Synowiec: Stal Gorzów przestała istnieć

Ktoś gdzieś niedawno napisał, że nie wypada krytykować naszej Stali, zwłaszcza przed zbliżającymi się meczami, bo to niesportowe i że lepiej byłoby, gdyby krytykanci pomogli gorzowskiemu miniżużlowi, bo to przyszłość naszego klubu.
Kazimierz Górski powiedział kiedyś: "Żeby wygrać, trzeba cuśkolwiek zagrać." Ja sparafrazuję tę wypowiedź oświadczeniem, że "aby sensownie pisać o żużlu, to trzeba się cuśkolwiek na tym znać". Jaka jest bowiem prawda o gorzowskim, a raczej wawrowskim miniżużlu? Czy rzeczywiście jest to kuźnia kadr dorosłego żużla? Otóż rzeczywistość jest bardzo, ale to bardzo smutna i nie dziwi mnie to, że po kilkunastu latach pracy z żużlowym przedszkolem zrezygnował jego twórca i niestrudzony orędownik Bogusław Nowak.

Czy warto pomagać miniżużlowi, jeśli dla młodych adeptów szkółki żużlowej nie ma miejsca w dorosłym żużlu? Młodzi żużlowcy są bowiem bez litości wyrzucani z klubu, albo sami uciekają, gdzie pieprz rośnie, a na ich miejsce angażuje się zagraniczne "gwiazdy" typu Thomasa Jonassona, Kennetha Hansena oraz jakichś dziwnych zawodników z Finlandii czy Niemiec, o których świat nie słyszał i nigdy nie usłyszy.

A gdzie są nasze młode lwy? Popatrzmy na los wychowanków rodem z Wawrowa na przestrzeni ostatnich sześciu lat. Oto oni: talencik Andrzej Głuchy w połowie ubiegłego sezonu, po przepychankach z klubem został odesłany do Tarnowa, gdzie już w wieku 21 lat zakończył karierę. Sławomir Dąbrowski jeździ w drugiej lidze w Opolu, Daniel Pytel (ubiegłoroczny medalista młodzieżowych mistrzostw Polski) uciekł do Zielonej Góry, a teraz wylądował wPoznaniu. Mariusz Pacholak via Gdańsk poszedł do Wrocławia i już nie jeździ, Zbigniew Suchecki został sprzedany za worek śliwek do Zielonej Góry, a dzisiaj ściga się w Poznaniu. Zywertowski zakończył przygodę z żużlem w Łodzi, tam też usiłuje jeździć Kozdraś. Podlaszewski zwiał do Piły, a jest w składzie Wrocławia. No i Kamil Brzozowski, myślę, że tegoroczny finalista mistrzostw świata juniorów, punkty zdobywa dla Grudziądza. A Michał Rajkowski, nie widząc szans na jazdę w Gorzowie, wyjechał aż do Anglii. Mogę tu wymienić jeszcze wielu innych zawodników, ale i ta lista chyba wystarczy.

No i co, warto inwestować w miniżużel? Za chwilę (myślę, że już po tym sezonie) wyfruną z Gorzowa i Szewczykowski, i Zmarzlik, i Mikorski, nasza obecna młodzieżowa siła. Nawet Paweł Hlib nie jest pewien swojego miejsca w składzie, bo za jego plecami czają się Ferjan z Monbergiem, co z pewnością powoduje, że w każdym meczu będzie się palił psychicznie, nie wiedząc, czy to już jego ostatni start, czy nie. W takim stresie w przyszłym roku raczej poszuka sobie klubu poza Gorzowem.

Redaktor Jerzy Zysnarski od lat pyta, zresztą nie bez racji, kiedy zostanie otwarta ul. Lutycka? Stary łącznik pomiędzy ul. Obotrycką i bulwarem nad Wartą. Ja zaś będę uparcie pytał, gdzie jest waleczne serce Gorzowa Piotr Paluch i dlaczego musi zdobywać punkty dla Gniezna? Wystarczyło na ogromne honoraria dla czołowych jeźdźców, a nie wystarczyło na talerz zupy z wkładką dla "Bola"? I to jest w porządku? Jeden z internautów na forum "Gazety Lubuskiej", o nicku "Juzeg" napisał niedawno o nim: "Odszedł ze Stali, gdy Stal przestała istnieć. Bo jak nazwać drużynę o takim składzie?" Pełna z nim zgoda.

*Jerzy Synowiec - znany gorzowski adwokat, niegdyś prezes Stali Gorzów