Sport.pl

Jerzy Synowiec: Tylko szacunek dla tradycji

Żużel to sport co najwyżej średnich miast. Tak jest od czasów powojennych. Tam, gdzie ten sport funkcjonuje nieprzerwanie - w Gorzowie, Zielonej Górze, Lesznie, Toruniu, Bydgoszczy, Tarnowie, Rzeszowie, Rybniku i jeszcze w paru ośrodkach - tam jest świętością.
Nawet piłka nożna schodzi na drugi plan. Lokalne społeczności, zwłaszcza na zachodzie Polski (Gorzów, Zielona Góra) cementował po wojnie kościół, do którego szło się w niedzielę rano na mszę, a potem żużel - w niedzielne popołudnie. I tak zostało do dzisiaj. Wahania popularności tego sportu w poszczególnych ośrodkach są stosunkowo niewielkie. Na ligę zawsze przyjdzie co najmniej kilka tysięcy ludzi i małe znaczenie ma, na którą ligę. A jak się jeździ o medale, to kilkanaście tysięcy kibiców nie jest czymś dziwnym, a i bywa, że przyjdzie 20 tysięcy, jak ostatnio w Lesznie. Jak weźmiemy pod uwagę, że w Lesznie mieszka 60 tysięcy ludzi - to fenomen żużla jawi się w całej okazałości. Kilkanaście lat temu, kiedy Polska otwierała się na świat i naszym udziałem stało się wiele nowych form spędzania wolnego czasu wydawało się, że żużel, jako sport właśnie średnich i małych miast, sport niszowy, mało popularny w świecie, będzie podupadał.

Stało się inaczej. Nie tylko nie podupada, ale wręcz kwitnie. Modernizowane są stadiony (Gorzów, Częstochowa, Rybnik, Zielona Góra, Leszno, Ostrów), a w Toruniu obiekt będzie budowany od podstaw. Wydawałoby się, że żużel czekają dobre czasy. Ale moim zdaniem tak nie będzie. I nie tylko moim, Znawca żużla, człowiek, który kocha ten sport jak nikt inny, były prezes Unii Leszno Rufin Sokołowski jest tego samego zdania. Dlaczego? Otóż w wielu miastach do żużla dorwali się ludzie, dla których tradycja i szacunek dla historii żużla i jego lokalnych uwarunkowań nie mają większego znaczenia. Liczy się tylko to co dzisiaj, a potem choćby potop.

Stąd wzięły się regulaminy o dopuszczeniu do ligi nieograniczonej ilości zawodników zagranicznych, łącznie z juniorami. Już dzisiaj we wszystkich klubach startuje mniej niż 50 procent polskich zawodników niż jeszcze klika lat temu. Za kilka lat, kiedy w siłę urośnie liga rosyjska (a jest to nieuniknione) i większość cudzoziemców przeniesie się właśnie tam (z uwagi na odległości nie będą możliwe szybkie transfery z Władywostoku do Polski) zostaniemy z żużlem bez dobrych obcokrajowców i bez Polaków. I wtedy żużel stanie się w Polsce tym, czym jest w Niemczech. Siedemnastym sportem w rankingu popularności. Brońmy żużla, brońmy naszej świętości przed ludźmi, dla których nieważna jest historia i tradycja. Leszno, Toruń i jeszcze parę ośrodków rozumieją ten problem. Szkolą młodzież i rządzą w lidze przy pomocy swoich wychowanków (w niedzielę boleśnie przekonamy się o tym w Lesznie). Wrocław tego nie rozumiał nigdy i za chwile będzie tam po żużlu, pomimo wielu mistrzowskich tytułów (już dzisiaj wrocławska zbieranina od Sasa do lasa jest oglądana przez 2 tysiące kibiców, a dalej będzie gorzej).

Grozą wieje, kiedy rzecznik prasowy gorzowskiego klubu i ponoć GKSŻ (choć nigdy w imieniu klubu publicznie nie zabrał głosu, a w imieniu GKSŻ nikt go o to nawet nie prosił), szydzi z obchodów rocznicowych zorganizowanych przez byłych zawodników i mechaników klubu, kiedy naśmiewa się z gorzowskich wychowanków - Hliba, Brzozowskiego i innych. Tacy ludzie pchają żużel w niebyt. Żądam więc, aby rzecznik klubu publicznie powiedział co się dzieje z najlepszym polskim juniorem ubiegłego roku Pawłem Hlibem, złotym medalistą mistrzostw Polski i medalistą mistrzostw świata juniorów. Dlaczego klub nie umie lub nie chce mu pomóc? Dlaczego nie jeździ w Gorzowie Kamil Brzozowski, który leje naszych juniorów w każdych zawodach jak chce i za chwilę stanie przed szansą awansu do finału mistrzostw świata juniorów? Nadto - dlaczego z naszym klubem wieloletni kontrakt ma szwedzkie nieszczęście - junior Thomas Jonasson? I zasłanianie się frazesami nic tu nie pomoże. 20 lipca na meczu z Unią Tarnów na trybunach będzie można zobaczyć odpowiedź na pytanie - kogo chcą oglądać gorzowscy kibice - gorzowian, czy obcą zbieraninę. I proszę pamiętać stare przysłowie - dłużej klasztora niż przeora.