Sport.pl

Żużel w sądzie. Czy klub jest winny temu, że kibic dostał kamieniem w oko?

Andrzej Gonerski, młody kibic Stali Gorzów, został zraniony kamieniem podczas zawodów żużlowych w 2012 r. Od razu trafił na stół operacyjny. Prawie stracił wzrok. W tym tygodniu sąd przesłuchał arbitra tego meczu i poszkodowanego 22-latka. Wkrótce dowiemy się, czy był to jedynie nieszczęśliwy wypadek, czy do zdarzenia doszło w wyniku zaniedbań klubu żużlowego - organizatora zawodów.
Gorzów.sport.pl i dziennikarze Gazety bliżej Ciebie - znajdź nas na Facebooku!

Sędzia Olimpia Barańska-Małuszek z Wydziału I Cywilnego Sądu Rejonowego w Gorzowie potrzebuje czasu, by jeszcze raz przeanalizować zeznania świadków i poszkodowanego w tej sprawie Andrzeja Gonerskiego. Do przejrzenia są dwa tomy akt, a w nich kilkaset stron zapisu rozprawy, która trwa od ponad pół roku. Wkrótce sąd zdecyduje, co dalej.

Jeśli uzna, że uderzenie kamieniem w oko podczas zawodów żużlowych to jedynie nieszczęśliwy wypadek, chłopak nie będzie mógł liczyć na pieniądze od klubu Stal Gorzów. Gdy sąd zdecyduje, że jednak organizator jest tu winny i doszło do zaniedbań, konieczne będzie powołanie biegłego sądowego, konkretnie: lekarza okulisty. Specjalista oceni stopień uszczerbku na zdrowiu. Od tego w głównej mierze zależeć będzie kwota ewentualnego zadośćuczynienia dla młodego kibica żużla z Gorzowa.

Sędzia nie dostał wezwania, bo doręczyciel... "widocznie lepił pierogi"

W poniedziałek do sądu w Gorzowie dotarł w końcu Piotr Nowak, sędzia żużlowy z Torunia. Wzywany był trzy razy, do sądu jednak nie przyjeżdżał. Sędzia Barańska-Małuszek zdecydowała więc, że na tę rozprawę - jeśli będzie taka potrzeba - przywiozą go policjanci. Wystarczył telefon "po dobroci".

Okazało się, że przesyłki były wysyłane na prawidłowy adres, ale z niewiadomych przyczyn do Nowaka nie docierały, nie dostawał też awizo (tu się kłania kontrakt ministerstwa z firmą InPost).

- Ja tam w zasadzie mieszkam, ale czasem przez kilka dni przebywam poza domem. Listonosz mnie zawsze potrafił znaleźć, a oni mieli problem - tłumaczył sędzia żużlowy.

- Widocznie w grudniu lepili pierogi, a nie doręczali przesyłki - zgryźliwie skomentowała sędzia Barańska-Małuszek.

Komu zdarzyło się dostać kamieniem na żużlu

I zaczęła dokładnie wypytywać sędziego Nowaka o procedury podczas zawodów żużlowych. Arbiter z Torunia zeznawał przez ponad dwie godziny. Zapewniał, że tor był odpowiednio twardy. Mówił, na co zawsze zwraca uwagę przed meczem i w trakcie zawodów.

Tłumaczył też, że motocykle za tylnym kołem mają tzw. deflektory, dzięki którym "większość kamieni powinna zostać wychwycona".

Przyznał, że kiedyś też mu się zdarzyło dostać kamieniem w twarz, gdy siedział na trybunach. - To było dawno temu, jak byłem młody. Ale z kolei rok temu na zawodach w Rawiczu dostałem błotkiem, a siedziałem w wieżyczce sędziowskiej nad prostą startową - opowiadał Piotr Nowak.

Dramat młodego kibica żużla

Mniej szczęścia miał 22-letni Andrzej Gonerski, gorzowianin walczący w sądzie o zadośćuczynienie od klubu, któremu kibicuje od dziecka.

To było w lipcu 2012 r. Młody chłopak razem z tatą Krzysztofem oglądali zawody młodzieżowe na stadionie żużlowym w Gorzowie. Stali na tzw. koronie stadionu, nad ostatnim rzędem krzesełek trybuny niskiej (mieli karnety na trybunę wysoką, ale podczas tej imprezy była zamknięta), kilkadziesiąt metrów od bandy okalającej tor. Podczas jednego z ostatnich wyścigów spod koła jednego z motocykli z dużą siłą wyleciał nierozdrobniony kamień. "Pocisk" z toru uderzył prosto w szkiełko okularów, a to wbiło się w lewe oko młodego kibica żużla.

Z przeciętą rogówką, tęczówką i raną źrenicy Andrzej jeszcze tego samego wieczora trafił na stół operacyjny w gorzowskim szpitalu. Oko udało się uratować.

Dlaczego walczy z ukochanym klubem

Gorzowianin w poniedziałek przed sądem długo wyliczał, ile musiał się po tym wypadku nacierpieć. Leczenie trwało rok. W tym czasie musiał brać specjalne krople do oczu, przez kilka miesięcy także znieczulające.

- Do dziś mnie oko pobolewa, zwłaszcza przy zmianie światła czy pogody. Mam blizny i znacznie słabszy wzrok. W momencie wypadku miałem minus 0,75 dioptrii, dziś prawie minus 6 - opowiadał Andrzej Gonerski. Żalił się, że nie może za długo siedzieć przy komputerze. Podkreślał, że wada wzroku utrudnia mu studia na kierunku elektronika i telekomunikacja.

Po wypadku kibic zgłosił się do klubu, ale ten odesłał go do ubezpieczyciela (dziś to firma Gothaer). Firma nie chciała wypłacić odszkodowania, zakładając, że to był nieszczęśliwy wypadek. Gonerski poszedł do sądu. Domaga się od klubu ponad 50 tys. zł zadośćuczynienia.

Więcej o: