Sport.pl

Synowiec: Jancarz w grobie się przewraca

Niedzielne zwycięstwo nad dość słabą na wyjazdach Stalą Rzeszów to nie jest temat na felieton, bo nie zdarzyło się tam nic ciekawego. Ciekawie dopiero się zacznie.
Nasz zespół czekają najpierw dwa mecze z Unibaksem Toruń, potem wyjazd do Rzeszowa (tam będzie znacznie trudniej, zwłaszcza, gdy właściwy rytm złapią Scott Nichols i Davey Watt), a potem już tylko wyjazdy do Leszna i Częstochowy. No i wtedy już wszystko będzie jasne. To znaczy - ile są naprawdę warte nasze zagraniczne gwiazdy - Ferjan, Monberg, Jonnasson, Karlsson i Holta (kto go uważa za Polaka, niech spróbuje z nim porozmawiać po polsku, albo zapytać - ile mieszkańców liczy Gorzów). Tak więc w połowie lipca będzie już "pozamiatane". Albo pierwsza czwórka - słabość Zielonej Góry wskazuje raczej na takie rozwiązanie - albo walka o pietruszkę z ligowymi "ogonami".

Ale ciekawsze rzeczy dzieją się w pierwszej lidze. Idący jak burza od początku rozgrywek Ostrów (musi odrabiać 7 punktów za korupcyjna głupotę) potknął się niespodziewanie w Grudziądzu. Będzie to chyba porażka zaprzepaszczająca szansę na awans do ekstraligi i to już czwarty raz z rządu. Wprawdzie baraże będą nadal aktualne, ale tam już nie ma co liczyć "na drapane" w walce z Rzeszowem lub Wrocławiem.

Z tego meczu płyną jednak bardzo ciekawe wnioski co do obcokrajowców. Otóż mecz dla Grudziądza wygrali: Staszek (18 punktów), Puszakowski (10) i nasz Kamil Brzozowski (7), a więc zawodnicy polscy, niechciani w swoich macierzystych klubach. W Ostrowie zaś na bardzo dobrym poziomie obok Drymla pojechał jedynie syn Gomólskiego, co to swego czasu ścigał się w Gnieźnie i Bydgoszczy - Adrian Gomólski. Natomiast zagraniczne gwiazdy spisały się tragicznie (Korneliussen - 1, Kylmaekorpi - 5, Roynon - 3, Nermark - 2 i Chris "Bomber" Harris - ledwie 4 oczka).

Ten mecz w sposób oczywisty wskazuje, że jeśli Polacy nie pojadą, to obcokrajowcy tym bardziej. Jeśli oczywiście ktoś krajowych zawodników ma w składzie. Dla Rzeszowa w meczu ze Stalą Gorzów punkty zdobył jeden Polak - niejaki Roman Poważny. Ostrów być może zawalił cały sezon i wielkie pieniądze poszły w błoto.

Dlatego będę nieustannie powtarzał: gdzie jest Bolo? Dlaczego marnuje się w Gnieźnie, miast radować serca gorzowskich kibiców, dla których był gotów w ciężkich czasach jeździć za przysłowiowy talerz zupy.

Zaś co do Grand Prix, to wyraźnie brakuje w nim świeżej krwi. Takich ludzi jak Emil Sajfutdinow i Jurica Pavlić, którzy rozruszaliby to towarzystwo wzajemnej adoracji. Gdyby odważnie przyznawano "dzikie karty", to ci ludzie już jeździliby w cyklu, a tak średnia wieku uczestników zbliża się do czterdziestki (popatrzcie na pierwszą czwórkę w klasyfikacji).

Generalnie żużel ma problem z nowymi twarzami, a dotyczy to również Polski. Jeszcze kilka lat, a wszystkie ligi świata odwiedzi obwoźny cyrk składający się z tych samych 70-80 zawodników. Już dzisiaj nie sposób odróżnić składy szwedzkie od polskich, a liga angielska tylko przez KSM zatrudnia jeszcze sporo przypadkowych jeźdźców. Jak tak dalej pójdzie, to dołączą jeszcze Rosjanie i tylko dni tygodnia zostaną do podziału: niedziela dla Polski, wtorki dla Szwecji, środa dla Danii, czwartki dla Anglii i soboty zostaną dla Rosji. Przekładanie meczów nie będzie dozwolone, a o wyniku rozstrzygnie losowanie. A my będziemy nosić koszulki z podobizną Hansena, czy innego Jonassona. Edward Jancarz w grobie się przewraca.

*Jerzy Synowiec - znany gorzowski adwokat, niegdyś prezes Stali Gorzów