Jacek Dreczka: Mówią o nas mistrzowie

Zawody żużlowe na tym etapie sezonu, jak mówią górale, wyskakują jak ?gzyby po descu?, więc nie było czasu spokojnie przyklasnąć wynikom IX rundy.
Po 10. biegu meczu w Rzeszowie, gdy w najlepsze bawili się gospodarze z bezpieczną, jak się wydawało, 10-punktową przewagą, trener Stanisław wyciągnął z rękawa jokera i końcówka była jak z nut. Zwycięstwo odniesione w takim stylu zbudowało stalowców. Gollob myślami był już przy następnych rundach, a trener żurawi Rafał Wilk grzmiał, że ta porażka jest dla nich jak masakra. Jeszcze a propos ligi. ZKŻ przegrał piąty mecz z rzędu i zastanawia mnie, co się tam wyrabia? Działacze nabrali wody w usta i co jakiś czas słychać tylko pomruk, że zawieszać tego czy owego nie będą, bo wszystko się ułoży i nie tędy droga. Żal mi trochę zielonogórskich kibiców, bo za taką wierność powinni otrzymać inną nagrodę.

Nazajutrz po triumfie na Podkarpaciu po raz 11. wspominaliśmy Edwarda Jancarza. Turniej wypadł okazale, co zresztą nie jest tylko moją opinią. Cieszą szczególnie pozytywne recenzje kibiców i zawodników. Spośród tej drugiej grupy sporo mówili Pedersen i Crump. Nicki na spokojnie przyznał, że będąc na meczu ligowym nie miał czasu obejrzeć stadionu. Zrobił to przed memoriałem i przyznał szczerze, że Gorzów w opiniach zawodników (to bardzo ważne) stał się klubem o bardzo dobrej marce, rozwijającym się i wiarygodnym. Crump natomiast wychwalał gorzowski tor, którego każdy metr po prostu jest dla niego idealny. W jeszcze jednym wszyscy byli zgodni. Sześć tysięcy zajętych krzesełek to po prostu mało. Jason i Nicki niemal jednym głosem stwierdzili, że telewizja zabiła już speedway na Wyspach i trzeba w Polsce znaleźć granicę, po przekroczeniu której popularyzacja żużla zamienia się w ściąganie kibiców z trybun. "Tej bariery przekroczyć wam nie wolno" - tak radzili. Inna sprawa i nie jest to nic odkrywczego, że poza Grand Prix, żadne zawody indywidualne nie zastąpią potyczek ligowych.

Pretensje pod adresem obecnych włodarzy Stali Gorzów, jakoby odrywali klub od "gorzowskości", czy zapominali o byłych działaczach, pozostawię bez komentarza. Zorganizowanie przez grupę zasłużonych osób, obchodów 60-lecia Stali w 61. rocznicę istnienia klubu skwituję pewnym cytatem. "Wigilia jest zawsze wtedy, kiedy my tego chcemy" - tak mówił główny bohater polskiego filmu "Edi".

I na litość Pana Boga. Skończmy ten żałosny lament o wychowankach. Najpierw było usilne wpychanie Pawła Hliba do składu. I co? Teraz kompletna cisza. Odwracanie kota ogonem. Też bardzo chciałbym, żeby jeździli dla nas chłopcy z Gorzowa, ale w obecnej sytuacji to nie jest możliwe. Wątpię, żeby "drużyna marzeń" takich fachowców, w składzie Hlib, Dąbrowski, Suchecki, Brzozowski, itd., skutecznie rywalizowała w Ekstralidze. Żeby sytuacja uległa zmianie musimy zainteresować się losami adeptów. Dlatego po raz kolejny proszę na łamach poczytnej i przyjaznej gorzowskiemu żużlowi "Gazety" krótko: zamiast pisać żałosne teksty, pomóżmy wspólnie w rozwoju mini żużla. A verbis ad verbera, albo dajmy spokój z jakimkolwiek komentarzem. Mowa jest bowiem srebrem, a milczenie złotem. Rozwój wychowanków to jedno, a pomoc zawodnikom Stali to drugie.

Z pewnością wiecie co wydarzyło się w niedzielę 22 czerwca podczas podróży żużlowców Startu Gniezno na Ukrainę. Byli wśród nich gorzowianie. Stal jest pierwszym klubem, który pospieszył z pomocą. I to nie na pokaz. Chłopaki będą mieli na czym jeździć.

*Jacek Dreczka - jest rzecznikiem Głównej Komisji Sportu Żużlowego i prowadzi spikerkę podczas imprez żużlowych w Gorzowie

Napisz do autora: jdre@wp.pl