Synowiec: Kasprzak w Stali? Byłem sceptykiem. Przyznaję, że bardzo się pomyliłem

Kiedy Krzysztof Kasprzak kończył sezon 2011 ze średnią biegową 1,7 pkt, odsunięty od składu Unii Tarnów, która bała się go wystawić w meczu o siódme miejsce, aby nie spaść z ekstraligi, mało kto przypuszczał, kim stanie się ten zawodnik za trzy kolejne lata. Ja sam byłem wielkim sceptykiem i uważałem, że jego przyjście do Stali Gorzów nie jest dobrym pomysłem. Dzisiaj przyznaję, jak bardzo się pomyliłem.
30-letni żużlowiec już od juniora był uznawany za talent, którego znakiem firmowym był atomowy start. W jego rodzimej leszczyńskiej Unii, w której przed laty startował z powodzeniem jego ojciec Zenon, miał wzloty i upadki, ale nigdy nie wybił się na zawodnika wielkiego kalibru i powszechnie był uważany za antywalczaka oraz ciągle niespełniony talent.

Zapamiętałem go jako ledwie siedemnastolatka, kiedy oglądałem finał indywidualnych mistrzostw świata juniorów 2001 w angielskim Peterborough. Tam Kasprzak wprawdzie wygrał swój pierwszy wyścig, ale potem zupełnie się pogubił, zajmując dalekie miejsce. Zwyciężył zielonogórzanin Dawid Kujawa, po którym wszelki ślad zaginął już wiele lat temu. Już jednak rok później, w kolejnym finale rozegranym w czeskich Slanach, Kasprzak pojechał świetnie, zdobywając srebro, a trzy lata później nawet złoto w austriackim Wiener Neustadt, wygrywając słynne losowanie z Czechem Tomasem Suchankiem (kto go dzisiaj pamięta?), bo zawody zostały przerwane przez deszcz po 12 wyścigach.

Potem przyszły lata stagnacji i w 2010 roku zawodnik wyemigrował z Leszna, przenosząc się do Tarnowa. Tam furory nie zrobił, marnując tak naprawdę dwa sezony, osiągając zupełnie przeciętne wyniki.

Aż doszło do podpisania kontraktu ze Stalą Gorzów, gdzie Kasprzak startuje od 2012 roku. Nie wiem, kto miał nosa do tego zawodnika. Niech się ujawni, to postawię mu porządną flaszkę. Pierwsze dwa sezony nie były szczególnie ekscytujące, ale widać było, że żużlowiec robi systematyczne postępy, staje się coraz bardziej waleczny, a jego średnia mocno zbliżyła się do granicy dwóch punktów.

No i tak doszliśmy do sezonu 2014. Sezonu pięknego jak sen śniony przez wszystkich żużlowców, ale który staje się jawą ledwie dla nielicznych. Kiedy zabrakło dotychczasowego lidera - Nielsa Kristiana Iversena - Kasprzak nie tylko przejął jego rolę, ale swoją walecznością potrafił zadziwić innych superligowców. Można śmiało powiedzieć, że to on razem z Bartkiem Zmarzlikiem dali Stali złoto, pierwsze od 31 lat, pokazując i w półfinale, i w finale play-off takie serce do walki, jakiego nikt nie pokazywał w Gorzowie od wielu lat, a tak naprawdę od czasu Jasona Crumpa. Średnia 2,3 pkt na bieg dała mu drugie miejsce w ekstraklasie. Do tego doszedł złoty medal w indywidualnych mistrzostwach Polski na torze w Zielonej Górze - Krzysztof powtórzył sukces swojego ojca, który został mistrzem kraju na torze w Lublinie 24 lata wcześniej.

Więcej informacji sportowych szukajcie na Gorzów.sport.pl



Na koniec Kasprzak postanowił jeszcze ostro zawalczyć o tytuł mistrza świata i o mały włos tego tytułu nie zdobył, zabrał jednak w pięknym stylu srebro. Ma tylko 30 lat, wiek dla żużlowca optymalny. Jest jeszcze czas na zdobycie indywidualnego złota, a może powalczenie o złotą serię. Złoto w drużynie, złoto indywidualnie i srebro na świecie. Jeden z dziennikarzy napisał, że Kasprzak to człowiek z żużla i stali, bo to Stal Gorzów i jej trudny tor uczyniły go mistrzem, tak jak wcześniej uczyniły mistrza z Tomasza Golloba. Czego chcieć więcej. Może tylko znacznie więcej uśmiechu, bo marsowe oblicze to drugi znak firmowy odmienionego zawodnika gorzowskiej drużyny.

Jerzy Synowiec - znany gorzowski adwokat, niegdyś prezes Stali, obecnie radny