Proces byłego prezesa Stali. Zeznawali Jędrzejczak i Komarnicki [WIDEO, ZDJĘCIA]

Były prezes żużlowej Stali Gorzów, a w przeszłości również wiceprezydent Gorzowa już od kilku lat mierzy się z prokuratorskimi zarzutami. Śledczy z Zielonej Góry przekonują, że Mariusz Guzenda przyjął pieniądze od jednego ze sponsorów, ale nie wpłacił ich do kasy klubu. Gorzowski sąd już raz go uniewinnił, ale ten wyrok uchylił sąd w Szczecinie. We wtorek odbyła się kolejna rozprawa w ponownym procesie.
Zielonogórska prokuratura opiera się na wersji Stanisława P., biznesmena z Koszewka, który zeznał, że przekazał Guzendzie (zgadza się na publikację nazwiska i wizerunku) 250 tys. zł w pięciu równych ratach. Śledczy przekonują, że te pieniądze do kasy klubu nigdy nie trafiły.

Mariusz Guzenda w sądzie podważa wiarygodność P. i przedstawia swoją wersję. - Biznesmen dał na Stal 60 tys. zł [w 2002 roku - red.] i nie chciał pokwitowań. Zapisaliśmy to w budżecie klubu jako pożyczkę, inaczej nie mogliśmy tego zaksięgować - przekonuje były prezes.



We wtorek w sądzie zeznawało siedmioro świadków, w tym m.in. Tadeusz Jędrzejczak, prezydent Gorzowa (rządzi miastem od ponad 15 lat, Mariusz Guzenda był jego zastępcą), oraz Tadeusz Jankowski, wiceprezydent miasta w czasach, gdy wiceprezydentem był też Guzenda. Do sądu przyszli również współpracownicy Guzendy z klubu żużlowego, gdy ten był prezesem (w latach 2002-2005) - ówczesny wiceprezes Władysław Komarnicki (dziś prezes honorowy Stali) oraz dyrektor Ireneusz Maciej Zmora (dziś on jest prezesem klubu).

Co może pan powiedzieć o mojej uczciwości? - pytał świadka Jędrzejczaka oskarżony Guzenda. Prezydent Gorzowa długo tłumaczył, dlaczego Guzendę zatrudnił i dlaczego nie zwolnił z funkcji prezesa Gorzowskiego Towarzystwa Budownictwa Społecznego po tym, gdy Guzenda został aresztowany i usłyszał zarzuty. Odsłaniał też kulisy interesów, jakie miasto chciało robić ze Stanisławem P. - Przyjmowaliśmy go w Pałacyku Ślubów, jak każdego ważnego inwestora. Dziękowałem mu za pomoc dla żużla. A później się zawiodłem. Okazało, że to nigdy nie była firma i to nie był przedsiębiorca. Dziś jego firmy zalegają miastu ponad milion złotych niezapłaconych podatków - opowiadał Jędrzejczak.

Proces, który toczy się przed sądem w Gorzowie, dotyczy wielu wątków z lat 1999-2004. Wspólny mianownik to działalność biznesmena Stanisława P. oraz zakup terenów po byłych zakładach mechanicznych Ursus. Na ławie oskarżonych obecnie zasiada siedem osób. Wśród nich m.in. szef gorzowskiego oddziału Agencji Mienia Wojskowego, biznesmeni oraz były syndyk gorzowskich zakładów Ursusa.

Kolejna rozprawa w maju.