Sport.pl

Marzenie naszych saneczkarek spełnione. Teraz "cztery dobre, równe ślizgi" [ZDJĘCIA]

- Życzę wszystkim sportowcom takiego momentu - taką myślą podzieliła się ze swoimi fanami podekscytowana Ewa Kuls. Obie saneczkarki UKS Nowiny Wielkie - także Natalię Wojtuściszyn - zobaczyliśmy na otwarciu igrzysk olimpijskich w Soczi, na czele biało-czerwonej ekipy. Zazdrościmy wyjątkowych emocji, a teraz ściskamy mocno kciuki za udane zjazdy w olimpiskim centrum ślizgów "Sanki".
Gdy obie olimpijki z UKS Nowiny Wielkie żegnaliśmy kilkanaście dni temu w rodzinnych stronach, Ewa i Natalia jeszcze nie wiedziały, czy będzie im dane wziąć udział w ceremonii otwarcia igrzysk. Bardzo chciały poczuć tę atmosferę na własnej skórze. Ich marzenie się spełniło, nasze saneczkarki na pewno nie były zawiedzione. Od gwiazd, które tam spotkały, mogło zakręcić się w głowie. Kuls i Wojtuściszyn, tak jak i pozostali sportowcy, a także widzowie na stadionie olimpijskim, dostały również medale, które świeciły w odpowiednich momentach, tworząc w ten sposób śliczne tło do całego widowiska. Będzie pamiątka na całe życie. Inspiracją dla biało-czerwonej ekipy niech będzie przebój "Nas nie dogoniat", wykonany w Soczi przez dziewczyny z Tatu. - To było coś niesamowitego, takie wyróżnienie może zdarzyć się raz w życiu - mówiły piosenkarki w rosyjskiej telewizji. O wyjeździe na igrzyska Ewa i Natalia też mówiły w ten sam sposób. A teraz uciekajcie rywalkom!

Nasze zawodniczki miały już okazję potrenować. Jak wyłapali wnikliwi fotoreporterzy, Ewa Kuls zdążyła poczuć jak parzy rosyjski lód, gdy spadnie się na niego z pędzących sanek. Podczas ceremonii otwarcia, sympatyczna 23-latka pokazała jednak, świetnie się bawiąc, że wszystko jest w porządku. - Tor w Soczi doskonale pamiętam, bo przecież tam zaczynałam moje seniorskie starty w Pucharze Świata. Pierwsza połowa jest wolniejsza, bardzo trudna technicznie, druga szybsza. Cała trasa nie wybacza błędów i co zgubisz, nigdzie już nie da się odrobić - opowiadała o dwa lata młodsza Natalia Wojtuściszyn. - Lubię właśnie takie tory, gdzie w każdym miejscu trzeba popracować - dodała Kuls. - Są dwa podjazdy, dół łatwiejszy, ale bardzo szybki. Będzie ciekawie.

A jak przejechać te najważniejsze w życiu ślizgi? Inne niż w Pucharze Świata, bo przecież tutaj sumuje się nie dwa, a aż cztery występy, które trzeba ukończyć, aby wziąć udział w kolejnych. - Ci, którzy będą mieli szansę na medal, pewnie w drugim dniu mocno zaryzykują i mogą wypaść z rywalizacji. My raczej skupimy się na czterech dobrych przejazdach, z których będziemy zadowolone - stwierdziła Wojtuściszyn. - Możemy obiecać walkę, w końcu to są igrzyska i trzeba dać z siebie więcej niż wszystko - dodała Kuls. - Chciałabym sobie po tych występach powiedzieć, że więcej zrobić nie mogłam. Wtedy o końcowy wynik też będziemy spokojne. Miejsce? Znamy układ sił i nasze lokaty w Pucharach Świata, w drugiej dziesiątce. To są jednak inne, wyjątkowe zmagania, które też poznamy pierwszy raz w życiu. Najpierw pokażmy dobre ślizgi, a potem będziemy nas szukać w klasyfikacji. Wierzę, że będzie dobrze.

Dziś i w niedzielę nasze panie dopingują startującemu w jedynkach Maciejowi Kurowskiemu. Same ruszą do boju w poniedziałek i we wtorek. W pierwszym dniu ślizgi pań rozpoczną się o godz. 15.45 i 17.35 czasu polskiego, a ślizgi trzeci i czwarty we wtorek - o godz. 15.30 i 17.20. Potem Kuls lub Wojtuściszyn (wystartuje jedna z Polek) będziemy jeszcze oglądać w sztafecie, gdzie teoretycznie biało-czerwoni saneczkarze mają szansę na najwyższe miejsce na igrzyskach w Soczi.



Więcej o: