Sport.pl

Jerzy Synowiec: Moje brawa dla lubuskich kibiców

Dwa czy trzy dni po żużlowych derbach Ziemi Lubuskiej nie sposób przestać myśleć i mówić o tym, co się działo w niedzielę na stadionie im. Edwarda Jancarza. Mecz był wyjątkowy pod kilkoma względami. Jego głównymi aktorami byli nie zawodnicy lecz kibice i to kibice obu drużyn.
Gorzowianie, bo pomimo zaporowych cen biletów stawili się w ogromnej liczbie, czego - przyznaję - nie spodziewałem się. Ich doping był oszałamiający, a po porażce zachowali się godnie, opuszczali stadion ze spuszczonymi głowami, w milczeniu, bez gwizdów. Są oni, co podkreślałem już wielokrotnie, w kibicowskiej ekstralidze i bardzo szkoda, że zawodnicy (poza Tomaszem Gollobem, bo jego moja krytyka nie dotyczy) i część działaczy do pięt im nie dorastają. Jednak równie wielki podziw mam dla kibiców z Zielonej Góry. Już choćby za to, że przyjechali do Gorzowa, pomimo, że nie mieli prawa wierzyć w zwycięstwo. Za to, że dumnie stanęli naprzeciw kilkunastu tysiącom gorzowskich kibiców, choć musieli zakładać, że ich zespół zostanie okrutnie zbity. A więc za to, że wierzyli w niemożliwe. Smak zwycięstwa w derbach jest szczególnie słodki. Dostali więc to, co najsłodsze. Wiem jak czuli się po meczu, bo sam to czułem na zielonogórskim stadionie po ostatnim derbowym sukcesie Stali w 2001 r., kiedy wygraliśmy 57:33.

W niedziele zwyciężył Falubaz, bo po prostu bardziej chciał. Wygrały chłopaki z Zielonej Góry - Zengota, Protasiewicz i Walasek. Gorzowska armia zaciężna po raz kolejny pokazała, że za Gorzów umierać nie będzie. Paweł Hlib tylko zgrzytał zębami na trybunach, patrząc na wyczyny Monberga, Ferjana i Jonassona (razem 5 pkt). Niestety. Dorodne sztuki upolowane przez króla polowania zimą okazały się kulawymi zajączkami i do tego bardzo przestraszonymi.

I tu dochodzimy do sedna sprawy. Kto jest winny? Zdaniem prezesa Komarnickiego winnym jest trener Chomski, bo źle przygotował tor. Tak, że nie mogli się "spasować" faceci, którzy na żużlu jeżdżą od 20 lat, a niektórzy i więcej, natomiast potrafił junior Zengota. Trener dowodzi taką armią, jaką mu zakontraktował król polowania - grupą emerytów i wyrobników, objeżdżających siedem lig w siedem dni tygodnia. A żeby zobaczyć winnego, prezes powinien spojrzeć w lustro (cytat z jego ostatniej wypowiedzi: "Ja jako prezes konstruuję skład"). Przypominam w tym miejscu znaną już anegdotę o tym, co odpowiedział cesarzowi Napoleonowi burmistrz miasteczka, które poddało się jego wojskom bez jednego wystrzału, na pytanie: Dlaczego nie było salwy armatniej na powitanie cesarza? Odpowiedział on mianowicie tak: Z wielu powodów cesarzu, ale po pierwsze to nie mamy armat!

A rzecznikowi klubu, który ostatnio usiłuje obgryzać mi skarpetki, radzę najpierw przeczytać "Potop", a dopiero potem używać cytatu "Kończ waść, wstydu oszczędź", bo słowa te wypowiedział upokorzony i pokonany Kmicic, prosząc Wołodyjowskiego o dobicie go i zaoszczędzenie mu wstydu.

Przed dobiciem go daję mu jeszcze jedną szansę. Niech zachowa się jak mężczyzna i odpowie na kilka trudnych, ale prostych pytań: czy na play-off kibice mają się spodziewać kolejnej podwyżki cen biletów? Czy prezes Komarnicki zamierza rozgonić zespół, w przypadku porażki we Wrocławiu (jak zapowiedział), przed play-off, czy też dopiero po? Co ma do powiedzenia kibicom prezes w związku z faktem, że jego najbliższy współpracownik i członek zarządu jest aresztowany pod zarzutem przywłaszczenia klubowych pieniędzy?

Proszę krótko i na temat, bo inne trudne pytania czekają w kolejce.