Synowiec: Żużlowi prezesi, a nie zawodnicy, wreszcie rozdają karty. Tak trzymać

Jerzy Synowiec

Jerzy Synowiec (Fot. Daniel Adamski / Agencja Gazeta)

Okres od listopada do marca to wprawdzie w żużlu martwy sezon, ale poza torem dzieje się dużo i kto wie, czy właśnie teraz nie decydują się losy ekstraligi. Z jednej strony płyną złe wieści o upadku kilku klubów, ale w zamian za to żużlowy świat wreszcie normalnieje i to w przyśpieszonym tempie.

Gorzów.sport.pl i dziennikarze Gazety bliżej Ciebie - znajdź nas na Facebooku!



Pierwsza ważna informacja jest taka, że lada moment zostanie ogłoszone, kto wygrał przetarg na pokazywanie w telewizji meczów ekstraligi. Spekuluje się, że zainteresowanych jest kilka stacji telewizyjnych, w tym zagraniczne i że cena za trzyletni pakiet ma oscylować pomiędzy 20 a 30 milionami złotych dla całej ligi. Gdyby tak się stało, to po raz pierwszy w historii kluby otrzymałyby solidny zastrzyk finansowy z telewizji (około miliona złotych rocznie każdy). Wprawdzie do piłki nożnej i tak jest bardzo daleko, ale kto wie, czy to właśnie nie telewizja uratuje polski żużel, który pod ciężarem braku kasy chyli się i wali w gruzy.

Mijający rok to też kres finansowego eldorado dla zawodników. Już nigdy nie będą dostawali oni gigantycznej kasy tylko za to, że są. Nie będzie milionów za tak zwany podpis pod kontraktem, a każdy, nawet mistrz świata, będzie musiał pieniądze podnieść z toru. Jako ostrzeżenie można tu wskazać drogę, jaką w ostatnich latach przebył żużel w Anglii. Rok po roku odchodzili z angielskiej ligi najlepsi zawodnicy, spadało zainteresowanie kibiców i mediów. I doszło wreszcie do tego, że w sezonie 2015 w Elite League będzie jeździło zaledwie osiem zespołów, a więc najmniej w całej historii tych rozgrywek. Mało tego, z jazdy w lidze angielskiej zrezygnował jedyny liczący się w świecie Anglik - Tai Woffinden. To zaś oznacza koniec ligi angielskiej jako zabawy w poważny sport. W tej sytuacji ostaje się liga w Polsce i w Szwecji, choć i Szwedzi mają problemy nie mniejsze niż u nas, bo tamtejsza Elitserien nie pojedzie w komplecie.

U nas ciągle nie wiadomo, czy wiosną w ekstralidze wystartuje osiem zespołów, czy też może siedem, a nawet sześć. Ta ostatnia wersja raczej nam nie grozi, choć zespół z Wrocławia najpierw objedzie spotkania u siebie, a potem będzie jeździł tylko na wyjazdach. Nikt jednak nie wie, co się stanie, jeśli wrocławianie awansują do play-off, bo wtedy nie będą już mieli własnego stadionu. Olimpijski idzie do generalnego remontu, co w dalszej perspektywie cieszy, ale czy przez ten czas wrocławski żużel nie padnie?

Nigdy nie było też tak, aby w grudniu czołowi polscy zawodnicy pozostawali bez kontraktów. Na dzień dzisiejszy bez klubu jest znany wędrowniczek - maruda Grzegorz Walasek i co było do przewidzenia - Tomasz Gollob. Nawet mistrzowi świata Gregowi Hancockowi gwałtownie kurczą się możliwości. Czyżby wszyscy mieli wylądować w pierwszej lidze?

Aż trudno uwierzyć, że to nie zawodnicy rozdają już karty, ale klubowi prezesi. Żużlowy świat normalnieje. Może za rok lub dwa powrócimy do czasów, że żużel to przede wszystkim walka na torze, a nie walka o pieniądze poza torem. Nawet Wielki Mag czyli Marek Cieślak, z którym w Tarnowie nie przedłużono umowy, wylądował ledwie w pierwszej lidze, czyli w Ostrowie. Czyli lepiej brać co jest, niż czekać na cuda, a w Ostrowie po wielu latach chudych może da się zbudować coś na miarę oczekiwań. Dla Cieślaka zadanie w postaci wprowadzenia Ostrowa do ekstraligi to pikuś.

Więcej informacji sportowych szukajcie na Gorzów.sport.pl



U naszych sąsiadów za miedzą rewolucja. Kto będzie prezesem, kto trenerem, a kto wzmocni zespół - trwają spekulacje. Dla nas - dla gorzowian - silny Falubaz to dar boży, bo co to za przyjemność lać w lidze słabeusza i kto miałby to oglądać. Jeśli wyląduje tam Stanisław Chomski to będzie znak, że do Zielonej Góry trafi też silny junior z Gdańska, czyli Krystian Pieszczek, a nadto waleczny Duńczyk Kildemand, a nie chimeryczny Walasek. Tak więc z jednej strony płyną złe wieści o upadku kilku klubów, ale w zamian za to żużlowy świat wreszcie normalnieje i to w przyśpieszonym tempie. Czyli złe dobrego początki. I tak trzymać.

Jerzy Synowiec - znany gorzowski adwokat, niegdyś prezes Stali, obecnie radny