniony gorzowskim stadionem, że nawet upomnienia nie zapodał.

Co do klasy Unibaksu, to uważam, że trafiliśmy na tegorocznego mistrza Polski, bowiem Toruń jest w stanie "wpierniczyć" wszystkim, co potwierdzili w fazie zasadniczej wygrywając wszystkie (!) siedem meczów wyjazdowych. Zwycięstwo w Gorzowie podtrzymało zresztą tę passę.

Co do wyniku frekwencji podczas niedzielnego meczu, to było całkiem przyzwoicie. W czwartek oglądałem z trybun mecz podwyższonego ryzyka, który nie jest przecież pierwszą lepszą potyczką, bowiem zmagania Leszna i "Zielonki" zawsze budziły dodatkową adrenalinę. Wchodzę więc na stadion, a tutaj niewiele więcej ludzi niż w Gorzowie. Do kompletu jeszcze dużo brakowało, a wiadomo, że bilety kibice nabyli już w niedzielę. Być może to ceny odstraszyły zielonogórskich fanów?

Liga to jednak dopiero przedsmak tego, co czeka kibiców z Wrocławskiej podczas imprezy GP Challenge. Rozbroiła mnie cena najdroższego biletu w wysokości. 1000 zł. Tłumaczenie Kamila Kawickiego, który pisze gdzieś tu, obok mnie swój felieton, kompletnie sprawy nie tłumaczy. Rozumiem, że miejsca będą "kozackie" i szeroki catering, ale najadłbym się już za 100 zł i pewnie na trzy dni by mi starczyło.

Stawka zawodów jest duża, to rozumiem, ale płacić taką "kupę kasy" za Nermarka, Davidssona, Gjedde, czy Jędrzejaka? Tegoroczny Memoriał Jancarza skupił Nicki Pedersena, Crumpa, Golloba i innych mistrzów, a najwyższa cena biletu wyniosła. 35 zł. Nie tędy droga, Panowie. Nawiasem mówiąc, gratuluję zielonogórzanom bardzo efektywnego wykorzystania atutu własnego toru w meczu z Lesznem. Zasłużone to zwycięstwo.

*Jacek Dreczka - jest rzecznikiem Stali Gorzów oraz prowadzi spikerkę na stadionach w Gorzowie i Poznaniu