Koszykarski Stelmet świetny tylko przez kwartę. Przez trzy słabiuśki

Czwarty występ i czwarta porażka wicemistrzów Polski w Eurocup. Przed wyprawą do Izmiru chyba nikt, nawet w zielonogórskim klubie, nie spodziewał się, że skończy się inaczej. Poszukujący formy i zgrania Stelmet wpadł na faworyta, przegrał bezdyskusyjnie 67:83. Ale zdarzyły się w tym meczu rzeczy zdumiewające.
Przed wylotem do Turcji as zielonogórskiego zespołu Quionton Hosley wzywał swoich kumpli z drużyny, żeby coś mu udowodnili. Pokazali, że są twardzielami i mają jaja.

Dramat pierwszej połowy

Hosleya tak ogólnie uwielbiamy i wiele mu wybaczamy. Niestety, trzeba to powiedzieć, że już w pierwszej kwarcie amerykański skrzydłowy jakby nie czekał na to, co pokażą koledzy, tylko sam pokazał im, jak wygląda obłęd. To nawet nie była seria, tylko istna symfonia błędów. Amerykanin gubił piłkę, pudłował, zbierał czapy. W zasadzie - co dotknął, to zepsuł. A przecież na pewno marzyło mu się inne wejście w mecz. Bo Karsiyaka w Izmirze to dla "Terminatora 2" miejsce wyjątkowe. Tutaj sześć lat temu sięgał po tytuł króla strzelców ligi tureckiej oraz przepustkę do kariery w lepszych i bogatszych klubach. Inna rzecz, że przepustki tak do końca nie wykorzystał. A w środowy wieczór kibice w hali Pinaru widzieli obrazki, z których wynikało, że upływający czas nie zadziałał na korzyść Hosleya. Na początku widzieli też, że cały zespół z Polski raczej nie podaruje im wrażeń artystycznych oraz emocji. Stelmet leżał nieomal na łopatkach już po pierwszej połowie, przegranej 27:50. Wyglądało to w sumie podobnie do innych występów wicemistrzów Polski w Eurocup, tyle że tym razem było jeszcze gorzej. Rywale trafiali trójki. Stelmet bronił marnie i kaleczył granie w ataku nikczemną skutecznością oraz stratami. Obronił się Łukasz Koszarek, lecz cały zespół się nie obronił. Długimi minutami nie istniał.

Adam "Bestia" Hrycaniuk mógł się przekonać, że po koszykarskim świecie chadzają też inne bestie. Wielki i masywny Mutlu Demir, w tureckiej drużynie zmiennik Juana Palaciosa, przemierzał parkiet niczym pociąg pancerny. A kibice chyba z rozbawieniem przyglądali się akcjom, w których przyciężkawy podkoszowy wobec pasywnej postawy gości z Polski pozwalał sobie na zagrania ocierające się o finezję.

Trener Andrzej Adamek patrzył na to wszystko z boleścią na twarzy. Po kilkunastu minutach widział bezradność swoich podstawowych koszykarzy. I podarował 18-letniemu Kamilowi Zywertowi kilka minut europejskiego debiutu.

W drugiej było powstanie

Gdy wydawało się, że po kolejnej pucharowej środzie kibicom Stelmetu zostanie już tylko płacz i zgrzytanie zębów, w trzeciej kwarcie okazało się, że zielonogórska drużyna także potrafi grać w koszykówkę. Hosley zrzucił z siebie tremę. Odważnie i dobrze grał Maciej Kucharek. Była agresywna obrona, a pod jej presją posypała się gra Pinaru. Role nagle się odwróciły. Nie tak łatwo w to uwierzyć, lecz naprawdę dominował Stelmet. Zredukował straty do ośmiu punktów (53:45). I bardzo byśmy chcieli powiedzieć, że do końca kwarty szedł za ciosem. Ech, gdyby wreszcie od Przemysława Zamojskiego odczepiła się blokada, która spycha jego trzypunktowe próby z kursu na kosz... Aż tak pięknie jednak nie było. Niemniej w trzeciej kwarcie wicemistrzowie Polski odrobili sporo strat. Chyba nawet ważniejsze, że wreszcie walczyli i grali w koszykówkę.

Efektów doczekaliśmy się jeszcze na chwilę w czwartej kwarcie. Stelmetowi udało się zbliżyć nawet na sześć punktów. A to dawało nadzieję już nie tylko na godną porażkę, ale także na sensacyjne zwycięstwo.

Oczywiście zielonogórska drużyna w jakiejś mierze korzystała z rozprężenia wśród rywali. Są trenerzy, którzy powiedzą, że przekraczająca 20 punktów przewaga po pierwszej połowie spotkania wróży prowadzącym tęgie kłopoty w drugiej części. Bo koszykarze nie utrzymają koncentracji i agresji, zdobywszy spory zapas tak łatwo i tak szybko.

Rzeczywiście - faworyt z Turcji potrzebował czasu, by wrócić na poziom obrony i ataku z pierwszej połowy. Dopiero na trzy minuty przed końcem gry odpowiedział na pościg i agresję Stelmetu pokaźnym zestawem obronionych akcji oraz serią trzech trójek z rzędu. A to było już zbyt wiele na sponiewierany w pierwszej połowie zespół z Zielonej Góry. I w ostatnich akcjach środowego starcia gościom z Polski opadły ręce, faworyt jechał sobie po sukces szeroką i prostą drogą.

PINAR KARSIYAKA IZMIR - STELMET ZIELONA GÓRA 83:67

KWARTY: 26:14, 24:13, 12:24, 21:16.

PINAR: Palacios 17, Dixon 15 (3x3), Gabriel 8 (2), Starwberry 4, Sonsirma 1 oraz Diebler 12 (2), Senturk 10, Hersek 12 (2), Demir 5, Altay 5 (1), Koc 4 (1), Solkol 0.

STELMET: Johnoson 12, Koszarek 11 (2x3), Troutman 9, Hosley 7, Zamojski 2 oraz Kucharek 13 (1), Hrycaniuk 5, Cel 4, Zywert 2, Chanas 2.

1. Lokomotiv Krasnodar44+86
2. Pinar Izmir43+22
3. PAOK Saloniki43-13
4. Budocnost Podgorica41-10
5. Ventspils41-17
6. Stelmet Zielona Góra40-68
Do drugiej fazy Eurocup awansują cztery czołowe drużyny.