Sport.pl

Europa nie zna litości dla Zielonej Góry. Piąty raz w ucho!

Trener Saso Filipovski przejął drużynę koszykarzy Stelmetu Zielona Góra we wtorek, w środę poprowadził w pierwszym meczu i przełknął gorycz pierwszej porażki - 69:79 z mistrzami Łotwy BK Ventspils. Dla zielonogórskiej drużyna była to już piąta z rzędu przegrana w fazie grupowej Eurocup.
Koszykarze z Zielonej Góry na dzień dobry pokazali nowemu trenerowi, że zmagają się z niekłamanym kryzysem, a ich ofensywne akcje cechuje przede wszystkim bezskuteczność. Stelmet potrzebował przeszło trzech minut gry, by pierwszy raz wrzucić piłkę do kosza. Słowem, w ataku zaczęło się jak zwykle... Udało się kilka akcji, ale w większości były pudła, straty, droga przez mękę. Saso Filipovski w pierwszej kwarcie dwa razy wzywał drużynę na naradę i pewnie apelował o stosowanie najprostszych i najpewniejszych środków. Te bardziej skomplikowane niosły nieporozumienia i podania do krainy zagubionych piłek.

Różnica względem poprzednich spotkań w Pucharze Europy polegała na tym, że tym razem zielonogórski zespół nie dał swobody przeciwnikom, nie pozwolił rozhulać się, rozwinąć skrzydeł w ataku. Koszykarze BK Venspils nie strzelali do gospodarzy meczu jak do kaczek. Może dlatego, że byli słabsi niż inni rywale Stelmetu. Ale da się też obronić wersję, że Stelmet sprawniej i w sposób bardziej zdyscyplinowany gnał po popsutej akcji do obrony. Coś jeszcze w pierwszej kwarcie wychodziło wicemistrzom Polski lepiej niż zazwyczaj. Wprawdzie nie nadużywali prób trzypunktowych, ale to, co odpalili, w większości doleciało do celu.

Niestety, opowieść o nieco lepszym Stelmecie (o ile w ogóle była prawdziwa i nie wynikała bardziej z tego, co chciałoby się zobaczyć) wraz z nastaniem drugiej kwarty należało odłożyć na półkę z bajkami dla naiwnych dzieci. Szczęście, że przez ostatnie dwie-trzy minuty przed przerwą zielonogórscy koszykarze ogarnęli się, wyłowili kilka przechwytów w obronie i skutecznie skontrowali. W przeciwnym razie wynik już do przerwy byłby beznadziejny. A tak, skończyło się na 33:45. Co w połączeniu z tradycją mocnych trzecich kwart Stelmetu dawało jeszcze nadzieję na garść emocji. Tak... Tyle że w środowy wieczór gracze zespołu z Zielonej Góry nie uszanowali swego bodaj jedynego dobrego zwyczaju. Na trzy minuty przed końcem trzeciej kwarty przegrywali różnica 20 punktów! Wykaraskali się z tego mocną obroną i trójkami Steve'a Burtta.

Mistrzowie Łotwy z jednej strony mogli pluć sobie w brody, że już przed ostatnią kwartą nie dobili wicemistrzów Polski. Z drugiej strony po trzech kwartach ważnego wyjazdowego meczu wygrywali 64:49, trzymali dość równy poziom, w trudnych chwilach bez mała niezawodny bywał Mire Chatman. I pozbierawszy to wszystko, trener Roberts Stelmahers, niegdyś koszykarz Zastalu Zielona Góra i Śląska Wrocław, mógł trzymać się myśli, że jego drużyna nie pokpi sprawy w najważniejszej części spotkania. I może właśnie dlatego Stelmahers zagotował się, gdy na początku kwarty numer cztery Burtt zdobył pięć punktów z rzędu bez odpowiedzi gości z Windawy. Przy różnicy 10 punktów między prowadzącymi a goniącymi już zrobiło się ciekawie, a nad ławką BK Ventspils gromadziły się nerwy i strach, że tak długo utrzymywana przewaga może się wymknąć w najmniej odpowiednim momencie.

Stelmet wyczuwał szansę. Bronił w tym okresie dobrze lub bardzo dobrze. Straty nadrabiała piątka z Burttem, Łukaszem Koszarkiem i Przemysławem Zamojskim - razem na boisku. Ale BK Venspils złapał w końcu drugi oddech, gdy ważną trójkę trafił Troy Barnies. Z minutę później Koszarek spadł za złamanie limitu fauli. Zostawało już zbyt mało czasu, a mistrzowie Łotwy grali zbyt odpowiedzialnie, by wypuścić wygraną. I tak oto zielonogórska drużyna została przybita do dna tabeli grupy F Eurocup. Tkwi tam osamotniona z kompletem pięciu porażek. - Kluczem do naszego sukcesu było powstrzymanie kontry Stelmetu - tłumaczył na gorąco Stelmahers.

- Czeka nas dużo pracy, krok po kroku, dzień po dniu - zapowiedział Filipovski. Można zakładać, że praca zacznie się od obrony przeciwko dwójkowym zagraniom typu pick'n'roll. Dlaczego? - Dziś nasz rywal miał skuteczność rzutów za dwa punkty na poziomie blisko 60 procent, a to znaczy, że obrona funkcjonowała źle - wskazał nowy trener Stelmetu. - Będziemy zmieniać styl gry i mocno stawiać na defensywę - zapewnił Słoweniec.

STELMET ZIELONA GÓRA - BK VENTSPILS 69:79

KWARTY: 18:23, 15:22, 16:19, 20:15.

STELMET: Zamojski 21 (4x3), Cel 5 (1), Hosley 4, Hrycaniuk 2, Koszarek 0 oraz Burtt 20 (3), Troutman 15 (1), Johnson 2, Chanas 0, Kucharek 0.

BK VENTSPILS: Chatman 17 (3x3), Grant 14, Barnies 13 (3), Peiners 8 (1), Gulbis 5 (1) oraz Vairogs 8 (2), Meiers 4, Grazulis 4, Butjankovs 2, Ate 2 , Lejasmeiers 2.

1. Lokomotiv Krasnodar55+98
2. PAOK Saloniki54+7
3. Pinar Izmir53+10
4. BK Ventspils52-7
5. Budocnost Podgorica51-30
6. Stelmet Zielona Góra50-78
Do drugiej fazy awansują cztery czołowe drużyny.

Więcej o: