Sport.pl

Piłkarze GKP w końcówce stracili zwycięstwo

Gdy beniaminek I ligi remisuje na wyjeździe, jeden punkt powinien cieszyć. Ale nie w takich okolicznościach. Prowadziliśmy po strzale Emila Drozdowicza. Kompletną zdobycz skradł nam w samej końcówce obrońca Dolcanu.
Przed meczem w Nowym Dworze Mazowieckim trener Grzegorz Kowalski zapowiadał zmiany. Nie tylko w składzie (z linii pomocy z ostatniego meczu ostał się tylko Adrian Łuszkiewicz), ale przede wszystkim w sposobie gry gorzowian. Miała być szybsza piłka, z mniejszą ilością błędów i miał być choć punkt w wyjazdowym starciu (także dla gospodarzy) z Dolcanem Ząbki. I rzeczywiście, wiele udało się zmienić. Piłkarze GKP zagrali lepszy mecz niż w ubiegłą środę z Flotą Świnoujście. Zgarnęli pierwszy punkt na boiskach zaplecza ekstraklasy po 11 latach. Ale cieszyć się tak naprawdę nie ma z czego. Bo naszym ten mecz ułożył się na tyle dobrze, że wygrać go musieli.

Pierwsze pół godziny wcale jednak nie wskazywało, że jeden punkt przyjmiemy z nerwem i dużym żalem. To Dolcan Ząbki przeważał. Były na początku spotkania momenty, gdy "gospodarze" (korzystają z gościnności Świtu i grają w Nowym Dworze Mazowieckim) tak mocno zdominowali gorzowian, że ci przez trzy minuty nie mogli wyjść ze swojej połowy. Z tej dominacji niewiele jednak wynikało, a nasi przetrwali ten trudny okres bez szwanku. Sami mogli nawet coś ugrać dla siebie - w 23. min Krzysztof Kaczmarczyk (z Flotą nie grał, bo pauzował za kartki) przed polem karnym zmylił defensorów Dolcanu, zdecydował się na strzał, ale na jego drodze do bramki ofiarnie stanął jeden z obrońców rywala.

Gorzowianie ruszyli żwawiej w ostatnich 10 min pierwszej odsłony - strzelał obrońca Robert Gaca, dwóch dobrych okazji nie wykorzystał Emil Drozdowicz. Widać było, że z GKP dzieje się dobrze. Nasi zdobyli jednak gola w sytuacji, w której zdobyć go nie powinni. Piłkarze Dolcanu rozgrywali piłkę na naszej połowie, mieli aut. I popełnili błąd. Podali piłkę niemal wprost pod nogi Mateusza Milkowskiego, ten szybko ruszył do przodu. Świetnym prostopadłym podaniem uruchomił Drozdowicza, a wypożyczony do GKP z zielonogórskiej Lechii napastnik pognał w stronę bramki Macieja Humerskiego. Pokonał go strzałem przy słupku. Tak padł pierwszy gol dla Gorzowa na zapleczu elity od lat. - Sami strzeliliśmy sobie tego gola - powiedział trener ekipy z Ząbek Marcin Sasal. - Nie mieliśmy prawa go stracić w tym czasie, w taki sposób. To są podstawy gry, a my o nich zapomnieliśmy.

Druga połowa to była wielka walka. Brzydkie faule piłkarzy obu drużyn, bezmyślne rewanże na rywalach (tu brylował Wojciech Trochim i aż dziw bierze, że zakończył spotkanie tylko z żółtą kartką), a na dodatek pobłażliwy i niezdecydowany sędzia, który pozwolił na taką grę. Lepiej w boiskowym zamieszaniu odnalazła się ekipa GKP. Z dużym spokojem z przodu i pełną kontrolą w defensywie nasi nieuchronnie zbliżali się do trzypunktowej zdobyczy. - Grajcie blisko siebie, wszystkie formacje, jak zespół. Pracujemy razem chłopaki - głośno motywował kolegów bramkarz i kapitan GKP Dawid Dłoniak.

Było już bardzo blisko szczęśliwego końca, gdy błąd popełnili nasi napastnicy. Niezdecydowanie Tomasza Pawlaka i Macieja Malinowskiego wykorzystał w 88. min obrońca Dolcanu Artur Jędrzejczyk (ociera się o reprezentację Polski do lat 21). Defensor "gospodarzy" przejął piłkę na swojej połowie i rozpoczął rajd na bramkę Dłoniaka. Minął kilku naszych niczym slalomowe tyczki. - Nie faulowaliśmy go, bo baliśmy się rzutu wolnego z bliskiej odległości w końcówce meczu - tłumaczył później obrońca GKP Robert Gaca. "Jędza" (ksywka defensora z Ząbek) zdecydował się na strzał, piłka trafiła w nogę jednego z graczy GKP. Zmylony Dłoniak mógł tylko bezradnie spojrzeć jak futbolówka wpada do bramki przy drugim słupku.

- I my, i Dolcan musimy wydrzeć jak najwięcej punktów właśnie z takimi zespołami. Dlatego nie było na boisku zbyt dużo mądrości, przeważało serce, mieliśmy dużo walki w tym spotkaniu. Były momenty w tym meczu, z których jestem zadowolony. Zagraliśmy lepiej niż z Flotą, więcej byliśmy przy piłce niż w środę. Przegraliśmy, bo graliśmy na punkty, chcieliśmy tego zwycięstwa, za mocno myśleliśmy o obronie. A gdy tak się myśli, to często dostaje się gola w końcówce - podsumował trener GKP Grzegorz Kowalski.



DOLCAN ZĄBKI - GKP GORZÓW 1:1 (0:1)

Jędrzejczyk 88. - Drozdowicz 45.

Dolcan: Humerski - Stawicki, Dadacz, Jędrzejczyk, Korkuć - Kułkiewicz Ż, Trochim Ż (73. min Chudziński), Krzywicki Ż (46. min Kopeć), Grzelak - Tataj, Warakomski (61. min Frączczak).

GKP: Dłoniak - Ziemniak, Gaca, Sudoł, Petrik - Milkowski, Sawala, Kaczmarczyk, Łuszkiewicz Ż (63. min Szałas) - Drozdowicz (73. min Pawlak), Malinowski.



WYNIKI 4. KOLEJKI:

Dolcan Ząbki - GKP Gorzów 1:1, Wisła Płock - GKS Katowice 2:1, Warta Poznań - GKS Jastrzębie 3:1, Motor Lublin - Podbeskidzie Bielsko-Biała 0:0, Korona Kielce - Stal Stalowa Wola 2:3, Kmita Zabierzów - Znicz Pruszków 0:0, Odra Opole - Tur Turek 2:2, Zagłębie Lubin - Widzew Łódź 4:3, Górnik Łęczna - Flota Świnoujście 1:0.



I LIGA PIŁKARSKA

1. Podbeskidzie Bielsko-Biała4104:0
2. Stal Stalowa Wola498:6
3. Znicz Pruszków474:2
4. Górnik Łęczna263:1
5. Kmita Zabierzów462:1
6. Warta Poznań365:3
7. Flota Świnoujście462:2
8. Wisła Płock455:5
9. Tur Turek454:5
10. GKS Jastrzębie445:6
11. GKS Katowice444:5
12. Zagłębie Lubin134:3
13. Widzew Łódź234:4
14. Dolcan Ząbki321:2
15. GKP Gorzów211:2
16. Motor Lublin412:5
17. Odra Opole413:8
18. Korona Kielce102:3


Pierwsza i druga drużyna awansuje bezpośrednio do ekstraklasy, trzecia zagra o awans w barażach. Cztery ostatnie zespoły spadną do II ligi, a piąta i szósta ekipa od końca wystąpi w barażach o utrzymanie.