Sport.pl

Synowiec: Dla Stali nadchodzi czas próby

Każdy kibic wie, że Stal musi w Tarnowie wygrać. Tam po prostu nikt inny nie przegra i choćby zatrudniono dodatkowo kilku byłych mistrzów sportu takich jak Sławomir Drabik, to i tak nic to Tarnowowi nie pomoże.
Może nieco uatrakcyjni mecze z udziałem tej drużyny, bo to, co pokazuje ten zespół do tej pory, woła o pomstę do nieba. Będzie to też niezły trening dla naszej drugiej linii i okazja do wygrania kilku biegowi dla liderów - niech się oswajają z wygrywaniem. No i Paweł Hlib pokaże co potrafi, bo władze klubu, w obliczu zdecydowanego żądania kibiców, nie mają wyjścia i muszą Hliba do składu wstawić. To prawda, że Hlib jest niesforny, ale Zenon Plech też taki był. Dziwne to, że oczekiwania kibiców tak bardzo rozmijają się z planami władz klubu.

Ale to wszystko to i tak tylko przygrywka dla prawdziwej próby, jaką będzie mecz z leszczyńską Unią 4 maja. I to próby nie tylko dla zawodników, ale przede wszystkim dla kibiców i klubowych działaczy. Takiego meczu w Gorzowie nie było od sześciu lat. Warto wydać każde pieniądze aby to zobaczyć. Z jednej strony podrażnione w swojej ambicji gorzowskie gwiazdy Grand Prix Gollob i Holta oraz zszokowani poziomem ekstraligi i zagrożeni wyeliminowaniem ze składu Karlsson, Monberg i Ferjan, a z drugiej strony bracia Kasprzakowie, Hampel, Baliński i Adams oraz niezwykle utalentowany junior z Chorwacji Jurica Pavlić (choćby tylko dla niego warto zobaczy ten pojedynek).

Dlaczego ten mecz jest taki ważny ? Ano dlatego, że pokaże prawdziwą wartość naszego zespołu. Można założyć, że Częstochowa to wypadek przy pracy, ale już na Leszno takie tłumaczenie nie wystarczy. Tu trzeba będzie na torze pokazać całe serce i całą moc. Jeśli kibice zobaczą, że twierdza Gorzów pada raz za razem - zejdzie z nich powietrze. Gwizdy na meczu z Włókniarzem to delikatne ostrzeżenie płynące z gorących kibicowskich serc. A kto jak kto, ale kibice na razie zasługują na piątkę z plusem.

To wreszcie sprawdzian dla klubowych włodarzy, którzy oczekiwali, że po zimowym polowaniu nasza Stal będzie wygrywać w Gorzowie z każdym, a i z niektórymi na wyjeździe. Czy potrafi przełknąć kolejną ewentualna porażkę i czy będą umieli wyciągnąć z niej wnioski? Powoli opada euforia związana z nowym obiektem (tu jest się czym chwalić, choć jak jakiś kibic przytomnie zapytał: kto się ma tym chwalić? Klub, OSiR czy władze miasta?).

Teraz na trzeźwo przyjdzie ocenić wyniki wielkiego zimowego polowania. Królem tego polowania obwołano prezesa klubu. No i pięknie. Tylko nikomu nie przyszło do głowy, że tak naprawdę królem polowania zostaje nie ten, który ustrzeli największe i najbardziej dorodne sztuki, ale ten myśliwy - selekcjoner, który ubije jak najwięcej chorych zajączków, kulawych sarenek i starych, ślepych dzików. Ten właśnie jest mądrym przyjacielem przyrody, bo eliminuje zwierzęta słabe i dające najmniejsze szanse na rozwój gatunku. Król polowania nigdy nie strzeli najbardziej dorodnej łani, prowadzącego stado rogacza czy potężnego, młodego dzika. Mam więc wątpliwości, czy wszyscy myślimy to samo, kiedy mówimy i piszemy "król polowania".

Będę szczęśliwym człowiekiem, kiedy oglądając mecz Stal - Unia w najbliższą niedzielę, razem z moim starym przyjacielem - byłym prezesem Unii - Rufinem Sokołowskim (wytrawnym znawcą i koneserem żużla) będę mógł powiedzieć, że gorzowianie to nie chore zajączki i kulawe sarenki, ale prawdziwe lwy, które podrażnione obudziły się i zaryczały. I nie dadzą się ustrzelić.

*Jerzy Synowiec - znany gorzowski adwokat, niegdyś prezes Stali Gorzów