Jacek Dreczka: Stal Tradycja Gorzów S.A.

Tegoroczny cykl Grand Prix dostarcza nam wyjątkowo dużo skrajnych emocji. Były już chwile radości z triumfów, ale również, jak choćby po ostatnim GP w Cardiff, jęk zawodu, połączony wręcz z zażenowaniem. I tajemnicą poliszynela jest, że chodzi o postawę Marka Wojaczka, polskiego sędziego.
Otóż krótko po zakończeniu ciągnącego się jak roztopiony ser sobotniego GP byłem nieźle poirytowany decyzjami Wojaczka. W mijającym tygodniu analizowałem upadki z udziałem Nicki Pedersena wspólnie z jednym z twórców Regulaminu Sportu Żużlowego, z człowiekiem, który w mojej ocenie ma w tej chwili największą wiedzę o żużlu w naszym kraju. Śledziliśmy upadek Leigh Adamsa i Pedersena niemal klatka po klatce i szczerze mówiąc Pan Wojaczek miał pełne prawo wykluczyć właśnie Australijczyka, który zmienił tor jazdy, przedłużając prostą. Miał prawo, chociaż mógł puścić ich w komplecie. Drugie starcie w półfinale, z udziałem Bjarne i Nickiego już uważam za błąd. Ewidentnie Nicki "przyaktorzył" i gdyby Pan Marek był konsekwentny, tu powinien ukarać aktualnego mistrza świata. Wniosek jest zatem taki, że emocje są wrogiem myślenia podczas oglądania zawodów.

Ostatnie tygodnie to cisza jeżeli chodzi o żużel w najciekawszym wydaniu, czyli ligowym. Sięgamy do gazet, aby poczytać o żużlu, oglądamy powtórki emisyjne zawodów ligowych i indywidualnych oraz dokonujemy pewnych podsumowań, bilansów zarówno sportowych, jak i organizacyjnych. Choć jest naprawdę dużo ciekawych spraw i problemów żużla nad którymi trzeba się pochylić to sprostuję dziś kilka "gazetowych kiksów".

Czytam, że gorzowskim żużlem władają ludzie którzy (o zgrozo!) "dorwali" się do żużla. Zatem ze stoickim spokojem spójrzmy na fakty, które miały miejsce w stosunkowo niedalekiej przeszłości. Cyrk zaczął się jeszcze wcześniej, ale zaczynam od 2002 roku, kiedy z hukiem zanotowaliśmy pierwszy w pięknej historii Stali Gorzów spadek do niższej klasy. Nie tylko spadek o ligę niżej, bo Stal była wtedy prawdziwą ruiną. Przypomnę nieudolnie wykorzystane 600 tysięcy złotych z Urzędu Miasta, które to pieniądze do dziś spłaca obecny Zarząd. Idąc dalej, nadszedł sezon 2003 i pytanie: będzie w Gorzowie żużel, czy nie? Klub z potężnymi długami, które pozostawili poprzednicy(!), wręcz bagno organizacyjne i finansowe i tu jak twierdzi wyrocznia "do żużla dorwali się ludzie, dla których tradycja i szacunek dla historii żużla i jego lokalnych uwarunkowań nie mają większego znaczenia". "Dorwali", tak, drodzy Państwo! Ja pamiętam doskonale ten okres, kiedy kibice prosili pod Urzędem Miasta, żeby nie zostawiać żużla na pastwę losu. Masa czasu, zdrowia i pieniędzy prawdziwych przyjaciół gorzowskiego żużla pozwoliła oglądać nam teraz Stal Gorzów w Ekstralidze. I to w jakiej formie! Dziękuję, koniec tematu.

Odnośnie szacunku dla tradycji, to polecam z uwagą obejrzeć "Misia" Stanisława Barei. Zamiast Caelum, sponsorem tytularnym Stali może będzie tradycja? Dajmy jej tak na imię. Dla mnie liczy się historia i szacunek dla osób które klub tworzyły, a nie wpędzały go w ruinę.

Ze szczerym uśmiechem przyjąłem próbę jakiegoś personalnego ataku na mnie. Gdy kończą się argumenty zaczynamy być agresywni, to jasne. Z tego co pamiętam poprzednie Zarządy Stali Gorzów nie miały nawet do czynienia z rzecznikiem prasowym, więc nie dziwi mnie absolutnie, że brak wiedzy i wyobraźni po prostu zawęża horyzonty.

W formie podsumowania małe połączenie sportu żużlowego i ornitologii. Kiedy ptak oderwie się od klucza, bywa że kompletnie traci orientację i kontrolę. Czasem zagubi się do tego stopnia, że zaczyna "robić" we własne gniazdo. A stado doleciało już do profesjonalnej Ekstraligi.

*Jacek Dreczka - jest rzecznikiem Głównej Komisji Sportu Żużlowego i prowadzi spikerkę podczas imprez żużlowych w Gorzowie