Sport.pl

Synowiec: Ósmy do żużlowej elity? Ofiary rozbiegły się po lesie

Jeszcze nigdy w historii polskiego żużla nie było takiej sytuacji, aby do elitarnej, ledwie ośmiozespołowej najwyższej klasy rozgrywkowej nie było tylu chętnych, ile jest miejsc, bowiem na dzisiaj jest ich tylko siedem i trwa polowanie na ósmą drużynę, a wszystkie potencjalne ofiary rozbiegły się po lesie i trudno je odnaleźć, a jeszcze trudniej upolować.
Dwa zespoły - Włókniarz i Wybrzeże - nie otrzymały licencji na dalsze oszukiwanie i żużlowców, i kibiców, jeśli wystartują w sezonie 2015, to tylko w drugiej lidze. Kolejna siła tegorocznego sezonu, Unia Tarnów, straciła właśnie swojego dobrodzieja: firmę Azoty, bez której - jak powiedział trener tego zespołu Marek Cieślak - "Przyjdzie wykopać dół i wszystko zasypać". Już dzisiaj zawodnicy z Tarnowa, podobnie zresztą jak i z innych zespołów, kolędują po kraju w poszukiwaniu chlebodawcy, ale wszystkie drzwi na razie zamknięte są na głucho.

W Toruniu, który miał najwyższy budżet w ekstralidze, też żałoba, bo po kilkuletniej przygodzie z żużlem odszedł jeden z największych sponsorów - Roman Karkosik, zniesmaczony ligą na maksa. Teraz nie wiadomo, co w Toruniu będzie. Niektórzy mówią, że będzie zwykła bieda jak kiedyś. Do torunian pasuje jak do nikogo powiedzenie "Miałeś chamie złoty róg". Ligowy żużel we Wrocławiu od lat żyje tylko dzięki uporowi prezeski Krystyny Kloc, ale i ją siły opuszczają, bo klub nie ma porządnego stadionu, a kibice przychodzą w liczbie śladowej. Czy Sparta przeżyje jeszcze choćby rok? Nie jest to takie pewne.

Rzeszów, który awansował, ma wprawdzie i stadion, i nieco kasy, ale tamtejsza pani prezes Marta Półtorak wydaje od lat miliony, które przepadają w studni bez dna, bo nie ma tam nikogo, kto uczciwie pokierowałby transferami, co roku chybionymi. Dzisiaj niektórzy sugerują jej zatrudnienie Tomasza Golloba. Jeśli tak się stanie, to będzie koniec żużla w tym mieście, bo Gollob weźmie kasę, ale punktów nie zagwarantuje żadnych.

Zielona Góra od lat była marką i ostoją stabilności finansowej, za którą szły regularnie znakomite wyniki sportowe. I nagle wszystko się posypało. Odszedł charyzmatyczny prezes Robert Dowhan, a jego pożegnanie w kwietniu tego roku było iście królewskie, natomiast jego następca, któremu poprzeczkę zawieszono chyba zbyt wysoko, nie poradził sobie. Najpierw schwytano na bezmyślnym dopingu Patryka Dudka, potem w sportową bezsilność popadł Jarosław Hampel (sam tego nie potrafi dostrzec), no i końcówka była tragiczna. Ostatni uciekł z tonącego statku trener Rafał Dobrucki i natychmiast zaczęto cichcem mówić o klubowych długach. Tylko Unia Leszno na tym łez padole wygląda stabilnie. Wiadomo, Wielkopolanie do rozrzutnych nie należą i nigdy, przenigdy nie stosowali się do zasady "Zastaw się, a postaw się". Jak nie było kasy, to nie zatrudniali żadnego cudzoziemca, a i tak ligę odjeżdżali z przytupem. O Leszno można więc być spokojnym.

Na koniec zostawiłem gorzowską Stal. Tu o przyszłości na razie mówi się niewiele, bo trwają święta po złotym sukcesie. Czołówka zawodników chętnie przedłużyła kontrakty, słabeuszy (Gapiński, Świderski) da się łatwo zastąpić bardziej walecznymi zawodnikami, kierownictwo jest sprawdzone i ustabilizowane. Czego chcieć więcej. Ano nie wiadomo jednego, a wątpliwości płyną w tej kwestii z różnych stron Polski. Jak jest z kasą i czy jest coś na rzeczy w twierdzeniu, że klub ciągnie na kredycie, jak trafiony bombowiec na resztkach paliwa, podżyrowanym zresztą przez miasto, i bez jego zwiększenia nie da się dalej jechać. Jak to mówi mój ulubiony żużlowy publicysta Bartłomiej Czekański z Wrocławia: "Tak tylko pytam".

Więcej informacji sportowych szukajcie na Gorzów.sport.pl



Jeśli zaś chodzi o ósmego kandydata do ekstraligi, to sprawa wygląda bardzo kiepsko. Orzeł Łódź nie ma ani ochoty, ani kasy, ani stadionu i będzie gotowy na ekstraligę - jak twierdzi ich prezes Witold Skrzydlewski - dopiero w 2017 roku. Grudziądz podobnie - ma tylko jednego ekstraligowego zawodnika Rafała Okoniewskiego i zapyziały stadion, nieremontowany od 25 lat, na który z trudem wchodzi 4 tysiące ludzi. Więc też nie. Dalej jest Gniezno, które z trudem spłaca długi po ubiegłorocznej napince. Może więc Rybnik albo wręcz Ostrów? Złośliwi pytają: a czemu nie Opole czy Rawicz? Też przecież nie mają niczego, co jest potrzebne w żużlowej ekstraklasie. Przed ligą więc trudny czas i po raz pierwszy od lat zawodnicy będą błagali w miarę wypłacalne kluby o kontrakty, a te zostaną obniżone dwa albo i trzy razy. Nie ma więc tego złego, co by na dobre nie wyszło.

Jerzy Synowiec - znany gorzowski adwokat, niegdyś prezes Stali, obecnie radny

Więcej o: