Jerzy Synowiec: 60 lat Stali Gorzów

Sześćdziesiąte urodziny Stal Gorzów obchodziła w ubiegłym roku, ale władze klubu nie zwróciły na tą rocznicę uwagi.
Zraniło to uczucia byłych pracowników, działaczy i zawodników klubu, którzy powołali grupę inicjatywną w składzie: Bogusław Nowak, Ryszard Raczyński i Ryszard Dziatkowiak (byli zawodnicy) oraz Stanisław Maciejewicz (mechanik - legenda), która postanowiła uczcić rocznicę, choć z rocznym opóźnieniem. Przyznam, że nie bardzo wierzyłem w to, że taka "oddolna" inicjatywa się powiedzie, ale na szczęście myliłem się. 20. czerwca największa sala hotelu "Mieszko" zapełniła się po brzegi ludźmi tworzącymi historię klubu.

Najpierw było pamiątkowe zdjęcie, potem wprowadzono poczet sztandarowy, był kapelan klubowy i stosowne przemówienia. Następnie wręczono upominki wszystkim obecnym. I tu była okazja zobaczyć w jednym miejscu całą bogatą historię klubu.

Był więc nestor gorzowskich żużlowców - startujący jeszcze w latach pięćdziesiątych - Mieczysław Cichocki, byli członkowie legendarnego pierwszego mistrzowskiego składu z 1969 r. - Andrzej Pogorzelski, Jerzy Padewski i Ryszard Dziatkowiak, był mój szkolny kolega Zenon Plech, który wyściskał się ze swoim przyjacielem z toru Markiem Towalskim, stawił się też Piotr Świst, o którym można powiedzieć wszystko, ale nie to, że oszczędzał dla Stali zdrowie. Było też wielu zawodników drugiego planu, bez których jednak Stal nie byłaby tym samym czym jest, a wiec Roman Jóźwiak, Mirosław Ćwikła (słynne świece na starcie), Bolesław Rzewiński, Jarosław Gała, Mirosław Daniszewski i wielu innych, których nie sposób tu wymienić. Nie zabrakło byłych prezesów - Janusza Nasińskiego, Witolda Głowani i Lesa Gondora, ale największe owacje sali otrzymali ci, którzy tworząc tkankę klubu, nigdy nie trafiali na pierwsze strony gazet: toromistrze Franciszek Śluborski i Tomasz Salamon, człowiek instytucja - Aleksandr Ilnicjki i jego żona Klara Ilnicka, lekarz Andrzej Wasilewski i spiker Krzysztof Hołyński.(tak tak, wujek Krzysio też był).

Wszyscy uczestnicy otrzymali pamiątkowe wydawnictwo oraz okolicznościowe statuetki (zawodnicy - żużlowca, mechanicy - tłok, działacze - patery). Potem wszyscy pojedli i popili do woli, a ostatni goście opuszczali gościnny hotel już po północy.

Czy taka impreza, za której zorganizowanie należą się jej autorom, a w szczególności Stanisławowi Maciejewiczowi i Bogusławowi Nowakowi niskie pokłony, była potrzebna? Jeśli chcemy, aby klub oderwał się od Gorzowa i gorzowian - nie, jeśli ma być z miastem i jego mieszkańcami zrośnięty na dobre i złe - bezwzględnie tak. I tu dotykamy problemu, o którym staram się pisać często - odrywania klubu od jego gorzowskości. W tym sensie, że zespół stanowi zbieranina z pół świata, nijak związana z Gorzowem. Z braku laku kibice wręczają pamiątkową szpadę za wierność klubowi Magnusowi "Zorro" Zetterstroemowi, którego zasługi dla klubu są żadne, a nawet gorzej - gdyby ktoś z klubu bliżej przyjrzał się jego roli w słynnej aferze z ubiegłego roku - zdziwienie byłoby spore.

Dlatego warto z uwagą przeczytać to, co autorzy uroczystości napisali na końcu pamiątkowej, rocznicowej księgi "60 lat Stali": "Życzymy wszystkim i sobie, aby karty naszego klubu zapełniły się dalszymi sukcesami, ale również życzylibyśmy sobie, aby sukcesy odnosili wychowankowie tego klubu, a nie tylko jego reprezentanci".

Dla ułatwienia dodam, że wychowankiem naszego klubu nie jest ani Rune Holta, ani Tomasz Gollob, a jest nim Jason Crump. Co dla niego znaczy Gorzów, pokazuje co roku w Memoriale Edwarda Jancarza.

*Jerzy Synowiec- znany gorzowski adwokat, niegdyś prezes Stali Gorzów