Synowiec: GP dalej w Gorzowie? Zachcianka została spełniona i wystarczy

W gorzowskich mediach trwa dyskusja odnośnie przyszłości Grand Prix w naszym mieście. Należy przypomnieć, że do tej pory odbyły się trzy imprezy z zaplanowanych pięciu. Czy spełniły się oczekiwania kibiców jeśli chodzi o emocje sportowe i władz miasta co do promocji Gorzowa na świecie? A co za tym idzie - czy warto kupić prawa na kolejna lata?
Moim zdaniem odpowiedź na każde z tych pytań brzmi: nie!

Jeśli chodzi o emocje czysto sportowe, to ma ich dostarczać i dostarcza przed wszystkim liga, jak najmocniejsza drużyna Stali, najlepiej złożona z gorzowskich wychowanków. Jeśli w lidze idzie dobrze, to na mecze chodzą tłumy (vide Częstochowa na początku tego sezonu), a jeśli kiepsko to i na Grand Prix ilość kibiców jest szczątkowa (vide tegoroczny turniej w Bydgoszczy).

Analiza zainteresowania turniejami GP w Polsce za ostatnie lata wykazuje, że żaden z turniejów nie miał takiej frekwencji jak ciekawe mecze ligowe, liczba kibiców wszędzie systematycznie spada, a przykład bydgoskiej imprezy, gdzie przyszło w tym roku nie więcej niż 4 tysiące fanów, jest po prostu dramatyczny. Polskie miasta już nie biją się o organizowanie turniejów w kolejnych latach, tym bardziej że haracz, jaki trzeba płacić organizatorowi, czyli firmie BSI, jest niewspółmierny do potencjalnych zysków, których i tak nie udaje się osiągnąć.

Gorzów z wielkim trudem płaci swoje zobowiązania finansowe i dopiero w przyszłym roku okaże się, jak bardzo impreza ta była deficytowa. Co do kibiców - już w roku ubiegłym trzeba było sprzedawać bilety za pół darmo, aby jako tako wypełnić stadion. W tym roku może być jeszcze gorzej, bo gorzowski kibic przez ostatnie cztery lata mógł w ekstraklasie oglądać wszystkie tuzy żużlowego toru i dzisiaj nie będzie łamał nóg, aby zobaczyć na "Jancarzu" Kennetha Bjerre, Martina Smolinskiego czy Chrisa Harrisa.

Cały cykl Grand Prix umiera powolną, acz nieodwołalną śmiercią i w sytuacji, kiedy mówi się o powrocie do jednodniowego finału, wyłaniającego mistrza świata, dyskusja o kupnie praw do cyklu na kolejne lata jest i bezsensowna, i bezprzedmiotowa. Zachcianka pana prezydenta miasta i honorowego prezesa Stali, kupiona za nasze wspólne pieniądze, została spełniona i wystarczy.

Jeśli chodzi o efekt reklamowy i promocyjny, to jest on co najmniej wątpliwy. Napisy na plastronach żużlowców oraz płachty ułożone na murawie stadionów z napisem "Gorzów", dają taki sam efekt promocyjny, co płachta z napisem Malilla czy Gorican na gorzowskim obiekcie. Czy coś konkretnego z takiej promocji wynika? Niech organizatorzy podadzą mi choć jeden przykład, poza oczywiście bełkotem o wielomilionowych, wirtualnych zyskach reklamowych. Ja mogę za to przypomnieć artykuł, jaki zamieścił najbardziej popularny tygodnik żużlowy na świecie - angielski Speedway Star. Niestety, przeczytaliśmy tam, że Gorzów to taka dziura, w której nie ma nic do zobaczenia, a jak ktoś chce obejrzeć Grand Prix, to powinien zorganizować sobie nocleg w Poznaniu! Jeśli chodzi zaś o zyski, jakie rzekomo osiągają taksówkarze, hotelarze i restauratorzy, to po rozmowach z nimi wiem, że mogą one iść ledwie w dziesiątki tysięcy złotych, przy kilku milionach z kasy miasta i klubu wydanych na jedną imprezę. Krótko mówiąc - ani to poważna reklama miasta, ani zyski dla jego mieszkańców.

Z takich konkluzji wynika jasno, że w przyszłym sezonie trzeba zrobić pożegnalne Grand Prix, a w to miejsce od 2016 roku powrócić do Memoriału Edwarda Jancarza, w równie dobrej obsadzie i za pięć razy mniejsze pieniądze. Memoriał to oczywiście impreza krajowa, ale przecież można zadbać o otwartą transmisję telewizyjną, bo tak naprawdę to właśnie w Polsce muszą wiedzieć, że mamy świetny turniej, upamiętniający naszego człowieka, a zwycięzców memoriałów pamięta się w Gorzowie bardziej, niż zwycięzców Grand Prix.

Jerzy Synowiec - znany gorzowski adwokat, niegdyś prezes Stali, obecnie radny