Kibol ukarany, ale w wyroku sąd obśmiał... policjantów

Stilonowiec Jacek K. został zatrzymany po bójce z policją. Na komendzie policjanci mieli urządzić sobie ?dogrywkę?. Po kilku godzinach mężczyzna miał tak spuchnięte jądra, że musieli go zawieźć do szpitala w Gorzowie. Prokurator nie chciał słuchać o przekroczeniu uprawnień przez policjantów. Sąd nie uwierzył.
To historia z sierpnia 2012 r. Stilon pewnie wygrał mecz piłkarskiej czwartej ligi w Słubicach (3:0). Kibice wrócili dwoma busami pod stadion w Gorzowie. Tam już czekali policjanci prewencji. I zaczęło się.

Jacek K., główny oskarżony w tej sprawie, był pijany i zaczął przedrzeźniać mundurowych, biegał po parkingu. Policjanci początkowo nie reagowali, ale dwóch z nich - starszy sierżant Marcin Z. i starszy posterunkowy Krzysztof G. - zaczęło go gonić. Awanturnik dostał gazem w twarz i policyjną pałką po pośladkach. Inni stilonowcy chcieli go odbić, ale do eskalacji konfliktu nie doszło. Głównie dzięki rozwadze jednego z policjantów Tomasza B., który rozmawiał z kibicami - napisał sędzia Joachim Wieliczuk w pisemnym uzasadnieniu.

Sąd Rejonowy w Gorzowie skazał 24-letniego Jacka K. na siedem miesięcy prac społecznych (20 godzin miesięcznie). Dostał karę za to, że podczas zatrzymania wyzywał i kopał policjantów. Tu sprawa wydaje się być oczywista. Potwierdziły to m.in. zeznania świadków. Trzech pozostałych kibiców, którzy mieli próbować odbić kolegę, sędzia Wieliczuk uniewinnił.

Dokończyli dzieła na komendzie?

Punktem zapalnym jest jednak to, co działo się, gdy kibice rozeszli się do domów. Wtedy policjanci "zaopiekowali się" Jackiem K. Funkcjonariusze prewencji Z. i G. pojechali z nim na komisariat (to był błąd, powinni to zrobić inni policjanci - uznał sędzia).

Tu pojawiają się dwie alternatywne wersje. Policjanci w czasie procesu zeznawali, że odwieźli go do izby zatrzymań i już wtedy miał "zanieczyszczone ubranie, ponieważ po uderzeniach pałką w jądra, puściły mu zwieracze". I stało się to podczas interwencji przy parkingu.

K. zeznał jednak, że ci sami policjanci, którzy zatrzymali go pod stadionem, specjalnie pojechali z nim na komisariat, by dokończyć dzieła. Wszystko działo się późnym wieczorem. K. miał być "spałowany w małym pokoiku". Przyznał, że gdy tam "zabrudził ubranie", policjanci nie pozwolili mu się umyć.

Najmocniej miał go bić Marcin Z. - Myślę, że chciał się zemścić za to, że cztery lata temu nie dostałem zakazu stadionowego. A on zeznawał wtedy w sądzie - mówił K.

Obrażenia były tak poważne, że kibic Stilonu musiał zostać odwieziony do szpitala. Na oddział urologiczny trafił po północy. Leżał tam ponad dwa tygodnie. Na zdjęciach, które są w aktach sprawy, widać sine pośladki, stłuczone jądra, opuchniętą głowę, ślady policyjnej pałki są też na rękach i żebrach.

Sprawę nadużycia uprawnień przez policjantów K. zgłosił w prokuraturze. Śledczy ze Słubic w maju 2013 r. umorzyli postępowanie. - Prokurator uznał, że funkcjonariusze działali w granicach dopuszczalnych środków przymusu bezpośredniego - mówi Dariusz Domarecki, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Gorzowie.

Jacek K. złożył zażalenie na decyzję prokuratury, sąd je odrzucił.

O policjancie: "Ma zdolności literackie", "Jest słabo odporny na stres"

Tymczasem inny gorzowski sędzia w sprawie K. już tak ślepo policjantom nie wierzy. W pisemnym uzasadnieniu sprzed kilku dni Joachim Wieliczuk rozprawia się nie tylko z samym oskarżonym, ale także z policjantami, którzy wtedy interweniowali. Można dojść do wniosku, że nie wierzy im tak samo jak kibolom. Jego zdaniem obie strony tak samo "koloryzują zdarzenia".

- Składający zeznania funkcjonariusze, z uwagi na solidarność zawodową, większą wagę przywiązywali do tego, by nie zaszkodzić sobie i kolegom, niż do przedstawienia sprawy zgodnie z prawdą - pisze sędzia Wieliczuk w uzasadnieniu. Jego zdaniem policjanci wymyślali zeznania, broniąc się przed zarzutami przekroczenia uprawnień "w sytuacji niepotrzebnej, nadmiernej interwencji po drobnym, mało szkodliwym społecznie wykroczeniu, gdy interwencja nadgorliwych funkcjonariuszy się zaczynała". Gorzowski sędzia napisał, że w takiej sprawie policjanci nie powinni dać się sprowokować, wykazać się rozwagą i silnymi nerwami. - A tego zabrakło - uważa Joachim Wieliczuk.

W uzasadnieniu najbardziej dostało się Marcinowi Z., który jako pierwszy podjął interwencję. "Jego reakcja świadczy o słabej odporności na stres i na prowokacje ze strony obywateli-kibiców, których miał chronić i z których podatków wypłacane jest jego wynagrodzenie" - pisze sędzia Wieliczuk.

Zeznania policjanta "wyolbrzymiają zdarzenie do takich rozmiarów, że trudno zachować powagę przy ich lekturze". Sąd traktuje je "jako przejaw zdolności literackich", a nie "drogę do prawdy".

Odważny sąd

Błażej Kowalczyk, obrońca Jacka K., przyznaje, że nie widział jeszcze opinii tak miażdżącej dla służb mundurowych w sprawie, która dotyczy kibica piłkarskiego. A przez ostatnią dekadę miał podobnych procesów kilkadziesiąt. - Sądy i prokuratury nie są chętne, by policję choćby napominać. Tym razem stanowisko sędziego nie było tak bezrefleksyjne jak zazwyczaj. Trzeba nawet powiedzieć, że jest odważne - mówi "Wyborczej" adwokat z Gorzowa.

W uzasadnieniu padają sformułowania, że starszy sierżant Marcin Z. "dał się wcześniej poznać jako osoba dokonująca zatrzymania w sposób agresywny".

Zapytaliśmy więc, jaką Z. ma opinię w policji, czy ostatnio dostał jakieś nagrody lub nagany. Policja odmówiła komentarza. - Te informacje stanowią dobra osobiste podlegające ochronie prawnej - odpowiedział Marcin Maludy z zespołu prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Gorzowie.

Obrońca Jacka K. nie wyklucza, że pozwie "nadgorliwych policjantów" o odszkodowanie za uszczerbek na zdrowiu.

Dziennikarze Gazety Wyborczej bliżej Ciebie - znajdź nas na Facebooku!