Sport.pl

Synowiec: Szukajmy żużlowej "Bogurodzicy"

Hymnu klubowego nie da się wprowadzić odgórnie i na siłę, choćby puszczano go z taśmy po dziesięć razy na każdym spotkaniu. Hymn rodzi się spontanicznie, z reguły w oparciu o ludową przyśpiewkę czy też muzyczny evergreen jakiegoś znanego wykonawcy.
Rosyjscy kibice na meczach swojej "sbornej", ale też na meczach ligowych, śpiewają piosenki ulubionego w ich kraju zespołu "Lube", a hymny śpiewane przez kibiców angielskich powodują, że ciarki chodzą po plecach, mury trzęsą się w posadach, a w oczach kibiców widać łzy. Hymn muszą "kupić" kibice i sami go śpiewać. To musi być żużlowa "Bogurodzica" i wcale nie jest konieczne, aby w tekście padała nazwa klubu lub słowo żużel. Hymn rozpoznaje się po temperaturze, z jaką się go śpiewa i tekście spod serca. Hymnu klubowego należy też używać z umiarem.

Gorzowska Stal swojego hymnu nie ma, a próby narzucenia go odgórnie w przeszłości zostały przez kibiców zignorowane. Teraz na meczach zęby bolą od słuchania kolejnej nieudanej jego wersji. Grafomański tekst tak bije po oczach, że słońca nie widać. ("Co nas nie zabije to nas wzmocni, co nas nie przewróci to nas postawi"). Kibice proszą mnie, abym o tym napisał, więc spełniam ich prośbę, ale też w pełni się z nimi zgadzam. Intencje są pewno dobre, niezły wykonawca, ale tekst i muzyka to wiocha do kwadratu. Piękny stadion, niezłe widowiska, dobra oprawa (vide memoriał Jancarza) nie dadzą się ożenić z tandetą hymnu. Trzeba go schować głęboko w klubowych szufladach lub zakopać w klubowym ogródku. Znajomi z innych miast rechoczą wesoło słuchając tej "siary", a zwłaszcza napuszonego tekstu.

Hymn Stali Gorzów


Czy sam mam pomysł na hymn, z którym kibice będą się utożsamiać? Nie, bo tego zza biurka nie da się wymyślić. Ale może wykorzystać tu nadarzającą się znakomitą okazję, jaką będzie występ na stadionie 30 sierpnia amerykańskiego rapera 50 Cent. Kibice, przynajmniej w znacznej części z pewnością widzieli film oparty na jego życiu i słuchali jego tekstów, w tym kilku bardzo melodyjnych (np. słynny przebój "Window shopper"). Może jakiś przebój gorzowianki Krystyny Prońko świetnie nadawałaby się do tego muzyka, do jej starego przeboju "Jesteś lekiem na całe zło"? To powinno być coś indywidualnego, coś gorzowskiego, rozpoznawalnego tak jak przyśpiewki kibiców poznańskiego "Kolejorza".

Może kiedyś doczekamy się takiego hymnu na pokolenia. Warto podejmować próby, ale o ostatniej należy powoli zapominać. I jeszcze jedno - hymn klubowy to co najwyżej kilka linijek, czasem jedno zdanie. To nie może być powtórka z hymnu polskiego, którego też znamy jedną, może dwie zwrotki, a mało kto całość i nawet prezydent go okrutnie kaleczy. Hymn musi też budzić respekt u kibiców innych klubów, a nasz obecny budzi raczej wesołość.

*Jerzy Synowiec - znany gorzowski adwokat, niegdyś prezes Stali Gorzów

Jak powstał hymn Stali Gorzów