Sport.pl

Synowiec: Tomasz Gollob grabarzem szans Unibaksu?

Po dwóch nieudanych podejściach do meczu Stal Gorzów - Unibax Toruń aktualne staje się przysłowie ?Do trzech razy sztuka?. Na dzisiaj, czyli na czwartek, prognozy pogody są bardzo dobre i tym razem musi się udać (początek o godz. 19). Ale to wszystko, co stało się z udziałem kibiców i przy pierwszej próbie rozegrania pojedynku i zwłaszcza przy drugiej, niedzielnej próbie, jest nie do zaakceptowania.
Przy pierwszym terminie meczu pokrzykiwania torunian, że pogoda będzie dobra i mecz powinien się odbyć, można było potraktować jako wstęp do wojny psychologicznej, jednak kilka dni temu ich strach przed rozegraniem spotkania na trudnym, mokrym torze był wręcz histeryczny. Dla gorzowian to tylko kolejne ligowe spotkanie i nawet porażka nie wyrzuci ich z play-off. Za to dla torunian przegrana w Gorzowie niemal na pewno oznacza pożegnanie z miejscem w czołowej czwórce, co może mieć nieobliczalne konsekwencje po zakończeniu sezonu. Dobrodzieja klubu - biznesmena Romana Karkosika, który zapowiedział swoje odejście z żużla i sponsorowania drużyny żużlowej na rzecz toruńskiej piłki nożnej, może przebłagać tylko tytuł mistrza Polski. Odpadnięcie z fazy play-off redukuje takie szanse praktycznie do zera. Torunianie, mając w swoim składzie najlepszych, najbardziej wojowniczych i świetnie opłacanych zawodników na świecie, nie powinni trząść się przed Stalą ze strachu, tylko podjąć walkę na torze. Jeśli wezmą się w garść i przestaną lamentować, będą mieli szanse, choć ja im dobrze nie życzę, bo sobie nie zasłużyli.

Trener Piotr Paluch po rozegranym meczu twierdził, że pierwszym, który nie chciał jechać, był Tomasz Gollob. Wierzę szkoleniowcowi Stali, bo Gollob od początku sezonu wykazuje całkowitą utratę formy i wielką strachliwość przed jazdą w trudniejszych warunkach. Jeśli taką postawę przyjmie dziś, to kwartet Sajfutdinow, Ward, Miedziński i Przedpełski nie da sobie rady. Oby Gollob nie stał się grabarzem szans Unibaksu.

Przy okazji musowo trzeba powiedzieć kilka słów prawdy o sędzim niedzielnych zawodów i komisarzu toru. Po co byli obaj w Gorzowie, skoro żaden nie potrafił zająć stanowiska w sprawie: czy mecz ma być czy też nie. Strach przed centralą do tego stopnia sparaliżował ich umysły, że ogarnął ich swoisty stupor, czyli całkowita niemoc decyzyjna. Nic dziwnego, że kibice wychodzący ze stadionu po kilkugodzinnym oczekiwaniu na rozpoczęcie meczu, klęli na czym świat stoi, nie pozostawiając na nich suchej nitki. I w stu procentach słusznie, bo sędzia jest od podejmowania szybkich i konkretnych decyzji, a nie od bezmyślnego zwlekania z ich podjęciem. Przy okazji kibice z całej Polski, którzy chcieli obejrzeć to spotkanie w telewizji, przez dwie godziny musieli patrzeć na wieloosobową grupę panów chodzących po torze oraz niemiłosierne ględzenie o wszystkim i o niczym w wykonaniu Grzegorza Walaska (po jakiego diabła zaproszono go do Gorzowa?) i Tomasza Golloba, który jest najlepszym polskim żużlowcem wszech czasów, ale do gadania nigdy nie miał talentu i zamęczał telewidzów prawieniem komunałów nie do wytrzymania.

Kamyczek do ogródka trzeba też wrzucić działaczom Stali. Na ich życzenie zbadano stan trzeźwości Darcy Warda, a strzał był chybiony i poza wstydem niczego nie dał. Najwyraźniej informator, który dał cynk, że Darcy drinkował po zawodach Grand Prix w Cardiff, albo sam przedawkował, albo też nie potrafi nawet w przybliżeniu obliczyć, co to było i ile. Jednym słowem - kucha na całego.

W cieniu gorzowskiego spotkania rozgrywa się dramat zawodników z Gdańska i Częstochowy. Otóż Thomas Jonasson z Wybrzeża zamierza ogłosić bankructwo w Szwecji, spowodowane tym, że od dwóch lat nie otrzymuje ze swojego klubu w Polsce żadnych pieniędzy, a Walaskowi i Łagucie, czyli filarom Włókniarza, podziękowano za dalsze starty już do końca sezonu. Za chwilę czeka to innych zawodników z tych klubów. Co to oznacza? Otóż spadek po sezonie obu ekip. Wrocław już nie musi się o nic martwić, bo kwestia spadku już się właśnie rozstrzygnęła i to w sposób, jakiego w naszej lidze jeszcze nie było.

Jerzy Synowiec - znany gorzowski adwokat, niegdyś prezes Stali, obecnie radny

Więcej o: