Synowiec: Grand Prix, mistrzostwa Europy? Lepiej Memoriał Edwarda Jancarza [SONDAŻ]

Za miesiąc na stadionach zawarczą motory, a tu komentatorzy żużlowi, a i sami zawodnicy, nie mówią o niczym innym niż o tym, że władze światowej federacji motocyklowej w sposób jednoznaczny przecięły dyskusję o rywalizacji Grand Prix z mistrzostwami Europy, zakazując zawodnikom z GP startu w tych drugich zawodach, organizowanych przez polską spółkę One Sport.
Słyszymy wielkie larum, że jak tak można i że powinno dojść do bojkotu Grand Prix. Rosjanin Emil Sajfutdinow zadeklarował nawet, że w takiej sytuacji zrezygnuje z GP. Moim zdaniem, ostatecznie wszyscy jak jeden mąż podkulą ogony i szybko zapomną o nowym tworze, zwanym mistrzostwa Europy, a władze One Sport mogą kierować swoje skargi do wszystkich sądów świata, a i tak nic nie wskórają. Nie da się bowiem uzasadnić w żużlu funkcjonowania obok siebie dwóch rozrastających się równolegle cyklów zawodów o podobnej randze i niemal takim samym składzie osobowym.

To, że działania organizatora Grand Prix - firmy BSI - mi się nie podobają, to już zupełnie inna sprawa. Nie da się jednak zastąpić zawodów w Cardiff i Kopenhadze, turniejami w Gorican, Gdańsku, czy niemieckim Pocking. Cały światowy żużel powinien wszystkimi siłami ratować GP, bo jak ten cykl upadnie, to zostanie nam tylko liga.

Ma rację prezes Stali Gorzów Ireneusz Maciej Zmora, który mówi wprost, że nie może tak dalej być, aby grupa zaledwie kilkunastu zawodników zdominowała wszystkie indywidualne zawody żużlowe, przemieszczając się co tydzień w inne miejsce, nie mając nawet czasu na solidne przygotowanie się do ligi, z której tak naprawdę żyją i narażać się z przemęczenia na niezliczone kontuzje. To jest sytuacja, która tak naprawdę blokuje innym zawodnikom normalny rozwój, niebezpiecznie zawężając żużel do kilku, ciągle tych samych nazwisk.

Władze federacji motocyklowej pokazały przy okazji miejsce w szeregu polskim władzom żużlowym, co jest w swojej wymowie bardzo smutne. Osobiście jednak cieszę się z tej decyzji, bo mistrzostwa Europy, nawet pokazywane przez Eurosport, nie miały szczególnego znaczenia. Jak spojrzymy na listę zwycięzców z kilkunastu ostatnich lat, to nie wiadomo, czy śmiać się, czy płakać, bo na podium stawał kto tylko miał na to ochotę i w miarę sprawny motocykl.

Liga jest najważniejsza, o nią się wszyscy w Polsce martwmy. Światowa czołówka nie będzie się więcej rozdrabniać i na zawody ligowe przybędzie bardziej wypoczęta. Nietrudno sobie wyobrazić skutek dla polskiej ligi, gdyby obok dwunastu zawodów GP rozegrano dodatkowo kolejnych dwanaście zawodów rangi mistrzostw Europy.

W Gorzowie rozpoczynają się dywagacje: na co postawić w kolejnych latach, bo już niedługo kończy się nam umowa na organizowanie jednego z turniejów Grand Prix. Czy przedłużać umowę i skąd wziąć na to kasę, czy może postawić na kadłubowe mistrzostwa Europy?

Mam znacznie prostsze i zdecydowanie mniej kosztowne rozwiązanie, a za to milsze sercu gorzowskich kibiców. Przywróćmy w miejsce GP Memoriał Edwarda Jancarza. Przecież przez wiele lat to była topowa indywidualna impreza w naszym mieście. Zwyciężali w niej najlepsi zawodnicy świata, a przy okazji kultywowano pamięć naszego najlepszego żużlowca. Za jedną piątą pieniędzy wydanych na GP można mieć imprezę w porównywalnej, a może nawet ciekawszej obsadzie, a co jest równie ważne, korzystniej wpłynie to na kieszeń kibica, bo bilety mogą być znacznie tańsze. Sam, tak jak jestem przeciwko wydawaniu na Grand Prix milionów z kasy miasta, chętnie zagłosuję za zdecydowanie mniejszym wsparciem na memoriał, który również można sprzedać, albo nawet oddać za darmo znaczącym telewizjom.

Do dzisiaj nie mogę ani zrozumieć decyzji władz gorzowskiego żużla sprzed kilku lat, ani tym bardziej im tego wybaczyć, że nie ma memoriału, naszego własnego Memoriału Edwarda Jancarza, a jest impreza, którą za rok obejrzymy po raz ostatni i nie wiadomo, czy kiedykolwiek tu wróci. A memoriał mógł być zawsze. Tak jak Leszno zawsze pamięta o Alfredzie Smoczyku i organizowało jego memoriał nawet wtedy, kiedy miało u siebie Grand Prix.

Jerzy Synowiec - znany gorzowski adwokat, niegdyś prezes Stali, obecnie radny

W Gorzowie powinniśmy:
jak najszybciej przedłużyć umowę z BSI na 2016 r. i kolejne lata
21%
123 głosów
zrezygnować z GP i zacząć organizować jeden z turniejów mistrzostw Europy
10%
57 głosów
ani GP, ani mistrzostwa Europy, a powrót Memoriału Edwarda Jancarza
41%
233 głosów
skupić się wyłącznie na jak najlepszych wynikach w lidze
28%
164 głosów