"Przegląd Sportowy": Polakom Stelmet płaci inaczej

Jaka jest prawda o stanie finansów i płac u koszykarskiego wicemistrza Polski? Plotki o tym, że Stelmet Zielona Góra nie reguluje zobowiązań wobec graczy i trenerów krążą niemal od początku sezonu. Czy tylko dlatego, że wpisują się w słabą grę i porażki?
Stelmet przegrał wszystkie starcia w Pucharze Europy i z bilansem 0:6 zajmuje ostatnie miejsce w grupie F. Trudniej znieść i pojąć marną dyspozycję oraz piątą lokatę z bilansem 4:3 w Tauron Basket Lidze. Bo tutaj zbudowana przez szefów zielonogórskiego klubu drużyna dostała zadanie, by odzyskać mistrzowską koronę.

Jedna z wersji, o której kibice mówią i piszą, brzmi: Stelmet nie płaci. Zapytaliśmy o to wprost właściciela zielonogórskiego klubu. - Bzdura - odrzekł Janusz Jasiński. Nie ma żadnego drugiego dna związanego z problemem finansowym. Proszę zresztą zapytać koszykarzy. Im przecież nie można odmówić, że się nie starają. Chodzi o to, że im nie wychodzi.

Bodaj tydzień później Jasiński ustosunkował się do finansowej kwestii Stelmetu na łamach SportowychFaktów.pl. Rzekł wtedy tak: - Nie ma żadnych problemów z finansami. Na dzień dzisiejszy sytuacja jest pod kontrolą. Sytuacja nie jest ani lepsza, ani gorsza, w porównaniu do tego, co było w dwóch poprzednich sezonach. Jest stabilnie, ale ciągle poszukujemy pieniędzy.

Jeżeli przeanalizować obie wypowiedzi dokładnie, nie padło zdanie, że wszystkie pensje są płacone w umówionej kwocie i w umówionym terminie. A w poprzednich sezonach opóźnienia z wypłatami w Stelmecie zdarzały się i bywało o nich dość głośno.

Jasiński na antenie Radia Zielona Góra przed rokiem próbował przeforsować teorię, że koszykarzom pokroju Koszarka - i chodziło głównie o wysokość kontraktu - kasa musi się zgadzać przede wszystkim na koniec sezonu. A w trakcie jego trwania poślizgi terminów są dopuszczalne, ponieważ nie mamy do czynienia z grupą ludzi, którzy żyją "od pierwszego do pierwszego". Wprawdzie sam Koszarek chyba nigdy nie ustosunkował się do tej teorii. Niemniej nie było słychać, by próbował rozstać się ze Stelmetem.

Wróćmy jednak do bieżącego sezonu. Tu minął kolejny tydzień i o finansach w klubie koszykarskiego wicemistrza Polski napisał "Przegląd Sportowy". "PS" pogłębił temat i cytując anonimowego informatora rozgraniczył rzecz na płace polskich graczy oraz obcokrajowców. "Do teraz polscy gracze powinni otrzymać już cztery wypłaty, ale dopiero kilkanaście dni temu przesłano im pierwszą pensję. Wcześniej o pieniądze udało się doprosić Kamilowi Chanasowi, ale tylko ze względu na ważną sprawę osobistą. Gracze, którzy występowali w Zielonej Górze w poprzednim sezonie i odeszli, nadal nie zostali rozliczeni. Oczywiście inaczej wygląda sytuacja obcokrajowców. Oni po nieotrzymaniu pieniędzy przez tak długi okres pewnie by wyjechali do domu" - cytuje wypowiedź "Przegląd".

W tej samej publikacji wypowiada się także Jasiński. Konsekwentnie zaprzecza: "Z tego co mi wiadomo, obecnie wszystkie płatności są uregulowane na bieżąco, może jeden czy dwa przelewy gdzieś uciekły. Nie wiem, skąd biorą się takie pogłoski o zaległościach i gdzie te wróbelki ćwierkają...". Dalej Jasiński wbija szpileczkę w swój ulubiony PGE Turów Zgorzelec. Poddaje też pod rozwagę, że gdyby głęboka zapaść finansowa faktycznie trapiła Stelmet, to nie doszłoby przed tygodniem do zatrudnienia nowego trenera - Saso Filipovskiego.

I tu trzeba przyznać, że - jak na standardy Tauron Basket Ligi - zielonogórski klub ma na utrzymaniu pokaźny zastęp trenerów. W trakcie ostatniego pucharowego meczu w Zielonej Górze przy drużynie było ich aż pięciu: główny - Saso Filipvski, asystenci - Andrzej Adamek, Artur Gronek, Arkadiusz Miłoszewski, trener przygotowania fizycznego - Cole Hariston. Ale to jeszcze nie koniec wyliczanki. Bo wedle słów Jasińskiego na utrzymaniu klubu wciąż pozostaje zdobywca trzech medali - Mihailo Uvalin.

Jak to tłumaczyć?

Można na przykład tak: Stelmet gra va banque, by za wszelką cenę odbić mistrzostwo. Bo to da przepustkę do Euroligi i mocną kartę przetargową w rozmowach ze sponsorami.

Inna możliwość: plotki o grubym zatorze płacowym są grubo przesadzone. A podłoże słabej gry i niepowodzeń to wyłącznie temat sportowy lub interpersonalny.

Jeszcze inna: gruby zator jest, ale klub spodziewa się zastrzyku gotówki po Nowym Roku i rzeczywiście kontroluje sytuację.

I na koniec bardziej wniosek niż kolejny wariant: jeżeli zielonogórski zespół zacznie wreszcie dominować w TBL i wygrywać w Eurocup, o niepłaceniu i płaceniu rozmów oraz artykułów najpewniej będzie o wiele mniej.

Tło dla Wisły? Nie! Akademiczki napędziły mistrzyniom stracha