Synowiec: Ekstraligo, zrzucisz się po parę tysięcy, aby pomóc Kolejarzowi Opole?

Za miesiąc pierwsze mecze towarzyskie zespołów żużlowej ekstraklasy i na nich będzie się koncentrowała cała uwaga żużlowego świata. Na zapleczu ekstraligi wystartuje siedem zespołów, co oznacza, że produkt pod nazwą Nice Polska Liga Żużlowa straci marketingowo już na starcie.
Gorzów.sport.pl i dziennikarze Gazety bliżej Ciebie - znajdź nas na Facebooku!

Siedem drużyn w pierwszej lidze oznacza, że zawsze ktoś będzie pauzował. Mało tego, wśród tych zespołów - zdaje się - nie ma żadnego, który miałby ambicje i możliwości awansu do wyższej klasy, może poza Orłem Łódź, ale chimeryczność obietnic szefa tego klubu Witolda Skrzydlewskiego nie daje żadnej pewności.

Za to w drugiej lidze prawdziwa tragedia. Na niewiele ponad miesiąc przed startem ligi nawet z grubsza nie wiadomo, kto wystartuje. Ciągle ważą się losy klubów z Gdańska i Częstochowy, które ani myślą spłacać wielomilionowe długi, a taki warunek stawiają władze polskiego żużla. I tak źle, i tak niedobrze. Jeśli nie wystartują, wypadną dwa ważne ośrodki żużlowe z ogromnymi tradycjami. Jeśli pozwoli się im wystartować pomimo niespłaconych długów, to zawodnicy na zawsze będą mogli zapomnieć o swoich należnościach idących w setki tysięcy złotych, a w niektórych przypadkach nawet w miliony.

Ale jest też klub, dla którego barierą być może nie do przeskoczenia jest kwota ledwie 70 tys. zł, warunkująca dopuszczenie do rozgrywek. To Kolejarz Opole - drugi biegun polskiego sportu żużlowego. W 2014 roku Kolejarz zajął ostatnie miejsce w drugiej lidze, choć klub funkcjonujący od 1957 r. miał też przecież swoje dni świetności. W 1969 r. awansował do ówczesnej najwyższej, czyli pierwszej ligi i w kolejnym sezonie od razu był rewelacją, zajmując w rozgrywkach trzecie miejsce, co do dzisiaj jest największym osiągnięciem drużyny z Opola.

W zespole jeździli wtedy tacy zawodnicy jak Jerzy Szczakiel, późniejszy mistrz świata, Stanisław Bombik, Stanisław Skowron, Zygfryd Friedek, a następnie bracia Stachowie, Alfred Siekierka, Leonard Raba i Wojciech Załuski. To była elita polskiego żużla. Przez kolejnych 15 lat zespół jeździł w ligowej elicie. W 1988 r. zabrakło jednak sił na utrzymanie się i nastąpił spadek najpierw na zaplecze ekstraligi, a potem do drugiej ligi, gdzie zespół tkwi po dziś dzień. Z opolskiego zespołu zawodnicy nie odchodzili do innych klubów, oni emigrowali do Niemiec tak masowo, że nie wystarczyło wychowanków, aby naprędce zapełniać dziury. Wprawdzie jeszcze pojawiały się zagraniczne gwiazdy - Anglik Sean Wilson, trzeci w pamiętnym finale mistrzostw Europy juniorów w 1987 r. w Zielonej Górze, gdzie wygrał Gary Havelock, a drugi był Piotr Świst czy sympatyczny Węgier Zoltan Hajdu, a kapitanem na długie lata został były gorzowianin Adam Czechowicz, którego okresowo wspierali i Robert Flis, i Piotr Rembas, ale zespół staczał się po równi pochyłej.

Miasto przeznaczało na opolski żużel symboliczne kwoty, pomimo obietnic nie udało się porozumieć z właścicielem stadionu - PKP - co do jego unowocześnienia i dzisiaj obraz żużla w Opolu jest taki, że stadion przypomina lata co najwyżej 70., zespół to zbieranina przypadkowych zawodników, niechcianych gdzie indziej, brak własnych wychowanków i ostatnie miejsce w drugoligowej tabeli.

Teraz jest wprawdzie chętny do zgłoszenia zespołu do rozgrywek - to miejscowa firma Hawi, ale nie ma ona najmniejszej ochoty na uregulowanie długu w kwocie 70 tys. zł (tak, tak, to dla niektórych klubów niewyobrażalne pieniądze), bez czego nie dostanie zgody na występy. To zaś z kolei oznacza, że z żużlowej mapy zniknie kolejne miasto. Miasto, w którym na jednym z rond stoi pomnik żużlowego mistrza świata Jerzego Szczakiela. Może warto by było, aby kluby ekstraligi, dla których 70 tys. to ledwie wynagrodzenie dla jednego zawodnika i to w jednym meczu, ogłosiły szybką zbiórkę (ledwie po 9 tys. od każdego) i uratowały klub, któremu historia żużla wiele zawdzięcza. Gdańsk i Częstochowa na swój los pracowały latami i muszą sobie pomóc same. Opole jest biedne jak kościelna mysz już od wielu lat i żyje tylko dzięki pasji niewielkiej grupy ludzi. Im warto i trzeba pomóc.

Jerzy Synowiec - znany gorzowski adwokat, niegdyś prezes Stali, obecnie radny