Synowiec: Ze Zmarzlikiem - Plechem naszych czasów - Stal tego nie przegra

Jerzy Synowiec

Jerzy Synowiec (Fot. Daniel Adamski / Agencja Gazeta)

Po niedzielnym meczu w Lesznie i minimalnej porażce Stali, która tak naprawdę jest zwycięstwem, w Gorzowie zapanowała prawdziwa euforia. Mnóstwo kibiców, którzy pojechali za naszym zespołem, zobaczyło niezwykłą waleczność stalowców i ich determinację. Taka postawa w pierwszym, finałowym spotkaniu, zwyczajnie nie pozwala rodzić się myśli, że w rewanżu nie da się odrobić dwóch punktów straty.
Przeważają głosy, że już w pierwszych dwóch biegach Stal wyjdzie na prowadzenie i nie odda go do końca spotkania. Mecz w Lesznie oglądałem w towarzystwie byłego prezesa Unii Rufina Sokołowskiego, który stwierdził, że już srebro jest sukcesem lesznian, bo na początku sezonu nikt nie dawał im szansy choćby na play-off i że zwycięstwo w Gorzowie jest prawie niemożliwe.

31 lat oczekiwania na złoto to okres tak długi, że niewielu kibiców pamięta ostatni sukces z własnych doświadczeń. Po roku 1983 Stal cztery razy była blisko złota, ale ono zawsze uciekało w ostatniej chwili.

Już w 1984 r. wyprzedziła nas Unia Leszno i to zaledwie o jeden punkt. Wprawdzie wówczas tytuł mistrzowski jej odebrano za niesportową postawę w Rzeszowie. W czterech ostatnich biegach lesznianie hamowali piętami, aby tylko rzeszowianie wygrywali po 5 do 1 i utrzymali się w ekstraklasie. Ten plan też się nie powiódł, bo ostatecznie mecz zweryfikowano po 11. wyścigach. Nic to zatem nie dało nikomu poza wstydem, ale choć złoto ostatecznie nie zostało przyznane - Stal zapisała na swoje konto tylko srebro.

Potem była przerwa do 1992 roku. Po pamiętnym, wielkim zwycięstwie w Zielonej Górze, gdzie 18 pkt wywalczył Piotr Świst, a także we Wrocławiu ze Spartą byliśmy liderem, a Zbigniew Morawski - prezes zielonogórskiego klubu - już gratulował nam złota. Jednak tytuł mistrzowski przepadł w Tarnowie, gdzie nie mógł przyjechać Antal Kocso i Stal minimalnie przegrała. Gwóźdź do trumny wbił nam jeszcze potem sam Morawski, oddając u siebie bez walki mecz z Bydgoszczą, która była naszym głównym konkurentem i to ona sięgnęła po tytuł.

Po pięciu latach w gorzowskich szeregach jeździła wyjątkowa para - Świst i Tony Rickardsson. Ta dwójka wygrywała niemal wszystkie biegi nominowane, a wspierał ich Tomasz Bajerski. W finale play-off przyszło nam znowu walczyć z Bydgoszczą. W Gorzowie było minimalne zwycięstwo 46 do 44, ale rewanż na torze Polonii to festiwal pomyłek sędziowskich, które wypaczyły całe spotkanie. Sędzia najpierw wykluczył Rickardssona za dotknięcie taśmy kaskiem, gdyż nikt mu nie powiedział, że eliminować zawodnika za to nie można, a następnie do końca zawodów wykluczył Śwista. Za co? Tego do dzisiaj nie wiadomo. I co z tego, że po meczu wykluczono też sędziego jako nieuka. Bracia Gollobowie - ówcześni liderzy Polonii - świętowali tytuł, ale chyba złoto zdobyte w takich okolicznościach nie smakowało zbyt słodko.

Dwa lata temu w finale Stal spotkała się z Unią Tarnów. Złoto było tuż-tuż, ale wynik dwumeczu zawalił Tomasz Gollob, który w obu spotkaniach wywalczył łącznie ledwie 11 punktów, nie wygrywając ani jednego biegu. Reszta dwoiła się i troiła, ale nasz lider dał z siebie tylko tyle, ile musiał, a nie tyle, ile powinien. Złoto niestety zostało w Tarnowie.

Więcej informacji sportowych szukajcie na Gorzów.sport.pl



W najbliższą niedzielę żadnych cudów nie będzie i prezes Ireneusz Maciej Zmora, trener Piotr Paluch razem ze swoimi zawodnikami będą świętowali złoto. Mając w ekipie Bartosza Zmarzlika - Zenona Plecha naszych czasów - przegrać się nie da.

Sukces Stali nie musiał oznaczać klęski Falubazu, ale okazuje się, że przegrani nie wytrzymują ciśnienia. I Jarosław Hampel, i Rafał Dobrucki nie okazali się facetami, którzy z godnością i wstydem przyjęli porażkę. Okazali się płaksami, którzy winy szukają nie tam, gdzie trzeba, a że są winni - widziała cała żużlowa Polska. Razem z Patrykiem Dudkiem mocno nadwyrężyli wizerunek Falubazu, a teraz chcą wiać pierwsi z okrętu, który nabiera wody. Panowie - Myszka Miki robi się za was czerwona ze wstydu.

Jerzy Synowiec - znany gorzowski adwokat, niegdyś prezes Stali, obecnie radny

Zobacz także
  • Ogłoszenie wyroku w procesie, w którym jednym z oskarżonych był Mariusz Guzenda, były prezes klubu żuzlowego Były prezes Stali dwa razy niewinny. "Tendencyjny prokurator z Zielonej Góry" [WIDEO]
  • Żużlowy półfinał play-off w Enea Ekstralidze: Stal Gorzów - Spar Falubaz Zielona Góra 62:28. Linus Sundstrom 31 lat czekania wystarczy? 19-latek prowadzi Stal w Lesznie do wielkich rzeczy!
  • Jerzy Synowiec Synowiec: To był derbowy łomot stulecia. A teraz wszyscy do Leszna!