Sport.pl

Synowiec: O dwóch takich, co odejdą z żużla. Jak bardzo będzie ich brakowało?

Tuż przed startem do ekstraligowego sezonu, dwie bardzo ważne osoby w polskim żużlu ogłosiły koniec swojej przygody z tym sportem. To Roman Karkosik - właściciel i dobroczyńca toruńskiego Unibaksu oraz Robert Dowhan - twórca potęgi Falubazu.
Roman Karkosik to człowiek z założenia pozostający na uboczu medialnego szumu, rzadko pokazujący się publicznie i równie rzadko zabierający głos. W toruńskim żużlu pojawił się przed ośmiu laty, w roku 2006 ratując klub przed poważnymi kłopotami finansowymi. za jego rządów i głównie za jego pieniądze, Unibax stał się czołowym graczem w ekstraklasie. To między innymi dzięki niemu Toruń ma najnowocześniejszy stadion w Polsce i największe światowe imprezy. Od kilku lat Karkosik zajmuje piąte miejsce wśród najbogatszych Polaków, z majątkiem szacowanym na 3 miliardy złotych, a źródłem jego bogactwa są inwestycje giełdowe - kontroluje pięć dużych spółek giełdowych, m.in. Boryszew, Hutmen, Impexmetal. Toruńska legenda głosi, że ten mieszkaniec pałacu w podtoruńskim Kikole, na co dzień jest skromnym człowiekiem, któremu ta sama gosposia od 20 lat gotuje na obiad taki sam rosół.

Jego zapowiedź odejścia po sezonie z pewnością będzie oznaczała, że zawodnicy Unibaksu będą stawali na uszach, aby ich dobroczyńca zmienił zdanie. Muszą zatem zdobyć ligowe złoto i to w cuglach, a i tego może być mało.

Roman Karkosik ogłosił, że jest zniesmaczony działaniami władz ekstraligowej spółki i to jest główny powód jego odejścia. Ale mi się wydaje, że jednym z powodów, może nawet najważniejszym, jest fatalna prasa, jaką miał i ma jego klub, a co jest wynikiem rejterady z ubiegłorocznego finału play-off w Zielonej Górze. Tak czy owak, odejście tego żużlowego tuza, może oznaczać duże kłopoty dla drużyny Unibaksu (kto da taką kasę jak teraz na przyszły rok?), ale też dużą stratę wizerunkową dla całego polskiego żużla, bo co by o nim nie powiedzieć, jego osoba była ozdobą żużlowego świata i powodem do słusznej dumy. Wszak tak bogatych ludzi więcej w żużlu nie ma. Czy torunianom uda się poprawić swój wizerunek w trakcie tego sezonu? Odpowiedź na to pytanie może być istotą tegorocznych rozgrywek.

Zupełnie inaczej mają się rzeczy w Zielonej Górze. Prezes Falubazu Robert Dowhan odchodzi ze swojej funkcji 12 kwietnia, a dzień wcześniej w zielonogórskim teatrze odbędzie się jego benefis.

Absolwent gorzowskiej AWF pojawił się w zielonogórskim żużlu już kilkanaście lat temu, ale szefem został w roku 2003, kiedy Falubaz balansował pomiędzy ekstraklasą, a pierwszą ligą. Mozolnie budował siłę i wizerunek klubu, nie zapominając o budowaniu potęgi własnego biznesu oraz systematycznej rozbudowie stadionu, doprowadzając drużynę do znakomitych wyników sportowych - trzy złote medale, srebro i brąz w ciągu ostatnich sześciu lat - i tworząc pierwszą żużlową markę z prawdziwego zdarzenia w Polsce. Nic dziwnego, że w cuglach został senatorem w wyborach w 2011 roku. Na zawodach ligowych przy W69 pojawiają się znakomitości świata kultury, biznesu i polityki, zaś obecność na trybunie VIP stanowi powód do dumy i swoistą nobilitację.

Czy Falubaz da sobie radę bez Roberta Dowhana? Nikt tego dzisiaj nie wie, ale ja uważam, iż stworzył tak solidną markę, że żadne powodzie i trzęsienia ziemi nie są jej w stanie zaszkodzić. Czy ten skromny w gruncie rzeczy chłopak z Jasienia powiedział swoje ostatnie słowo? Myślę, że nie.

Jerzy Synowiec - znany gorzowski adwokat, niegdyś prezes Stali, obecnie radny

Więcej o: