Sport.pl

97 w koszu Stelmetu, takie są skutki zderzenia z Lokomotywą [ZDJĘCIA]

Zdarzało się zielonogórskiej drużynie toczyć równe, a nawet zwycięskie starcia z rosyjskimi mocarzami, ale na otwarcie rozgrywek o koszykarski Puchar Europy faworyt z Rosji nie zostawił wicemistrzom Polski złudzeń. Lokomotiv Kubań Krasnodar wygrał w środę w Zielonej Górze 97:78.
Wątpliwości znikały strasznie szybko. Już po kilku akcjach pierwszej kwarty stało się jasne, kto rządzi na boisku. Koszykarze Stelmetu byli w tym okresie niczym bokser zagoniony do narożnika. Bokser, który sobie nie radzi i obrywa za to dotkliwe ciosy. To nie była równa walka, a Lokomotiv robił to, co Stelmet chciałby robić. Bronił tak, jakby grał w liczebnej przewadze. Gdy któryś graczy Stelmetu porywał się na rzutową akcję, najczęściej dopadało do niego dwóch przeciwników. Co z tego wynikało? Straty oraz spudłowane rzuty, a chwilę później na zielonogórski kosz już gnała kontra koszykarzy z Krasnodaru. W owych kontrach faworyci z Rosji szybko się rozluźnili, popisywali się zagraniami, w których "trochę było cyrku, trochę zabawy, a najwięcej robienia z naszych tzw. tata-wariata"...

Kiepsko dla Stelmetu wyglądały także ataki ustawiane Lokomotivu. Bo rywale mijali zielonogórską obronę ze swobodą, a do kosza trafiali nieomal na zawołanie. Pojedynki jeden na jednego zwykle kończyły się dla gospodarzy meczu źle, a goście już w pierwszej połowie urwali się na 20-punktowe prowadzenie. Dopiero wtedy Stelmet znalazł luki chyba głównie w koncentracji graczy rosyjskiej drużyny. I odgryzł się serią akcji, które tworzyły wrażenie, że w hali CRS mogłaby się toczyć o wiele bardziej wyrównana rywalizacja. Zdarzyło się też wtedy coś, co naruszyło plan sztabu trenerskiego ekipy z Rosji. Urazu doznał Malcolm Delaney. Wcześniej świetnie dyrygował grą orkiestry z Krasnodaru oraz równie dobrze utrudniał sprawę rozgrywającym Stelmetu.

Po pierwszej połowie - 29:51 - wicemistrzowie Polski musieli szukać sposobów na to, by poprawić skuteczność, ograniczyć straty, uszczelnić obronę typu "każdy swego" i w ogóle nadążać za tym, co wyprawiają rywale. Mogło się także przewinąć pytanie, czy na więcej zdobędzie się w środowy wieczór Steve Burtt. Bywało już tak, że amerykański snajper wyciągał zespół z kłopotów, podrywał do pościgu. Tym razem w przerwie meczu miał na koncie skromne dwa punkty. Bo akurat konkurenci z Rosji wiedzieli najlepiej, że Burtt - koszykarz, który przeniósł się do Zielonej Góry z Sankt Petersburga - zna swój fach i należy do wytrawnych specjalistów w zdobywaniu punktów.

Po przerwie Burtt kilka razy celnie odpalił, błysnął zręczną asystą do Quintona Hosleya. A równocześnie spadła skuteczność ataków Lokomotivu. Jednak przybysze z Rosji pod całkowitą kontrolą trzymali wicemistrzów Polski na dystans. Zmieniło się tylko i aż tyle, że już nie budowali kolejnych pięter przewagi. Inna rzecz, że kończyli mecz rezerwami i trochę w tym okresie zapasów i szans roztrwonili.

STELMET ZIELONA GÓRA - LOKOMOTIV KUBAŃ KRASNODAR 78:97

KWARTY: 14:31, 15:20, 24:25, 25:21

STELMET: Hosley 14, Koszarek 12, Johnson 11, Cel 11, Zamojski 5 oraz Burtt 13, Troutman 6, Hrycaniuk 4, Kucharek 2, Chanas 0, Pełka 0.

LOKOMOTIV: Brown 23, Kurbanov 12, Hendrix 10, Grigoryev 5, Delaney 4 oraz Randolph 15, Simon 15, Voronov 5, Miles 2, Balashov 2, Zubkov 0, Zhukanenko 0

Więcej o: