Jacek Dreczka: Na "lajcie", czyli żużlowe jaja

Zapominając na chwilę o Gorzowie, gdzie się urodziłem, wychowałem i poznawałem świat. Ważnym miejscem stało się dla mnie miasto Poznań, gdzie studiuję. Tam zacząłem też majstrować przy żużlu, który jednak pokochałem na Śląskiej, na wyjściu z pierwszego łuku. Słuchając Krzysia Hołyńskiego, przeżywając jako przywiązany kibic kolejne, bardziej i mniej udane roszady w zarządzie.
Ale trochę o Poznaniu chciałem Wam powiedzieć. Tamtejszym, ciekawym ludziom, w mieście gdzie kopana piłka zdominowała sportowe zapotrzebowanie mieszkańców, udało się stworzyć ciekawego Skorpiona (czyli PSŻ Poznań). Awansowali w pierwszym roku istnienia. Utrzymali przed rokiem w naprawdę ekscytujący sposób pierwszą ligę (kiedy Stal z impetem wjechała do ekstraligi). Sporym dla mnie przeżyciem było poprowadzenie ligowej potyczki na Golęcinie (w Poznaniu) z moją rodzimą gorzowską Stalą. Mnóstwo ludzi z Gorzowa, masa miejscowych kibiców i. super atmosfera na trybunach. Mówię Wam, rewelacja. Kibice obu drużyn wymieniali się szalikami, pozdrawiali i nie będę pisał, co wspólnie krzyczeli (ale rozumieli się doskonale). No i żółto-niebiescy jako pierwsi w dwuletniej wówczas historii PSŻ, wygrali na torze w Poznaniu. Co należy wyróżnić, to po pierwszych, zdecydowanych zwycięstwach gorzowian, kibice sympatycznie zwani "pyrami", bawili się w najlepsze! To nie żart. Pozdrawiali zawodników, a że gości.? No cóż, w końcu byli lepsi. Wielka klasa. Powyższe słowa dedykuję przyjaciołom "Peesżetom", którym bardzo dużo zawdzięczam.

A propos jeszcze Poznania. 17 maja odbył się tam turniej, nie zawsze miło w Gorzowie wspominanego Adama Skórnickiego (29 sierpnia 1999 roku, upadł w Gorzowie jadąc na czwartym miejscu i zapomniał wstać). Poznałem Skórę i choć wtedy bardzo mi podpadł, to już o tym zapomniałem. Gość ma wielką charyzmę i. (ostatnie słowo z tytułu tego felietonu). Wracając do jego testimonialu (15-lecie startów na polskich torach), to takiej żużlowej parodii długo nie zobaczymy. Pomijając wszystkie przed i pomeczowe atrakcje i udziwnienia, było kilka innych, dobrych scen. Po pierwszej serii startów jedna z ekip (stawka była podzielona na cztery drużyny) zgłosiła protest i na murawie odbyło się badanie alkomatem. Pech chciał, że członkiem tego teamu był Sławuś Drabik, który powiedział prezenterowi, że "dmuchnąć, to on może, ale jakąś blondynkę". Wiara ryczała ze śmiechu. Późnej przed wspólnym startem Skórnickiego i Walaska, nagle ten drugi zeskoczył z motocykla, wyciągnął baniak z olejem i rozlał przed polem startowym Skóry. Wspomnę jeszcze sytuację, kiedy gałgan Drabik wyjechał na start (chociaż w ogóle nie miał w tym biegu jechać) na starym, białym motocyklu. Jako piąty ustawił się pod taśmą i zza pazuchy wyjął. butelkę whisky. Dał Crumpowi, ten przystawił sobie do kasku i udawał, że pije. Było dobrze.

Atrakcje innego nieco kalibru, ale równie interesujące, czekają nas już niebawem w Gorzowie. Wiem, że wielu poznaniaków także wybiera się do Gorzowa 21 czerwca. Osobiście zaproszę ich do nas na XI Memoriał Wielkiego Edwarda Jancarza. Kurtyna odsłania nam kolejne nazwiska uczestników. Mamy już Crumpa, Pedersena, Golloba, Holtę, Lindbaecka. Dołączyli również: Harris, Kołodziej, Jaguś i Kasprzak. Nazwiska to jednak tylko część zbliżającego się spektaklu.