Sport.pl

Jerzy Synowiec: Rasiści precz ze stadionów

Cała polska prasa (poza Tygodnikiem Żużlowym) odnotowała w tym tygodniu zdarzenie niecodzienne, jeśli chodzi o mecze lig żużlowych. Otóż w Grudziądzu, w trakcie meczu tamtejszego GKM z rybnickim RKM, doszło do rasistowskich zachowań ze strony kibiców Grudziądza wobec zawodnika z Rybnika - Antonio Lindbacka.
Lindback jest z pochodzenia Brazylijczykiem , a obywatelem Szwecji. Ma czarny odcień skóry, bo jest mulatem, tak jak Barack Obama. To wielki talent i jeśli będzie bardzo chciał to kiedyś zostanie mistrzem świata, podobnie jak Andreas Jonsson. Tyle tylko, że "Toninho", bo taką ksywkę nosi w świecie żużlowym, korzystając z prawa młodości - jest bardzo rozrywkowy, co też niestety odbija się na jego sportowej dyspozycji, W zeszłym roku po zatrzymaniu go na jeździe w stanie nietrzeźwości i utracie prawa jazdy przeżył poważne załamanie i postanowił zakończyć karierę. Ale nie wytrwał w tym postanowieniu i powoli odbudowuje swoją żużlową pozycję. Jeździ w Rybniku i to jeździ coraz lepiej. Kibicuję mu z całego serca i wierzę, że za dwa lata ponownie zobaczymy go w cyklu Grand Prix.

Dlaczego kibice z Grudziądza buczeli na niego jak małpy, a po meczu chcieli go pobić, uprzednio okradając? Bo jest inny, bo ma ciemny kolor skóry, no i był lepszy od zawodników z Grudziądza. Takiej zniewagi, że czarny jest lepszy od białego kibice znieść przecież nie mogli. Obrzydliwe? Tak, obrzydliwe, ale czy dziwne, czy inne niż na polskich stadionach piłkarskich, gdzie rasizmu jest mnóstwo ? I to by było na tyle, gdyby nie jeszcze jeden, choć charakterystyczny drobiazg. Dziennikarze wielu gazet pisząc o Lindbacku, z dziką rozkoszą, zresztą już od dawna, podkreślają, że "Toninho" jest sierotą znalezioną na ulicy (w innej wersji, że na śmietniku) przygarniętą przez szwedzkich turystów. Zaiste typowa polska delikatność. Wyobraźmy sobie , że takie słowa padają pod adresem polskiego sportowca. Że jako niemowlak został znaleziony w okolicy śmietnika (a z własnej praktyki adwokackiej znam takie przypadki), a potem został przygarnięty (to kolejna delikatność) przez jakąś rodzinę. Czy rzeczywiście jest to informacja, którą z lubością powinniśmy kolportować? Wstydźmy się za takich kibiców i za takich dziennikarzy, bo ich głupota czy też zwykły prymitywizm oznaczają, że dusza rasisty drzemie niemal w każdym z nas, a pogarda dla innego (znalezionego na ulicy, czyli gorszego) to leczenie własnych kompleksów, tyle, że nieskuteczne.

A teraz o przyszłości polskiego żużla. Dwa dość typowe zdarzenia. Pierwsze to mecz w I lidze pomiędzy Kolejarzem Rawicz, a Lokomitivem Daugavpils. Najbiedniejszy polski klub musiał wydać na swoich obcokrajowców (Doyle, Frampton, Lemon i Pudel) kupę pieniędzy, a ci zdobyli razem 15 punktów (średnio mniej niż 4 na człowieka). Polacy (Dym, Jamroży i Kajzer) zdobyli w trójkę 27 punktów (średnio ponad 9). Widzimy więc jak na dłoni do czego prowadzi rugowanie z naszych zespołów Polaków i korzystanie bez ograniczeń z obcokrajowców z obwoźnego cyrku pod tytułem: "Jeśli dziś jest niedziela, to jeździmy w Polsce". Przy okazji przypomnieć też trzeba, że zespół z Ostrowa w ostatnią niedzielę pogrzebał swoją szansę na awans do ekstraligi, przegrywając z Gdańskiem. 4 miliony budżetu nie wystarczyły, kiedy zabrakło wyobraźni. W zespole Ostrowa punkty zdobył tylko jeden Polak - Adrian Gomólski. Mecz zawalili obcokrajowcy, a dwaj z nich (Harris i Dryml) nie znaleźli dość czasu na przyjazd na najważniejszy mecz sezonu. Cały wysiłek finansowy klubu poszedł... na spacer.

Drugie zdarzenie to eliminacje drużynowych mistrzostw Polski juniorów w Gorzowie. To, że najlepszym na torze okazał się gorzowianin Kamil Brzozowski, startujący dla Grudziądza, było do przewidzenia. Charakterystyczne jest jednak co innego. To, że zamiast co najmniej 16 zawodników startowało ich tylko 11, w tym nie więcej niż ośmiu, którzy umieli jechać ślizgiem w lewo.

Poziom zawodów tragiczny. Wiele biegów obsadzało po dwóch zawodników. I to zjawisko typowe dla całej Polski. Występ gorzowian w innych zawodach tego typu - lidze juniorów był jeszcze ciekawszy , a poniekąd i historyczny - nie zdołali oni zdobyć na przeciwnikach ani jednego punktu ! To ciekawie wróży przyszłości gorzowskiego klubu.

I tu rzucam pomysł: może tak w przyszłym roku zrobić jeden zespół np. z angielskim Poole Pirates i szwedzkim Vastervik. Będzie taniej, a przed sezonem trzeba będzie tylko ustalić dni tygodnia na mecze, aby żużlowcom nie pomieszały się ligi.

*Jerzy Synowiec - znany gorzowski adwokat, niegdyś prezes Stali Gorzów