Dreczka: Pomysł na młodzież prosto z Chin

Żużlowa karuzela kręci kolejne okrążenie. Przed tygodniem ogromny leszczyński stadion przerodził się w kocioł pełen gorących emocji. Oficjalnie 25 tysięcy (moim zdaniem więcej) polskich fanów, stworzyło piękną atmosferę na trybunach. Wśród nich wielu gorzowian.
Jeszcze zanim kibice zawitali na trybuny, pomnik Smoczyka odsłonili "oficjalni". Podobnie jak Eddy, Fred spogląda na przejeżdżające auta i kibiców podążających na stadion długą aleją ulicy Strzeleckiej. Tyle że Jancarz siedzi na motocyklu i w moim odczuciu, gorzowski pomnik bardziej się podoba. Ale przecież nie o rywalizacji tutaj będzie. Przynajmniej nie pomników. Po ubiegłorocznym finale DPŚ w Lesznie, nasze "złotka" (żużlowe) stanęły na wysokości zadania, choć pewien niedosyt pozostał.

Wyniki zapewne nie są Wam obce. Zaskoczył Hampelek, któremu na koniec uszło chyba powietrze z kół, bo jechał jak na felgach. A w całym turnieju "piknie". Tomasz natomiast rozbudził we wszystkich wielkie apetyty. Aż kolejki do gastronomii sięgały pasa bezpieczeństwa. Oczywiście mowa o apetytach na zwycięstwo, bo początek miał atomowy. Po trzech pierwszych nokautach (co potwierdza najlepszy czas dnia uzyskany przez Golloba) trochę jednak spuścił z tonu i cała siła dopingu i euforii skoncentrowała się na Hampelku.

Dzień później, w niedzielę, przy pięknej pogodzie i naprawdę niezłej frekwencji, Stal śmigała z drugą Stalą. Tańcowały dwa Michały. Zagraniczny zaciąg żurawi stawiał zaciekły opór, co przysporzyło nam kilku ciekawych wyścigów. Rzecz, na którą chciałbym zwrócić uwagę, to fantastyczna atmosfera i oprawa. To już naprawdę Ekstraliga. Oby tak dalej!

Rozbrajające rzeczy ostatnio czytam, wyobraźcie sobie. Szczególnie rozbawiają mnie komentarze, jaki to skład Caelum Stali Gorzów jest fatalny i już wkrótce zaczniemy dostawać srogie lanie! Szczególnie po zwycięstwie nad "słabiutką" przecież Unią Leszno i niemal drugoligową Marmą z Rzeszowa widać, że Tomasz Gollob i spółka to zgraja nieudaczników.

Ja rozumiem, że jak już coś się pisze, to chciałoby się mieć czytelników, może nawet być kontrowersyjnym. Oczywiście, nie trzeba być wróżką, żeby przewidzieć ciężki dwumecz z Unibaksem, który jeździ jak z nut. Ale skazywać zespół na porażkę jeszcze zanim wyjedzie na tor? To przecież niesportowe.

Proponuje w zamian zrobić coś pożytecznego. Może pomóc w ciekawych pomysłach rozwoju szkółki? Niedawno w Wawrowie młodzi mini żużlowcy testowali silniki o pojemności 110 cc i 125 cc, które przywieziono z Chin. Dotychczas ścigano się wyłącznie na "osiemdziesiątkach", ale powoli zaczyna się to zmieniać. Szkopuł w tym, że testowane silniki, jak to u Chińczyków, kosztują jakieś 200-300 proc. mniej. Więc nie trzeba tłumaczyć, jak może to otworzyć żużel na wychowanków. Przecież polskich juniorów nie bierze się z prosto z trybun. Dlatego wszystkich najbardziej wytęsknionych za rodzimą młodzieżą w składzie, zapraszam do zaangażowania się w rozwój polskiego mini żużla. Na pewno każdy pomysł się przyda.

*Jacek Dreczka - jest rzecznikiem Głównej Komisji Sportu Żużlowego i prowadzi spikerkę podczas imprez żużlowych w Gorzowie