Sport.pl

Synowiec: Menedżer Unibaksu na pogodzie zna się tak samo jak na żużlu

W ligowym żużlu zaczął się sezon ogórkowy, bo w lipcu oprócz spotkań zaległych - w tym meczu Stali Gorzów z Unibaksem Toruń - niewiele będzie się działo. Jest więc okazja, aby trochę poplotkować i przypomnieć nieco ciekawostek, jakie miały miejsce na naszych torach i nie tylko, niekoniecznie w ekstraklasie.
Najpierw Grand Prix w Kopenhadze. 13 tysięcy widzów na trybunach to już "łabędzi śpiew" tej imprezy. Dla takiej liczby kibiców nikt już więcej reprezentacyjnego stadionu Parken nie będzie wynajmował i duńskie GP musi się przenieść na kolejny wiejski stadion, podobny do Vojens.

Równie ciekawie jeśli chodzi o frekwencję było na drużynowych mistrzostwach Europy juniorów w niemieckim Herxheim. Finał oglądało 800 kibiców, a w imprezie nie wystartowali Szwedzi, Anglicy, ani Rosjanie. Jak w takiej sytuacji traktować złoto Polaków, wśród których byli dwaj gorzowianie - Bartek Zmarzlik i Adrian Cyfer? Czy to jeszcze poważne zawody sportowe, czy już tylko folklor, gdzie jedzie nie ten, który jest dobry, ale ten, kto ma ochotę, choćby nie umiał się prosto utrzymać na żużlowym motorze?

Ciekawie jest też w lidze rosyjskiej. Tam z roku na rok maleje liczba zespołów uczestniczących w zawodach ligowych. W tym roku wystartowało pięć drużyn, ale już jadą tylko cztery. Jeden ma swoją siedzibę we Władywostoku, czyli blisko Japonii, albo inaczej - tydzień koleją z Moskwy. Drugi nad Morzem Kaspijskim (Togliatti), blisko Iranu, a dwa pozostałe w centralnej Rosji, czyli w Baszkirii. Zawodnicy, aby zdążyć na mecz ligowy, muszą latać wyłącznie samolotami i nikt tam nie myśli o przekładaniu spotkań, bo koszty odwołania pojedynku są niewyobrażalne.

O niedoszłym meczu w Gorzowie z Toruniem można tylko powiedzieć tyle, że toruńscy działacze nadal nie potrafią wyciągnąć wniosków ze swoich powszechnie krytykowanych zachowań. Niewiara w prognozy pogody i bezsensowny upór, że mecz jednak da się rozegrać, kosztował Stal konkretne pieniądze, z którymi torunianie się nie liczą, bo to przecież nie ich kasa. Kolejne brawa dla menedżera Unibaksu, który w sobotę przekonywał, że w Gorzowie jest i będzie piękna pogoda, ilustrując to zdjęciem z ulicy Wyszyńskiego. Mylił się, bo na pogodzie zna się tak samo jak na żużlu. Mam nadzieję, że w meczu, który dojdzie do skutku 13 lipca, Unibax dostanie porządnie po tyłku.

Jesteśmy skupieni na żużlowej ekstralidze, ale życie istnieje również poza nią. Bardzo interesująco jest w drugoligowym Krośnie. Otóż startuje tam czterech zawodników o nazwisku Rempała: Jacek, jeden z najstarszych ligowców, jego brat Tomasz, kolejny brat Marcin (jeszcze niedawno wielki talent) oraz Krystian - syn Jacka. Tenże junior Krystian był w ostatnim meczu ligowym najlepszym zawodnikiem, przywożąc z jednym z biegów zwycięstwo 5 do 1 razem z ojcem, umiejętnie go pilotując. Jeśli wróci do jazdy jeszcze jeden brat - Grzegorz, też swojego czasu niezły żużlowiec, to za chwilę Krosno będzie miało zawodników tylko o jednym nazwisku.

Byli zawodnicy Stali startują w drugiej lidze i są tam gwiazdami. Niedawno zacięte pojedynki toczyli ze sobą szwagrowie: jeżdżący dla Opola Mariusz Staszewski i reprezentujący od lat barwy Piły Piotr Świst. W barwach Ostrowa jeździ nasz były talenciak Kamil Brzozowski i to z niezłym skutkiem. Trochę się łza w oku kręci, jak się widzi Piotra Śwista wygrywającego biegi, choć już przecież niedługo pięćdziesiątka na karku. Mimo wszystkich zastrzeżeń, brakuje mi go w Gorzowie.

Jerzy Synowiec - znany gorzowski adwokat, niegdyś prezes Stali, obecnie radny

Więcej o: