Sport.pl

Synowiec: To był derbowy łomot stulecia. A teraz wszyscy do Leszna!

Po środowej powtórce półfinału nie ma co pisać o emocjach, bo na torze istniała tylko jedna drużyna - Stal Gorzów. Wielki mecz. Prawdziwy pokaz koncentracji i woli walki, dedykowany kibicom. Teraz trzeba koniecznie jechać kibicować do Leszna, bo gorzowianie nie mogą pozwolić sobie tam na wysoką porażkę. Tytuł mistrza Polski dla Stali, po 31 latach oczekiwania, jest w zasięgu ręki. Trzeba tylko - tak jak w półfinale - mocno zacisnąć ją w pięść.
O niedoszłych do skutku niedzielnych derbach lubuskich napisano już niemal wszystko i wszyscy zgodnie podkreślali, że do takich sytuacji więcej dochodzić nie może. Mnogość różnych VIP-ów na torze i w parkingu powoduje, że tak naprawdę nikt nie ponosi odpowiedzialności za to, co się stało.

Oprócz sędziego zawodów są bowiem jeszcze: komisarz toru, komisarz techniczny, jury zawodów, kierownik zawodów, o pomniejszych funkcjach nie wspominając. Kim jest w takiej sytuacji sędzia? Po jasną cholerę całe to dodatkowe towarzystwo, które ma mu pomagać, a tak naprawdę łazi po torze, doprowadzając nerwy kibiców do stanu wrzenia? Nauka na przyszłość jest taka, że o wszystkim musi decydować jeden i tylko jeden człowiek - sędzia zawodów. Resztę pseudofunkcji należy natychmiast zlikwidować i to najlepiej jeszcze przed finałem play-off.

Po środowej powtórce półfinału nie ma co pisać o emocjach, bo na torze istniała tylko jedna drużyna - Stal Gorzów. Wielki mecz. Prawdziwy pokaz koncentracji i woli walki, dedykowany gorzowskim kibicom. Przyznaję, że pierwszy raz w życiu widziałem tak bezradnych na torze Jarosława Hampela, było nie było aktualnego jeszcze wicemistrza świata, i Piotra Protasiewicza.

Gorzowianie odkuli się tym meczem za wiele niepowodzeń w ostatnich sezonach, a taka porażka będzie bolała Falubaz przez wiele kolejnych lat, bo to był łomot stulecia. A poza tym trzeba powiedzieć, że gorzowscy kibice odkupili swoją porażkę z pamiętną sektorówką "Tylko Falubaz". DOPINGujący Patryk Dudek to pomysł, który musiał zaboleć, ale jednocześnie nie był pozbawiony klasy. Brawo i żużlowcy, i kibice!

W nadchodzącym finale nie będzie lekko, ale przecież to w końcu mecze o złoto. Wyczyny zawodników Unii Leszno w Tarnowie wprawiły mnie w prawdziwe osłupienie. Już wyraz twarzy Marka Cieślaka tuż przed pierwszym biegiem zwiastował dużą niepewność. Tam, gdzie umiera dotychczasowy król (Cieślak), tam natychmiast rodzi się nowy. Czyżby był to Adam Skórnicki?

Leszno było tak samo zmotywowane jak gorzowianie, a przecież nie tak dawno "Byki" zażarcie walczyły o awans do pierwszej czwórki. Dzisiaj bracia Pawliccy, Musielak, Zengota i Pedersen to ekipa, której trzeba się bać. Jeśli jeszcze Balińskiego zastąpi Bjerre - będzie po stronie naszego finałowego rywala zespół kompletny.

Jeśli obie drużyny pojadą tak samo ambitnie w finale, który już przecież za kilka dni, to kibice będą mieli żużlowe widowisko nie z tej ziemi. Całą popapraną tegoroczną ligę, pełną kontuzji i meczów do jednej bramki z juniorskimi składami Częstochowy i Gdańska, możemy natychmiast zapomnieć, bo deser, jaki mam nadzieję za chwilę zaserwują nam żużlowcy z Gorzowa i Leszna, zrekompensuje cały ligowy bałagan.

Więcej informacji sportowych szukajcie na Gorzów.sport.pl



Jeszcze kilka tygodni temu wydawało się, że naszym przeciwnikiem będzie Tarnów z niezwykle wyrównanym składem. Jednak tarnowianie bez Grega Hancocka i z poobijanym Kołodziejem to był cień zespołu, któremu Skórnicki zagrał na nosie, wystawiając do czternastego, nominowanego biegu 16-letniego juniora Bartosza Smektałę.

Teraz zdecydowanie groźniejszym przeciwnikiem wydaje się Leszno, z równie świetnymi juniorami jak Stal. Wszyscy do Leszna! Trzeba koniecznie jechać kibicować na stadion im. Alfreda Smoczyka, bo gorzowianie nie mogą pozwolić sobie tam na wysoką porażkę. Tytuł mistrza Polski dla Stali, po 31 latach oczekiwania, jest w zasięgu ręki. Trzeba tylko - tak jak w półfinale - mocno zacisnąć ją w pięść.

Jerzy Synowiec - znany gorzowski adwokat, niegdyś prezes Stali, obecnie radny

Więcej o: