Sport.pl

Synowiec: Podpasione koty ze Stali, ogony w górę i do ataku!

Po sześciu kolejnych porażkach Stali Gorzów nie ma co oglądać się za siebie i biadolić. O dziwo wszystko jest jeszcze możliwe, nawet udział w dodatkowych meczach i walka o mistrzowski tytuł, wbrew tym, co uważają, że faza play-off jest już przegrana. Nie jest, gdyż czwarte miejsce po sezonie zasadniczym ciągle jest możliwe.
Gorzów.sport.pl i dziennikarze Gazety bliżej Ciebie - znajdź nas na Facebooku!

Otóż gorzowian czeka pięć meczów na własnym torze, i to meczów wcale nie z tych najtrudniejszych. Rzeszów, Tarnów, Grudziądz, Zielona Góra i Wrocław powinny w Gorzowie polec, i to za trzy punkty, bo straty poniesione na wyjeździe nie są tak duże, aby ich nie odrobić u siebie, i to niezależnie od tego, czy Krzysztof Kasprzak zacznie jechać czy też nie. Oczywiście karanie go odsunięciem od składu przy trenerze Stanisławie Chomskim nie wchodzi w grę. Na rozliczenia z zawodnikiem przyjdzie odpowiedni czas - po sezonie.

Pięć zwycięstw za trzy daje 15 punktów, a jest jeszcze wyjazdowy mecz w Rzeszowie, gdzie wstyd byłoby nie wygrać. To łącznie daje 17 pkt. Daję głowę, że czwarta obecnie wrocławska Sparta nie doda do obecnego stanu posiadania - 7 pkt - kolejnych dziesięciu, bo nie jest tak silna, a za chwilę będzie się ścigać głównie na wyjazdach. Także Falubaz Zielona Góra nie będzie miał łatwo przy kopii Kasprzaka, czyli Andreasie Jonssonie. Ach, gdzież podział się ten "walczak" z czasu, kiedy startował w Gorzowie, a potem w Bydgoszczy?

Czwartkowy mecz gorzowian z rzeszowską Stalą oczywiście musi być przełomowy, ale na szczęście to jest zespół, który da się złamać, i to bez trudu. Rzeszowianie w swoim składzie posiadają tylko dwóch zawodników ekstraligowych - Amerykanina Grega Hancocka i Duńczyka Petera Kildemanda o dźwięcznej ksywce "Pająk". Obaj na torze naszej Stali mogą zdobyć w sześciu startach około 25 punktów razem. Do tego bezbarwni na wyjazdach Peter Ljung i Kenni Larsen mogą razem dorzucić kilka punktów, co razem daje rzeszowianom ledwie 30 pkt. Na więcej w zasadzie nie mają co liczyć, choć młodzieżowcy powinni zdobyć jedno "oczko" z urzędu. Reszta rzeszowskiego zespołu, czyli "zwierzyniec" (Baran, Czaja, Lampart - ten ostatni, poza groźnym nazwiskiem, groźny na torze nie jest), może punkty zdobywać wyłącznie na defektach przeciwników.

Można przyjąć, że w przypadku gorzowian powinno sprawdzić się powiedzenie, że złe miłego początki. Wprawdzie internauci na portalu Sportowefakty.pl dają gorzowianom 40 procent szans na spadek z ekstraklasy, ale to raczej wynik złośliwej satysfakcji, że mistrzowi Polski idzie tak źle, bo zawołanie "bij mistrza" zawsze się sprawdza.

Mocno podpasione koty powinny postawić ogony w górę i do ataku! Czaję, Barana i starego, wyliniałego Lamparta można pogonić gdzie pieprz rośnie. Tym bardziej że ostatnie zwycięstwo rzeszowian w Gorzowie pamiętają tylko najstarsi kibice, a i to wydaje się nieprawdą, bo oni mieli moc tylko wtedy, kiedy przez pewien czas ich liderem był Piotr Świst.

Jerzy Synowiec - znany gorzowski adwokat, niegdyś prezes Stali, obecnie radny

Więcej o: