Synowiec: Żużel przegrał z piłką nożną

Od lat na łamach prasy żużlowej toczy się dyskusja: jaki sport jest w Polsce bardziej popularny? Żużel czy piłka nożna?
Fani żużla wskazują na pełne stadiony w trakcie meczów ligowych, udział światowych gwiazd i pustki na meczach piłkarskiej ekstraklasy. Fani piłki nożnej mówią o globalnym zainteresowaniu ich dyscypliną i zaściankowości żużla. 7 i 8 czerwca spór można było rozstrzygnąć, przynajmniej na naszym podwórku.

7 czerwca mecz na szczycie III ligi piłkarskiej pomiędzy Stilonem Gorzów (nazwy GKP kibice nie przyjęli), a Chrobrym Głogów obejrzało 5 tys. widzów. Przy okazji czapki z głów za to, co niemal sam zbudował prezes Sylwester Komisarek. Dzień później, w niedzielę, niewielu więcej widzów (też około 5-6 tysięcy, szkoda, że klub pomimo kołowrotków nie podaje już podczas meczu dokładnej liczby) zasiadło na trybunach stadionu Stali, aby obejrzeć mecz na szczycie ekstraligi żużlowej pomiędzy Stalą i Unibaksem Toruń. Jestem zagorzałym fanem żużla, piłka nożna mnie nie rusza - nawet w Lidze Mistrzów, ale w sposób oczywisty przyznać muszę, że futbol wygrał zdecydowanie. Gdyby było inaczej, to na meczu z Toruniem powinno być co najmniej 15 tys. A były pustki. Nawet prezes Władysław Komarnicki wybrał piłkę nożną i wyjechał do Klagenfurtu, aby obejrzeć naszą porażkę z Niemcami. Zaś porównanie szaleństwa, jakie towarzyszy meczom piłkarskiej reprezentacji z zainteresowaniem cyklem Grand Prix na polskich stadionach (Leszno, Wrocław, Bydgoszcz) to dwa różne światy.

Żużel ma swoje miejsce w sercach fanów, czasami nie widzących poza nim świata, ale to piłka nożna jest królową serc niemal wszystkich Polaków i to niezależnie od tego, czy reprezentacja odnosi sukcesy, czy nie. Sam nie tak dawno oglądałem mecz Polaków "o pietruszkę" w czterdziestotysięcznym tłumie.

Co do meczu z Unibaksem, sprawa jest prosta. Oni mają siedmiu zawodników zdolnych wygrać z każdym, a my tylko dwóch. Na gorzowskim torze pozostała piątka usiłuje coś tam jechać, ale na wyjazdach jest całkowita bieda. Najbliższy mecz w Rzeszowie (20 czerwca ) ułoży tabelę w drugiej części sezonu. Albo wygramy i zajmiemy ostatecznie 4-5 miejsce (po walce z Falubazem), albo przegramy i zajmiemy miejsce szóste, gwarantujące utrzymanie się w lidze, ale w żaden sposób nie zaspokajające apetytów kibiców. Wtedy jednak zainteresowanie meczami ligowymi gwałtownie spadnie i gorzowskie trybuny będą w 70 proc. puste. Kalendarz ligowy nigdy nie był dostosowany do utrzymania zainteresowania kibiców. Po kwietniu i maju zaczyna się posucha. Jedno spotkanie na miesiąc. To stanowczo zbyt mało. Coś jest w tym, co zawsze powtarza redaktor Robert Gorbat, że zainteresowanie żużlem jest z reguły największe w sezonie transferowym, a potem systematycznie spada. Trzeba to zmienić.

*Jerzy Synowiec - znany gorzowski adwokat, niegdyś prezes Stali Gorzów