Synowiec: Zdziwię się, jeśli Falubaz jeszcze raz wstanie z kolan

Teraz w żużlu najważniejsze są półfinałowe mecze play-off. Stal jedzie do Zielonej Góry z nadziejami na pierwsze zwycięstwo od lat. W 2011 roku gorzowianie już w kilku pierwszych biegach zmarnowali sporą zaliczkę z Gorzowa, tracąc niemal pewny finał. W niedzielę ma być zupełnie inaczej, a tor Falubazu ma zostać odczarowany.
Gorzowscy kibice są niemal pewni powtórki z 2012 roku i spokojnego awansu Stali do finału, a swoją pewność opierają z jednej strony na znakomitej dyspozycji liderów Gorzowa, z drugiej zaś - na fatalnej postawie w ostatnich tygodniach zielonogórzan.

Trio stalowców - Krzysztof Kasprzak, Matej Zagar i Bartosz Zmarzlik - rządzi w lidze i było w stanie w imponującym stylu zająć całe podium w ostatnim turnieju Grand Prix. Taka wyjątkowa forma trzech liderów jednocześnie zdarza się raz na kilka lat i koniecznie trzeba ten fakt wykorzystać. Niestraszna w takiej sytuacji wydaje się kontuzja czwartego do brydża - Nielsa Kristiana Iversena, bo przecież w ramach zastępstwa zawodnika trzej wyżej wymienieni żużlowcy będą mieli po dodatkowym starcie. Wprawdzie kontuzjowany jest też Tomasz Gapiński, ale Linus Sundstrom niewiele ustępuje mu formą, obaj w tym sezonie zwyczajnie nie błyszczą. Za to rewelacyjnie spisuje się ostatnio drugi junior - Adrian Cyfer, który jakby uwierzył w to, że może zostać w przyszłości dobrym żużlowcem i jedzie jak z nut.

W sumie Stal od lat nie była w tak dobrej dyspozycji, a jej niedzielny przeciwnik - w tak złej.

Falubaz ma tylko trzy atuty: rzeczowego i znającego się na swoim fachu trenera Rafała Dobruckiego, który ostatecznie jednak zostanie w parkingu, a tu duże punkty trzeba zdobywać na torze. Będącego w nieustannej świetnej formie kapitana Piotra Protasiewicza oraz charyzmatycznego opiekuna duchowego zespołu, czyli senatora Roberta Dowhana.

Dalej jest już zdecydowanie gorzej. Patryk Dudek jest nadal zawieszony i na dzisiaj jest mało prawdopodobne, aby w play-off wystartował. Zwłoka z decyzją w jego sprawie jest skandalem samym w sobie, bo ileż może czekać na ewentualną karę sportowiec, od którego mocno zależy los zespołu. Nieważne, czy ślady dopingu to tylko jego niefrasobliwość, czy zwykła głupota. To trzymanie wszystkich w niepewności jest kolejnym gwoździem do trumny polskiego żużla.

Następnym nieszczęściem zielonogórzan jest forma Andreasa Jonssona. Jego statyczna i nieambitna jazda to zaprzeczenie tego wszystkiego, co "Adrenalina" pokazywał przez kilkanaście lat na polskich torach. A przecież jego znakiem firmowym była nieustępliwa walka do ostatnich metrów. Porażka w Tarnowie w biegu z niejakim Mateuszem Borowiczem to kwintesencja jego obecnych możliwości. Na koniec Jarosław Hampel, a raczej to, co z niego zostało. Aktualny wicemistrz świata, do połowy sezonu najskuteczniejszy zawodnik ekstraligi, a dzisiaj bojaźliwy facet, snujący się na końcu stawki w każdych zawodach, w których startuje. Dwójek w meczu w Tarnowie nie liczę, bo ja, jadąc motorynką, też bym je zdobył. To najdziwniejszy spadek formy, jaki kiedykolwiek widziałem na żużlu. Podobny jest przypadek Tomasza Golloba, choć u niego kryzys regularnie pogłębiał się od dłuższego czasu. No i jest jeszcze jeden człowiek zagadka - Aleksandr Łoktajew. Nigdy nie wiadomo, czy będzie liderem, czy pojedzie tak jak ostatnio z Unią, czyli do bólu bezbarwnie.

Więcej informacji sportowych szukajcie na Gorzów.sport.pl



No i to cały Falubaz. Czy ten zespół jest w stanie powalczyć dla swoich kibiców o zwycięstwo? Powinien to zrobić, ale ja w niespodziewane przebudzenie nie wierzę, widzę znacznie więcej atutów po stronie Stali. Bez wysokiego zwycięstwa nad gorzowianami Zielona Góra nie ma co marzyć o utrzymaniu przewagi w rewanżu. Byłbym bardzo zdziwiony, gdyby Falubaz raz jeszcze powstał z kolan - a jest z tego znany - i pokazał, że derby z Gorzowem są ważniejsze niż mistrzostwa świata.

Jerzy Synowiec - znany gorzowski adwokat, niegdyś prezes Stali, obecnie radny