Jacek Dreczka: "Znafcy rzórzla" dopingujcie silną Stal

Dzisiaj zapodam małe podsumowanie. Rozpoczynamy bowiem w niedzielę kolejkę rewanżową. Ale, żeby było ciekawiej rozpocznę od małej "wspominki". Rok 2002, pamiętamy, drużyna składała się co prawda z wychowanków, bo śmigali Flis, Staszewski, Świst, Paluch i juniorzy, ale bez wsparcia wartościowego obcokrajowca z hukiem runęliśmy do niższej ligi. Pojawiały się pytania z gatunku "co dalej z gorzowskim żużlem?". Dobrze to pamiętam. Gwóźdź do trumny przybili nam wspomnianego 2002 roku właśnie torunianie, zwyciężając na Śląskiej 46:44. Pamiętacie ten sezon? "Cieniowali" wtedy w Gorzowie Lukas Dryml, Joe Screen i więcej spodziewano się po Jesperze Jensenie. Kiedy wszyscy zdaliśmy sobie sprawę z bolesnej przecież porażki, jaką była degradacja, tym bardziej w obliczu wspaniałych tradycji gorzowskiego żużla, wszystko zawisło na przysłowiowym włosku. Kolejne lata to żmudne odbudowywanie. I tu szczerze napiszę, że żużel w naszym mieście kiedy był w biedzie, poznał prawdziwych przyjaciół.

Dlaczego o tym piszę? Ponieważ po siedmiu rozegranych rundach(!), Stal zajmuje wysokie, czwarte miejsce. Tomasz Gollob i Rune Holta zwyciężali dwie, z trzech rozegranych dotychczas rund GP. Czy zatem faktycznie jest źle? Naszpikowany gwiazdami mistrz Polski z Leszna wyjeżdża z Gorzowa pokonany. O sile Unii przekonali się ostatnio nasi przyjaciele z Zielonej Góry, którzy zrobili duże oczy i brutalnie zostali sprowadzeni na ziemię. Zastrzeżenia do postawy stalowców mam tylko w przypadku meczu z tzw. Złomrexem, u siebie, gdzie zabrakło zawodnikom w kaskach czerwonym i niebieskim tego "zęba". Zwycięstwa z Wrocławiem, Rzeszowem i w Tarnowie uważam za dobrze wykonaną robotę. Bilans czterech zwycięstw i trzech porażek to wynik, za który w skali szkolnej postawiłbym "czwórkę". W końcu zawsze może być lepiej.

I teraz wracam do roku 2003, kiedy udało się, po ostrej reanimacji, utrzymać speedway nad Wartą. Przyjeżdżały wówczas do nas ekipy Gwardii Warszawa, czy Sipmy Lublin. Wtedy żużel był dla gorzowian wyłącznie zapachem metanolu i jazdą w kółko. Chłopcy jeździli co prawda bardzo ambitnie, ale bez wielkich emocji. Będzie czwórka, będzie dobrze. Jak nie będzie, też dobrze. Pamiętam mecz ówczesnej Stali Strabag z Unią Tarnów (18 maja 2003 roku). Spragnieni znanych nazwisk, oglądaliśmy wtedy na torze Petera Karlssona z jaskółką na plastronie. "Pikej" przyjechał, "machnął" 18 punktów, wykręcił najlepszy czas i tyle go widzieliśmy.

Okazało się, że po pięciu latach spędzonych w I lidze, zbudowano żużel, jakiego jeszcze tutaj nie było. Klub poukładany jak solidna firma, z zastępem młodych ludzi, mających absolutnie świeże pomysły. Pamiętajmy jednak, że ciągle trzeba spłacać "popisowy numer poprzedników", czyli nieudolnie wykorzystana dotacja z Urzędu Miasta, w wysokości 600 tysięcy złotych. Do tego tematu jeszcze będzie okazja wrócić, bo rozliczenie pieniędzy to nie wszystko.

Aktualnie w drużynie mamy Golloba, Holtę i właśnie Karlssona, którzy poprowadzili Caelum Stal Gorzów do bardzo ważnych czterech zwycięstw w Speedway Ekstralidze. Przed nami kolejka rewanżowa. Już w niedzielę, 8 czerwca przyjeżdżają "Unibaksy" z miasta aniołów i będzie piekielnie ciężko, ale co mamy do stracenia? Pokażmy, że jesteśmy u siebie, tak zawodnicy, jak i kibice. A nieposkromione ambicje bardziej krewkich "znafców rzórzla" proponuję przełożyć na gorący doping w niedzielę. Zaczynamy o 16!

*Jacek Dreczka - jest rzecznikiem Głównej Komisji Sportu Żużlowego i prowadzi spikerkę podczas imprez żużlowych w Gorzowie