Sport.pl

Na żużlu kibic dostał kamieniem w oko. Nie będzie odszkodowania. Sąd: "Takie piękno tego sportu, że się kurzy"

Andrzej Gonerski został uderzony kamieniem podczas zawodów żużlowych w Gorzowie i prawie stracił lewe oko. - To był nieszczęśliwy wypadek, za który klub Stal Gorzów nie może ponosić odpowiedzialności - uznał gorzowski sąd.
Gorzów.sport.pl i dziennikarze Gazety bliżej Ciebie - znajdź nas na Facebooku!

Takiej sprawy w sądzie jeszcze nie było. Kibic żużla omal nie stracił wzroku na stadionie. Domagał się zadośćuczynienia od klubu za to, że kamień, który wyleciał spod koła jednego z motocykli, uderzył go w oko. Wszystko działo się podczas zawodów młodzieżowych w Gorzowie w lipcu 2012 r.

Prawnik kibica: Klub odpowiada za wszystko

Miał przeciętą rogówkę, tęczówkę i ranę źrenicy, ale - dzięki szybkiej operacji w gorzowskim szpitalu - oko udało się uratować. Dziś ma za to znacznie słabszy wzrok, prawie minus 6 dioptrii.

Po wypadku kibic zgłosił się do klubu, ale ten odesłał go do ubezpieczyciela. Firma Gothaer nie chciała wypłacić odszkodowania, zakładając, że był to nieszczęśliwy wypadek.

Andrzej Gonerski poszedł do sądu, chciał ponad 50 tys. zł zadośćuczynienia. Razem ze swoim prawnikiem argumentował, że klub ponosi odpowiedzialność kontraktową. Zdaniem kibica zawarł on umowę z klubem, kupując karnet na cały sezon. - Stal Gorzów powinna więc odpowiadać za wszystko, co dzieje się na stadionie podczas zawodów - podkreślał w środę pełnomocnik 22-letniego kibica.

Sądu nie przekonał. - To typowy nieszczęśliwy wypadek - powiedziała sędzia Olimpia Barańska-Małuszek i oddaliła powództwo jako niezasadne.

Winę organizatora trzeba udowodnić

Organizator musi mieć ubezpieczenie, choćby podstawowe - od odpowiedzialności cywilnej. I klub takie miał.

Sędzia wyliczała, że odpowiedzialność organizatora opisana w Ustawie o bezpieczeństwie imprez masowych opiera się na zasadzie winy. - Nie jest to odpowiedzialność na zasadzie ryzyka, czyli odpowiedzialność absolutna, którą wyłącza tylko siła wyższa albo udział osoby trzeciej - argumentowała.

Gonerski oprócz szkody, jaką niewątpliwie poniósł, powinien przede wszystkim wykazać więc winę organizatora. To - zdaniem sądu - mu się nie udało.

- Zawody odbyły się zgodnie z regulaminem, tor też był regulaminowy. Dodatkowo zawodnicy mają deflektory, które minimalizują możliwość odsypywania się luźnego materiału w kierunku innych zawodników i publiczności. Z kolei szyby pleksi [jak w hokeju - przyp. red.] osłaniające trybuny od toru, o których mówiła strona powodowa, nie są w Polsce wymagane - wyliczała sędzia Barańska-Małuszek.

I podkreśliła: - Wszelkie normy zostały spełnione. Nie można zarzucić organizatorowi, że nie wypełnił swoich obowiązków.

W swoim długim, kilkunastominutowym wywodzie sędzia wydziału cywilnego Sądu Rejonowego w Gorzowie pochyliła się nawet nad kamieniem, który trafił w oko kibica. Jej zdaniem dziś nie można stwierdzić, czy był regulaminowy (grysik o średnicy do 4 mm), czy nie. Bo nikt go nie widział, nikt go nie znalazł.

To był nieszczęśliwy zbieg okoliczności

Sędzia Barańska-Małuszek zaznaczała, że w dobie ubezpieczeń i "świata bezpiecznego" nadal jest miejsce na nieszczęśliwe wypadki. - Czasami jest tak, że zdarzy nam się jakieś nieszczęście, a niekoniecznie ktoś ponosi za to odpowiedzialność i winę - podkreślała.

Przypominała zeznania sędziego zawodów Piotra Nowaka, który opowiadał, że sam oberwał kamieniem, gdy w młodości oglądał żużel z trybun. - Na tym polega piękno i specyfika tego sportu, że się kurzy, że się jeździ po nawierzchni miękkiej. To naprawdę nieszczęśliwy zbieg okoliczności, że kamień przeleciał kilkadziesiąt metrów, aż za sektor trybun, gdzie stał kibic - zaznaczała Olimpia Barańska-Małuszek.

Nie wiadomo, czy Gonerski będzie się odwoływał. Studiuje w Poznaniu i nie było go w środę w gorzowskim sądzie.

Więcej o: