Na żużlu dostał kamieniem. Prawie stracił wzrok. Nie ma winnego i odszkodowania

Andrzej Gonerski, wierny kibic Stali Gorzów, chodzi prawie na wszystkie mecze. Dwa lata temu podczas zawodów młodzieżowych kamień spod tylnego koła jednego z motocykli trafił młodego chłopaka w oko. Prawie stracił wzrok. Klub odesłał go do ubezpieczyciela, a ten płacić nie chciał. Teraz 21-latek walczy w sądzie o zadośćuczynienie.
Gorzów.sport.pl i dziennikarze Gazety bliżej Ciebie - znajdź nas na Facebooku!

Na szprycę sjenitu spod tylnego koła motocykla rywala muszą uważać głównie żużlowcy. Oni jednak zakładają kaski. Kibice mają gorzej. Na stadionie w Gorzowie siedzą blisko toru, też są narażeni na latające kamienie. Jeśli chodzisz na żużlowe mecze, to pewnie nieraz dostałeś w rękę, kolano, a nawet w czoło. Ale historia Andrzeja Gonerskiego jest wyjątkowa.

Ze stadionu na stół operacyjny

Lipiec 2012 r. Młody chłopak razem z tatą Krzysztofem ogląda zawody żużlowe na gorzowskiej arenie. Jeżdżą młodzi zawodnicy (III runda MDMP). Trwa jeden z ostatnich wyścigów turnieju. Kibice stoją na tzw. koronie stadionu, nad ostatnim rzędem krzesełek trybuny niskiej. Kilkadziesiąt metrów od bandy okalającej tor. Nagle spod koła jednego z motocykli z dużą siłą wylatuje nierozdrobniony kamień. Andrzej jest w okularach. "Pocisk" z toru trafia prosto w szkiełko, a to wbija się w lewe oko. Z przeciętą rogówką, tęczówką i raną źrenicy młody chłopak jeszcze tego samego wieczora trafia na stół operacyjny w gorzowskim szpitalu.

Oko udało się uratować, ale kibic Stali ma poważną wadę wzroku (pięć dioptrii). 21-latek niewiele widzi na lewe oko, bardziej razi go słońce.

Jego ojciec, Krzysztof Gonerski, ma żal do klubu, że odwrócił się od wiernego fana. - Rozmawiałem z prezesem Zmorą chwilę po wypadku. Powiedział, że wszystko da się załatwić, a później przestał ode mnie odbierać telefony - mówi Krzysztof Gonerski, znany w Gorzowie działacz "Solidarności".

"Takie ryzyko. Na żużlu można dostać kamieniem"

- Ten pan chciał od nas zadośćuczynienie na poziomie 50-70 tysięcy złotych. Nie było nas na to stać i nie mogliśmy się na to zgodzić - wspomina Ireneusz Maciej Zmora, prezes Stali Gorzów. - Byliśmy w stanie zaoferować karnet na cały sezon, ale nie pieniądze.

Klub odesłał kibica do ubezpieczyciela. - Latające kamienie są niestety wpisane w ryzyko kibicowania podczas zawodów żużlowych. Dlatego właśnie na taką okoliczność się ubezpieczyliśmy - zaznacza prezes Zmora.

Przepychanki z ubezpieczycielem trwały kilka miesięcy. Firma Gothaer nie chciała płacić żadnego odszkodowania. Tłumaczyła, że do zdarzenia nie doszło w wyniku zaniedbań ze strony organizatora, nie było winy ubezpieczonego. To po prostu nieszczęśliwy wypadek - argumentowali specjaliści od ubezpieczeń.

Co ciekawe, decyzja ubezpieczyciela dziwi nawet... ubezpieczonego. Zmora: - Powinni wypłacić jakieś pieniądze. Właśnie po to mieliśmy to ubezpieczenie, by takie sprawy rozliczać.

Gonerski się nie poddał. Założył Stali i firmie Gothaer sprawę cywilną. Przed gorzowskim sądem domaga się zadośćuczynienia w wysokości ok. 50 tys. zł.

Trener pyta kibica: "Dlaczego stałeś? Mogłeś usiąść"

Sędzia Olimpia Barańska-Małuszek z Wydziału I Cywilnego Sądu Rejonowego w Gorzowie podczas poniedziałkowej rozprawy długo wypytywała świadków o przygotowanie toru.

- Przed zawodami młodzieżowymi ubijamy tor na twardo. Juniorki, ochrona i "gracarze" chodzą z wiaderkami i wybierają kamienie, które leżą na torze. Ale kamienie "rodzą" się też podczas zawodów, w dolnej warstwie jest ich dużo i mogą spod kół motocykli wydostać się poza tor - zeznawał Piotr Paluch, trener Stali.

Gdy dowiedział się, że Gonerski stał na koronie stadionu, zaczął strofować kibica. - Dlaczego stałeś? Przecież można było śmiało siedzieć. Zawody były juniorskie, miejsc było dużo - sugerował Paluch.

Krzysztof Orzeł, kierownik gorzowskiej drużyny podczas ekstraligowych meczów, wtedy był kierownikiem zawodów. - Na pewno tor był bardzo dobrze przygotowany - zaznaczał. Długo wyjaśniał różne techniczne aspekty przygotowania i odbioru owalu przed zawodami. Wizyta w sądzie trochę go jednak zestresowała, bo zapomniał, jaką długość ma tor w Gorzowie i jak szerokie są łuki...

Nawet w Rosji chronią kibiców

Po rozprawie Andrzej Gonerski był zniesmaczony. - My tu rozmawiamy o tym, czy kamień na torze był i czy w ogóle ja kamieniem mogłem dostać. Dostałem przecież. Trzeba pochylić się nad takim problemem, że przychodzi kibic na stadion, a gdy dostanie kamieniem, to nie ma winnego - mówił 21-latek.

- Na stadionie żużlowym w rosyjskim Togliatti przed trybunami stoją bariery z pleksiglasu i chronią przed kurzem czy kamieniami. Jeżeli u nas na stadionie takiego czegoś nie ma, to znaczy, że ktoś bierze pod uwagę, że gdy dojdzie do wypadku, to trzeba będzie ponieść konsekwencje. Nie wiem, czy klub, czy ubezpieczyciel. Niech sąd zdecyduje - zaznacza kibic żużla.

Paweł Cierkoński, prawnik Gonerskiego: - Nie ulega wątpliwości, że właśnie na stadionie doszło do uszczerbku na zdrowiu. W myśl Ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych za wszystko, co tam się wydarzy, odpowiada organizator. Jeśli ma wykupione ubezpieczenie, to powinna być nasza gwarancja, że nie musimy sami szukać winnego. Powinniśmy dyskutować jedynie o zakresie szkody.

Kolejna rozprawa w grudniu.

Więcej informacji sportowych szukajcie na Gorzów.sport.pl