Synowiec: Tę książkę trzeba przeczytać ku pokrzepieniu serc

Ledwie kilka dni temu ukazała się książka Roberta Borowego ?Żużel nad Wartą 1990-2014?. Jest to ciekawie napisana monografia gorzowskiego żużla, stanowiąca kontynuację wcześniejszej pozycji pióra Jana Delijewskiego, obejmującej lata 1945-1989. Obie stanowią bezcenne kompendium wiedzy o sporcie, który w Gorzowie zawsze był numerem jeden.
Gorzów.sport.pl i dziennikarze "Gazety" bliżej Ciebie - znajdź nas na Facebooku!

Dzisiaj coraz mniej ludzi kupuje książki, ale te wydawnictwa warto mieć w swojej bibliotece, bo pamięć o historii Stali pozwala lepiej zrozumieć to, co się dzieje obecnie.

Książkę Roberta Borowego przeczytałem w jeden wieczór, bo pisze on o czasach, kiedy przez wiele lat uczestniczyłem w życiu klubu bardzo aktywnie i mnóstwo opisanych tam wydarzeń oglądałem na żywo.

Rzecz zaczyna się w 1990 roku, który i dla gorzowskiego, i dla polskiego żużla miał charakter przełomowy. To rok, kiedy Stal przegrywa w meczu ligowym w Lublinie 17 do 72, i jest to do dzisiaj najwyższa, niemożliwa do powtórzenia porażka gorzowian. To jest też czas, kiedy kończy się funkcjonujący do tej pory - znakomicie zresztą - patronat Zakładów Mechanicznych i klub staje w obliczu upadku. To jest też rok, który brutalnie odsłonił słabość całego polskiego żużla. W Gorzowie, w eliminacyjnym turnieju Drużynowych Mistrzostw Świata, Polska reprezentacja została rozgromiona nie tylko przez Australijczyków, ale też przez Węgrów i Finów, zdobywając ledwie 11 punktów (Tomasz Gollob - 4, Ryszard Franczyszyn - 1). Tak więc na początku przemian ustrojowych mieliśmy całkowitą klapę. Stali groził upadek, a polski żużel był w najcięższym kryzysie w historii. Ale od 1991 r. i Stal, i polski żużel odbiły się od dna i rok po roku pięły się wyżej. Robert Borowy pisze o tym ze znawstwem i miłością.

Książka kończy się na roku 2014. Stal Gorzów po 31 latach przerwy ponownie zostaje drużynowym mistrzem Polski, a polski żużel dzieli i rządzi na światowych torach, biało-czerwoni seryjnie zdobywają medale indywidualne i drużynowe. Ale to też rok znamienny, bo już kilka miesięcy po zakończeniu sezonu okazało się, że polskie ligi rozpadają się jak domek z kart, a niemal wszystkie drużyny mają większe lub mniejsze kłopoty finansowe. Byt trzech lig jest już nie tyle zagrożony, ile przesądzony. Dzisiaj polskich zespołów (startujący w pierwszej lidze Daugavpils jest łotewski) z trudem wystarczy na obsadzenie dwóch klas rozgrywkowych, a za chwilę być może wszyscy pojadą w jednej lidze.

Na świecie jest jeszcze gorzej. Zniknął żużel w USA (samotny Greg Hancock, mieszkający zresztą w Europie, niczego tu nie zmienia), Nowej Zelandii, RPA, na Węgrzech, w Austrii, a w kilku kolejnych krajach istnieje tylko teoretycznie - Norwegia, Finlandia, Rumunia, Holandia, Włochy, Słowacja. Nawet żużel w Czechach i Niemczech jedynie przypomina naszą drugą ligę.

O ile więc kryzys polskiego żużla w 1990 roku miał charakter związany z transformacją ustrojową, a w tym czasie żużel światowy miał się w miarę dobrze, a na przykład liga angielska była niedościgłym wzorem, o tyle teraz mamy do czynienia z kryzysem żużla wszędzie. Właściwie poza Polską nikt nie ściga się na poważnie w ligach, które przypominają bardziej piknikową zabawę (Szwecja, Anglia) niż poważny sport, a ligi duńska, fińska, czeska czy niemiecka to zupełna zabawa, niewywołująca żadnych emocji, a zawody ogląda z reguły kilkadziesiąt osób.

Sezon 2015 z pewnością da nam odpowiedź na pytanie: czy żużel jako dyscyplina da radę podnieść się z kolan, czy też będziemy obserwowali jego powolne konanie, przy czym u nas będzie ono najbardziej widowiskowe i najbardziej bolesne. Tym bardziej, ku pokrzepieniu serc, książkę Roberta Borowego musowo trzeba przeczytać.

Jerzy Synowiec - znany gorzowski adwokat, niegdyś prezes Stali, obecnie radny