Synowiec: Speedway bardzo potrzebuje świeżej, australijskiej krwi

21.10.2016 14:42
Jason Crump

Jason Crump (Fot. FIM Speedway Grand Prix)

Żużlowy sezon 2016 nieubłaganie dobiega końca. Przed nami jego ostatni, poważny akord - zawody z cyklu Grand Prix w australijskim Melbourne. Jedenasta runda mistrzowskich rozgrywek, która odbędzie się po raz kolejny poza Europą, ma dać impuls do odbudowy znajdującego się w wyraźnym kryzysie żużla na Antypodach.
Gorzów i dziennikarze "Wyborczej" bliżej Ciebie - znajdź nas na Facebooku i gorzow.wyborcza.pl!

Czarny sport na najmniejszym na świecie kontynencie, po zakończeniu karier w ostatnich latach przez wielkich mistrzów jak Jason Crump, Leigh Adams, Ryan Sullivan i Todd Wiltshire, czy makabrycznym wypadku Darcy Warda, znalazł się na wyraźnym zakręcie. Owszem, nadal podziwiać możemy Jasona Doyle'a, któremu koszmarny upadek podczas zawodów w Toruniu zabrał niemal pewny w tym roku tytuł indywidualnego mistrza świata, Chrisa Holdera czy Maksa Fricke, ale reprezentacja "Kangurów" nie jest już tak silna jak kiedyś.

Mocno spuścił z tonu Troy Batchelor, zupełnie zagubiony po ciężkich kontuzjach jest Rory Schlein, w polskiej pierwszoligowej szarzyźnie utknął Davey Watt, a powoływany do kadry z musu Cameroon Woodward, nigdy nie reprezentował choćby przyzwoitego poziomu. Dziś australijscy kibice marzą, by młodzi jak Jack Holder, wyrośli chociaż na zawodników pokroju dobrze znanych w Gorzowie Jasona Lyonsa czy Craiga Boyce'a.

Sobotnie, poranne zawody rozegrane zostaną na nowoczesnym, mieszczącym ponad 50 tysięcy kibiców stadionie Etihad Stadium w dzielnicy Docklands, który na co dzień użytkują zawodnicy futbolu australijskiego. Ostatnia runda IMŚ ma być nowoczesnym, atrakcyjnym widowiskiem, które ukaże wszystkim zgromadzonym dorobek australijskiego czarnego sportu.

Właśnie dlatego w oficjalnym treningu i konferencji prasowej udział wzięli niegdyś wielcy - Jason Crump oraz Leigh Adams. "Crumpy" wyjechał nawet na tor i pokazał, że mając czterdzieści lat na karku i wyraźnie zarysowany brzuszek, mógłby nadal rywalizować w profesjonalnych rozgrywkach sportowych.

Oby australijska edycja Grand Prix na stałe wpisała się do kalendarza czarnego sportu. Speedway bardzo potrzebuje świeżej, australijskiej krwi. Młodych gniewnych, którzy przyjeżdżając do Europy jedynie z bagażem mieszczącym się w plecaku, zdeterminowani są do ciężkiej pracy i wielkich sukcesów.

Dla nas, na lubuskiej ziemi, zawody w Melbourne będą wyjątkowo trzymające w napięciu, bo nasz młodzian Bartosz Zmarzlik, w inauguracyjnym sezonie w cyklu Grand Prix może zdobyć medal w klasyfikacji generalnej. Nawiązałby wtedy do wielkiego triumfu legendarnego Edwarda Jancarza, który w 1968 roku wrócił ze stadionu Ullevi w Goeteborgu z brązowym medalem, czy zdobywcy srebrnego i brązowego medalu IMŚ Zenona Plecha. Zmarzlik ma sezon konia, jeździ agresywnie i dynamicznie, a do obecnych sukcesów doszedł ciężką pracą, którą wykonuje codziennie ze swoim rodzinnym teamem. Myślę, że nasz junior w pełni zasłużył na to, by stanąć ostatecznie na podium w końcowej klasyfikacji generalnej. Wszystko rozstrzygnie się pomiędzy czterema asami: Hancockiem, Woffindenem, Zmarzlikiem i Holderem. Każdy ma argumenty, ale tylko trzech po rozegraniu dwudziestu trzech wyścigów w sercu ponadczteromilionowej australijskiej metropolii będzie szczęśliwych.

Jerzy Synowiec - znany gorzowski adwokat, niegdyś prezes Stali, obecnie radny